Król lew 2019

The Lion King

Młody lew Simba, pod czujnym okiem ojca, uczy się, jak mądrze rządzić królestwem zwierząt.

Reżyseria
Scenariusz
Aktorzy
, ,

W Kinie

Helios, Gdańsk, 10:00 (Dubbing) repertuar i rezerwacje biletów

Zwiastuny Zobacz wszystkie 4 zwiastuny

Zdjęcia Zobacz wszystkie 147 zdjęć

Obsada Zobacz pełną obsadę

John Oliver
jako Zazu
James Earl Jones
jako Mufasa
John Kani
jako Rafiki
Alfre Woodard
jako Sarabi
JD McCrary
jako Młody Simba
Shahadi Wright Joseph
jako Młoda Nala
Penny Johnson Jerald
jako Sarafina
Keegan-Michael Key
jako Kamari
Eric André
jako Azizi
Florence Kasumba
jako Shenzi
Seth Rogen
jako Pumbaa

Fabuła

Młody lew Simba uczy się, jak mądrze rządzić królestwem zwierząt. Ale podstępny wuj Skaza ma inne plany... ​ Czy wy też nie możecie się doczekać? "Król Lew" to nowa, przepiękna wersja nieśmiertelnego klasyka. Te same postacie, ta sama historia, te same piosenki plus kilka niespodzianek i nowości, które perfekcyjnie dopełnią kultowe dzieło. opis dystrybutora

Gatunek
Animowany, Przygodowy, Komedia, Dramat, Familijny, Musical
Słowa kluczowe
rodzina dysfunkcyjna, król, kłamstwo, relacja ojciec-syn zobacz więcej

Zobacz także

Szczegóły

Premiera
2019-07-19 (kino), 2019-07-17 (świat)
Dystrybutor
Disney
Wytwórnia
Fairview Entertainment
Walt Disney Pictures
Kraj produkcji
USA
Wiek
od 7 lat
Czas trwania
118 minut

Wiadomości zobacz wszystkie 20 wiadomości

Recenzje

Nowe szaty króla 4
  • 2019-07-23
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Król Lew to jedno z największych osiągnięć Walta Disneya w historii. Ponadczasowa animacja, która nawet współcześnie zachwyca swoim rozmachem i emocjami. Jest to film niepotrzebujący w żadnym wypadku odświeżenia. Niestety inaczej do tematu podchodzą włodarze Domu Myszki Miki, którzy zdecydowali się na remake klasycznego filmu animowanego z 1994 roku. Jaki jest tego efekt?

Chyba każdy z nas zna historię małego lwa Simby, który z powodu tragicznych wydarzeń z nim związanych musi opuścić Lwią ziemię. Po latach wygnania decyduje się powrócić do królestwa swojego ojca i odebrać to, co jest mu należne.

Nie wierzę, że znajdą się takie osoby, ale jeśli nie znacie oryginału, to w tekście znajdują się spoilery dotyczące kilku kluczowych momentów w fabule filmu. Także uważajcie – czytacie na własną odpowiedzialność!

Tegoroczny Król Lew jest tak naprawdę starym Królem Lwem, który został ubrany w nowe szaty. Niby idzie w parze z trendami mody, jest pięknie wystylizowany, prezentuje się niczym kolekcje z mediolańskich wybiegów, ale mimo wszystko brak mu magii i klimatu. Film wyreżyserowany przez Jona Favreau to zwykły remake. I to ten najgorszy z możliwych, który nie ma zamiaru pokazać widzowi czegoś nowego, nie zaskakuje. Zamiast tego odgrzewa wszystkie elementy poprzednika. Brak w tym wszystkim serca i miłości do oryginału.

Mówi się, że nie szata zdobi człowieka. I coś w tym jest, jednak trzeba oddać królowi co królewskie. Król Lew wygląda fantastycznie. Komputerowo wygenerowane zwierzęta wyglądają, jak z obrazka. Momentami człowiek ma wrażenie, że ogląda kolejny program przyrodniczy, w którym główne role odgrywają zwierzęta zamieszkujące afrykańską sawannę. Całość dopełniają cudownie sfotografowane krajobrazy. I to właśnie dla tych dwóch elementów warto zobaczyć ten film na wielkim ekranie. Problemy zaczynają się w momencie, kiedy efekty komputerowe mają iść w parze z historią.

