bardzo słaby film i dziecinne sceny z niedźwiedziem
"It’s a goddamn siege!" / Po "Cosiu" to dla mnie najlepszy film Carpentera ever. Klimat, kiedy akcja przenosi się na atakowany ze wszystkich stron posterunek, aż dusi. Rewelacyjna muzyka. Aktorzy spisali się na medal. Szkoda, że Darwin Joston poszedł później w innym kierunku i grywał tylko okazjonalnie (pytanie czy to był jego wybór, czy tak po prostu wyszło – ze stratą dla kina). Austin Stoker szacun. Bardzo spodobała mi się ostatnia scena jak SPOJLER policjant i więzień idą razem, ramię w ramię.
Dzięki za odpowiedź :)
Z plusów – fajna piosenka przewodnia jednego z Beatlesów, Sean Penn z tatuażem ukochanej bez sutków, plenery. Madonna sztuczna jak diabli. Nawet jak zapalała papierosa, to wyglądało to tak, jakby robiła to pod Złote Maliny. Sama historia średnia.
Nie widziałem tego filmu, ale widziałem Hit Man z 2023, też z Powellem, i właściwie ta recenzja brzmi jakby oba filmy łączyły podobne problemy – Powell nie pasujący do roli którą gra, nierówny ton, niespójna narracja, uproszczenia, rozczarowująca końcówka. Dziwna sprawa. Chyba trudno zrobić dobrą satyrę.
I w sumie Running Man z zeszłego roku też wpisuje się w ten schemat.
Jedynka lepsza, mimo że gorsza. Tak mogę to podsumować, elfy to fatalny wybór i nawet nie jestem pewien czy dramat księcia miał być jakimś ważnym / emocjonalnym punktem całej historii, czy był to zwykły wypełniacz. Bo rola zagrana jak w dramacie, a jakoś nikt inny specjalnie się nie przejmował losem nieludzi, nawet to kuszenie Hellboy’a zostało zrobione po łebkach.
Poza tym mógłbym wytknąć mnóstwo nieścisłości fabularnych czy innych głupot. [SPOILER] Na przykład Johann Krauss nagle zmienia się z przykładnego oficera w jakiegoś rebelianta? Naprawdę? "Zwrot akcji" ale taki kompletnie bezsensu. [/SPOILER]. Humor też do mnie nie trafił jak w poprzedniej części.
Natomiast CGI w tym filmie jest genialne – udało się ożywić te wszystkie fantastyczne istoty, jest różnorodnie i dynamicznie, nawet gdyby większość dostała bardziej rozbudowany wątek też nie byłoby nudy. Nie to co ten stwór z jedynki.
Bardzo fajny film chiński, który przenosi widza w świat XX-wiecznych komunistycznych Chin i walki tamtejszej ludności z podłym i nikczemnym ustrojem, który zakazywał wszelkich możliwych rozrywek i sposobów na życie. Taki był Mao Zedong – zły, podły i nikczemny rewolucjonista, dyktator którego portret możemy podziwiać w kilkunastu kadrach tego dzieła sztuki. Gra aktorska zdecydowanie powala, ale najgorzej o dziwo według mnie zagrał Leslie Cheung jako Cheng "Douzi" Dieyi. Z jednej strony fajnie opowiedział historię toczącą się w latach 1924-1977, z drugiej strony ten przesadnie wysoki i zniewieściały głos sprawiał, że bolały mnie uszy od tych jęków w pekińskiej operze. Gong Li jako Juxian bezbłędna! Nawet na polskim festiwalu Camerimage w Toruniu (1993 rok) otrzymał nagrodę Srebrnej Żaby, co jest najlepszą rekomendacją, żeby sięgnąć po monument Chińskiej Republiki Ludowej. Wyśmienite kino, które na zawsze zostanie w pamięci. Bo kto obejrzy "Żegnaj, moja konkubino", ten zawsze będzie do tej wspaniałości powracał. 9/10
Cieszę się, że nie tylko ja to dostrzegam. Tak, to to jest niewątpliwie perełka kina chińskiego, zasłużenie zdobyła międzynarodową sławę.
Słabizna, początek był obiecujący ale czym dalej tym gorzej.
O dziwo sceny z rekinami naprawdę dobre i gdyby nie idiotyczny scenariusz drugiej połowy było by znacznie lepiej
Proszę czekać…