120 uderzeń serca 2017

120 battements par minute

W filmie Robina Campillo euforia spotyka rozpacz, a przyspieszone bicie serca przypomina tykanie odliczającego czas zegara. Bo o wyścig z czasem tu chodzi. Są wczesne lata 90-te, epidemia AIDS we Francji zbiera żniwo przy cichej zgodzie rządu i koncernów farmaceutycznych. Zmowę milczenia wokół choroby akcjami, marszami,… zobacz więcej

Reżyseria
Scenariusz
,
Aktorzy
, ,
  • oraz inne 3 nagrody, 8 nominacji i 1 udział w konkursie zobacz więcej

Zwiastuny Zobacz wszystkie 1 zwiastun

Zdjęcia Zobacz wszystkie 11 zdjęć

Obsada Zobacz pełną obsadę

Nahuel Pérez Biscayart
jako Sean Dalmazo
Arnaud Valois
jako Nathan
Adele Haenel
jako Sophie
Saadia Bentaïeb
jako Matka Seana
Ariel Borenstein
jako Jérémie
Simon Bourgade
jako Luc
Samuel Churin
jako Gilberti
Naëlle Dariya
jako Léa
Simon Guélat
jako Markus
Yves Heck
jako Nauczyciel francuskiego
Marco Horanieh
jako Fotograf

Fabuła

W filmie Robina Campillo euforia spotyka rozpacz, a przyspieszone bicie serca przypomina tykanie odliczającego czas zegara. Bo o wyścig z czasem tu chodzi. Są wczesne lata 90-te, epidemia AIDS we Francji zbiera żniwo przy cichej zgodzie rządu i koncernów farmaceutycznych. Zmowę milczenia wokół choroby akcjami, marszami, happeningami starają się przerwać aktywiści z paryskiego ACT UP. "120 uderzeń serca" to pełen pasji i furii portret młodości, spotykającej śmierć, rasowe rozdyskutowane kino polityczne i poruszająca love story. To także zbiorowy portret pokolenia - chyba ostatniego - które tak namiętnie wierzyło w możliwość zmiany i w to, że politykę trzeba uprawiać na ulicach. opis dystrybutora

Gatunek
Dramat

Szczegóły

Premiera
2018-03-23 (kino), 2017-05-20 (świat)
Dystrybutor
Gutek Film
Wytwórnia
Les Films de Pierre
France 3 Cinéma (koprodukcja)
Page 114 (koprodukcja) zobacz więcej
Kraj produkcji
Francja
Inne tytuły
120 Beats Per Minute (tytuł międzynarodowy)
BPM (tytuł międzynarodowy) (tytuł roboczy)
Czas trwania
140 minut

Wiadomości zobacz wszystkie 2 wiadomości

Recenzje

To wielka feta i pean na cześć społecznego zaangażowania, nieposłuszeństwa obywatelskiego. Mimo filmu przepełnionego śmiercią, jest w nim tak wiele życia i entuzjazmu. DO UTRATY TCHU! 9

Vive la liberté! Tak chce się krzyknąć po obejrzeniu, a raczej po wchłonięciu każdym centymetrem ciała i nerwem filmu 120 uderzeń serca. Bo właśnie w zaangażowanej społecznie, ale nie tylko z bohaterem zbiorowym, ale również jednostką, historii jest o dążeniu do rozbicia skorupy kłamstw na skalę światową, opresji, nieświadomości ludzkiej i wyciągnięciu ze środka lepszego jutra, gdzie chodzi o sprawy fundamentalne – jak śmierć i życie – nie o jakiekolwiek bohaterstwo. 120 uderzeń serca w pulsującym rytmie, bez nadużyć emocjonalnych, chwilami wyglądając na dokument, unika prostych, liberalnych haseł i wpisu do kartoteki „lewackie kino” – nie dać się upolitycznić. To ekspresyjna i impulsywna rozprawa o oddaniu się sprawie w formie: od wielkiego protestu po intymne rozmowy, mocno nawiązując dialog z moralnością widza.

Oglądamy spotkania i działania aktywistów z grupy ACT UP. Uderzenia serca słychać przez cały czas trwania filmu (dosłownie, ale odczuwamy też to symbolicznie) i z wraz z każdą minutą rośnie ich ilość. To oznacza, że bliżej do zaprzestania pracy serca. Ten zabieg doskonale oddaje wyścig z czasem o ludzkie życie jakie prowadzą bohaterowie filmu. Napięcie w grupie i huczne spotkania pełne pasji są spowodowane niezmiennie tragiczną sytuacją w jakiej znajdują się zarażeni wirusem HIV. AIDS w latach 90. to dalej temat tabuizowany, mimo że problem jest coraz większy i nie dotyczy jednostek. Nasi bohaterowie na każdym spotkaniu, planując kolejne happeningi, akcje, umierają, a odpowiedzialne są za to niewzruszone koncerny farmaceutyczne i rząd, który morduje w białych rękawiczkach chorujących poprzez brak jakiejkolwiek reakcji.

