Film tak bardzo niefilmowy że ledwo zasługuje na to miano. Wszystkie konwencje wyleciały przez okno i – oceniając po efekcie – słusznie!
Nie ma scenariusza, który w tym wypadku byłby próbą wciśnięcia życia w jakieś sztywne obramowanie. Zamiast tego historia opowiada się sama, a zakończenie możemy poznać dopiero na wikipedii.
Nie ma też aktorów i każdy "gra" samego siebie, co wcale nie wydaje mi się łatwiejszym zadaniem, a mimo to charyzma "Little Edie" dorównuje gwiazdom Hollywood.
Dla mnie pierwsza styczność z takim rodzajem dokumentu. Polecam.
W zasadzie stawiam ten film na równi z "jedynką". Co prawda nie znajdę w nim aż tak zaskakującego momentu jak końcówka części pierwszej, jednak fabuła jako całość nie tylko trzymała mnie bardziej w napięciu, ale i rzadziej miałem wrażenie, że ledwo to się wszystko klei.
„Elvis nie umarł, tylko wrócił na swoją planetę” – pamiętasz, z czego cytat? :)
Myślę, że marnie skończył, bo otaczał się ludźmi, którzy traktowali go jak maszynkę do robienia pieniędzy. Faszerowali go na zmianę środkami uspokajającymi i pobudzającymi. Do tego styl życia – otyłość i liczne inne problemy zdrowotne. :(
No i sama śmierć króla… na „tronie”…
A film przyjemnie się oglądało, choć nie jest to wierna biografia.
After following films such as Meg and Meg 2, Chinese fantasy cinema is clearly reaching new heights of absurdity.
Ciekawy film, udany seans. Bardzo trafna obserwacja środowiska naukowego i jego okolic. Do tego trochę humoru.
Tego typu filmy powstają po to, by wyciągnąć kasę od ludzi, którzy mają sentyment do jakiejś starej produkcji. Nie przestraszył mnie, nie skłonił też do refleksji. Mimo wszystko dało się obejrzeć do końca.
Nie przepadam za horrorami, ale czasem oglądam. Ten nie wzbudził we mnie jakichś szczególnych emocji, jednak dał się obejrzeć do końca.
Problemy dorosłych oczami dzieci. Kłopoty finansowe, eksmisja, matka z depresją, bezrobocie. Młodsze dzieci raczej nie zrozumieją tego filmu.
Taka sobie baja, oglądało się to całkiem nieźle, a po paru dniach fabuła z głowy wietrzeje. :) Nie ma sensu porównywać tego z filmem z Robinem Williamsem.
Obawiałam się, że to będzie totalna kaszana, ale nie. Da się obejrzeć (tylko stanowczo nie z dubbingiem – porażka!).
Proszę czekać…