Połączenie fotorealistycznych zwierząt z musicalem było fatalnym pomysłem. Patrzeniu na lwy i inne zwierzęta śpiewające piosenki nie wyrażając przy tym żadnych emocji, towarzyszy naprawdę dziwne uczuciu. Zresztą nie chodzi tutaj tylko i wyłącznie o partie śpiewane, ponieważ dla przykładu smutny Simba nie różni się absolutnie niczym od wesołego Simby. Jest to coś czego twórcy nie mieli możliwości w żaden sposób przeskoczyć.

Inscenizacja niektórych scen również wypada w moim odczuciu nie najlepiej. Kultowa już sekwencja, w której Mufasa nie zważając na swoje życie rusza na pomoc Simbie robiła w filmie animowanym z 1994 roku piorunujące wrażenie. Czuło się to napięcie, emocje buzowały, a uderzenia kopyt antylop gnu można było poczuć na własnej skórze. W nowej wersji miałem wrażenie, że scena skończyła się zanim na dobre zaczęła.

Niestety twórcy poszli także na łatwiznę, jeśli chodzi o muzykę – jedynie słowa niektórych piosenek zostały pozmieniane. Sam miałem okazję obejrzeć film z oryginalną ścieżką dźwiękową, dlatego też w partiach śpiewanych mogłem posłuchać amerykańskich wersji utworów. Nie jestem jakimś wielkim fanem muzycznych karier Donalda Glovera oraz Beyoncé, jednak doceniam ich talent i jestem świadomy tego, że potrafią śpiewać. Uważam jednak, że w pojedynku z oryginalnymi wykonaniami wypadają gorzej. Nawet moja ulubiona piosenka z filmu animowanego, czyli "Can You Feel The Love Tonight" (swoją drogą w filmie została zaśpiewana… w dzień) nie robiła aż takiego wrażenia, jak powinna.

Wrażenie robi natomiast ścieżka z muzyką oryginalną, która nie do końca jest znowu taka oryginalna – w filmie wykorzystano bowiem muzykę Hansa Zimmera z filmu animowanego, za którą niemiecki kompozytor otrzymał Oscara. I oczywiście muzyczne arcydzieło jest obok efektów specjalnych i zdjęć krajobrazów najmocniejszym punktem widowiska.

Król Lew w moim odczuciu to film zbędny, który powstał z wiadomych pobudek. Wielomilionowa superprodukcja na pewno zachwyca pod względem wizualnym (jednak mam dziwne przeczucie, że za kilka-kilkanaście lat ten film nie będzie zdatny do oglądania z racji pędzącej do przodu technologii, czego nie będzie można powiedzieć o oryginalne), jednak nie można tego samego powiedzieć o samej historii. Walt Disney zdecydował się na odświeżenie klasyka – szkoda, że tylko pod względem animacji.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Powiązane filmy Zobacz wszystkie 1 powiązany

Komentarze 3

i_darek1x 5

Ci co nie widzieli pierwowzoru animowanego powinni być zadowoleni ? Natomiast ci co widzieli przypomną sobie jak to było …ale bez fajerwerków ;) Jak dla mnie to powtórka z rozrywki którą dobrze się ogląda i słucha .

pajki_filmaniak 7

ładnie to wyglądało ale wolę animację

als 8

Film zapiera dech.
I byłby idealny (10/10), gdyby nie był kalką oryginału z 1994.
A dubbing? Świetny! Panowie genialni, wspaniale oddali charaktery swych postaci.
Ale miejscami cały wysiłek Stuhrów dwóch, Pieli, Żmijewskiego czy Polka daremny, bo w głowie widza (wychowanego na oryginale :P) echem odpowiada Tyniec, Kamiński, Barbasiewicz, Czyż i Borowski.
Piętno genialnego oryginału skutkuje niskimi ocenami. Niesłusznie.
Film piękny. Zdjęcia niczym z Nat. Geo. (brakuje tylko Krystyny komentującej wydarzenia :))
Czy był potrzebny? Skoro nie pokazuje znanej historii inaczej? Oceńcie sami.
A ja powiem, że oglądałam z przyjemnością. A młode pokolenie nie znające oryginału, nie będące z nim związane emocjonalnie (jak pokolenie Hakuna Matata), będzie zachwycone :)
Oglądajcie bez uprzedzeń :)

Współtworzą