Dirty God —
„Dirty God” jest utrzymany w stylu brytyjskiego kina społecznego realizmu. Mamy znajome biedne przedmieścia, ciasne mieszkania, drobna przestępczość, agresywną młodzież, podrzędne kluby i wszechobecny kult ciała.
przeczytaj recenzję
Krwawa sukienka —
Już chyba nie zostanę fanem filmów Petera Stricklanda. Nie jestem miłośnikiem tych samych filmów, co on, mówimy zupełnie innymi kinematograficznymi językami.
przeczytaj recenzję
Portret kobiety w ogniu —
„Porter kobiety w ogniu” to nieśmiertelna historia miłosna, która potrafi przeszyć serca na wylot, doprowadzając do rozpaczy.
przeczytaj recenzję
Z wnętrza —
„Z wnętrza” pokazało zaledwie 90 minut z 300 godzin nagrań, jest więc szansa, że powstanie jeszcze wiele kolejnych dokumentów. I niech tak się stanie.
przeczytaj recenzję
Król Lew —
Mimo wszystko zdecydowanie wolę obejrzeć setny raz klasycznego „Króla Lwa” niż ponownie męczyć się na tym jakże nieudanym remake’u.
przeczytaj recenzję
Midsommar. W biały dzień —
„Midsommar. W biały dzień” to kino ze wszech miar oryginalne, wizjonerskie, poszerzające granice kinematograficznej wyobraźni, przywracające wiarę w to, że kino wciąż potrafi zaskakiwać i oferować nieznane do tej pory przeżycia.
przeczytaj recenzję
Spider-Man: Daleko od domu —
„Spider-Man. Daleko od domu” z pewnością nie namiesza w uniwersum Marvela – ale nawet nie ma takich ambicji. Jest raczej interludium, chwilą wytchnienia w oczekiwaniu na ponowne zawiązanie poważniejszej akcji.
przeczytaj recenzję
Rocketman —
„Rocketman” ma w sobie coś paradoksalnego – jest pełen najradośniejszych kolorów, a bije z niego ogromny smutek, jest zarazem niczym najlepsze sceniczne show i dogłębną analizą życia prywatnego swojego bohatera.
przeczytaj recenzję