120 uderzeń serca to kino totalne – żarliwe i rozpalone do czerwoności, ponieważ daje nam wgląd w działalność grupy, splątuje nasze nastroje z rozpisanymi portretami wielu bohaterów. Jednocześnie skrupulatne i wnikliwe przygląda się sytuacji z perspektywy analityka, socjologa, zgłębiającego temat nieposłuszeństwa obywatelskiego w imię życia. Jest tak zbudowane, jak spotkania aktywistów – film raz prowadzi rzeczową dyskusję pełną informacji, raz opiera się wyłącznie na emocjach i zniecierpliwieniu absurdem sytuacji. Łączy drżące, naturalne reakcje cierpiących i walczących organizmów z kinem protestu, który jest wręcz przykładem edukacyjnym, na czym polega bunt i jak się rodzi zaangażowanie. Doskonale tworzy dwa poziomy, które działają wymiennie – rozdzierający krzyk walki na ulicach, ze smutkiem i bezsilnością za kulisami w mieszkaniach. Dwa wymiary jednej tragedii przepracowane znakomicie, bez obojętności.

Nie ma tutaj też żadnego świecenia po oczach grupami społecznymi i szukania akceptacji u widza jakiejkolwiek orientacji seksualnej. Nie takie intencje ma ten film – pokazuje walkę o to, by zaprzestać działań, które doprowadzą do pewnej selekcji społeczeństwa – pozbywania się jednostek chorych na AIDS. Czyli osób przez brak edukacji seksualnej odbieranych jako moralnie wyjałowionych, reprezentujących margines społeczny, który nie definiuje dla społeczeństwa wolności, a jest przestrogą czego nie wolno robić – iść w innym kierunku, niż państwo wskaże.

Ta produkcja odnosi ogromny sukces, bo mimo rozmachu jest na swój sposób delikatna. Nie bawi się w żadną propagandę – chyba, że życia, którego w filmie naznaczonym śmiercią, jest jednocześnie tak wiele! To imponujące. Nie wywiera presji na widzu do obrania konkretnego światopoglądu, nie jest intencjonalne, a pokazuje że prawo do życia nie powinno być przywilejem. I o to się wydziera, przyspieszając uderzenia naszego serca.

120 uderzeń serca pięknie też ogrywa sceny, które mogłyby łatwo stać się ckliwe. Z całkowitą normalnością, bezpruderyjnością, bez zamachu na jakąś prowokację erotyzmem i seksem, znajduje czas na pokazanie również relacji z bliska i tego, jak walka bohaterów nie odbywa się tylko podczas kolejnych akcji i manifestacji.

Film jest świetnie skonstruowany. Umie być poważny, nie opowiadając wszystkiego w wysokich tonach. Jest zbudowany ze scen ważnych, ale i codziennych, prozaicznych. Ma świadomość tematu, nie ucieka od niego, a potrafi się zaśmiać i zażartować z innych i z siebie, a to tylko potwierdza, jak jest prawdomówne.

Raz wielkie, raz małe, raz rozchełstane, raz osobiste, ale całkowicie to kontrolujące kino. To walka, która trwa do końca, ale nie chęci, a życia, do ostatniego uderzenia serca. Dzieło bez reszty skupione na człowieku, dla którego chodzi raczej już o c’est la vie – po prostu niech żyje… a nie umiera. To będzie wolnością.

0 z 1 osoba uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Komentarze 2

i_darek1x 2018-05-13 5

Ogólnie film dobrze zrobiony i nieźle zagrany … Też dużym plusem jest muzyka ;) Ale co do tematu to nie wszystkim przypadnie do gustu ? Mi też nie przypadł ;) Towarzystwo wzajemnej adoracji które domaga się jakiś praw ? Mając do wszystkich i o wszystko pretensje ? To raczej należało by traktować jak żart ! ;) A tak po za tym dla uzyskania minimalnej wiedzy film można obejrzeć ale szału nie ma !

Garret_Reza_fdb 2017-09-17 6

http://garretreza.pl/nh-2017/ "To może być moja ostatnia parada" Dużo energii i woli życia. Miło, że ten film powstał.

Współtworzą