"został uznany za godne rozszerzenie świata przedstawionego wcześniej w Mad Max: Na drodze gniewu". Chyba w mokrych snach twórców.
Pierwsze co mi przychodzi na myśl, to by sparodiować jak ten film wyglądałby w 2026, ale nie ma tutaj wystarczającej publiki, by się pocić do tego. Ciesze się, że (jak zawsze)przypadkiem trafiłem na ten film, bo to daje mi nadzieje, że są jeszcze niepostępowe filmy, które tak bardzo warto obejrzeć.
Gdyby nie Leszek, to wyłączyłbym i zapomniał po 23minutach – tania, tępa intryga na potrzeby inteligencji współczesnej młodzieży, no i Maćka. Gdyby ktoś mi powiedział, że scenariusz pisałby osoby odpowiedzialne za Polskie komedie "listy do M", to uwierzyłbym na słowo, nie czując potrzeby weryfikowania tego gdziekolwiek – Najpierw Marysia jest niedostępna, później dostępna, niedostępna, a ostatecznie jak najbardziej dostępna – w naszym, prawdziwym Znachorze wyglądało to dużo dojrzalej i dostojniej. Muzyka raniła moje uszy – co jest standardem od filmu "Potop", gdzie Polacy są sto lat za Afroamerykanami, bo nie można już napisać "murzynami". Duży plus za Anne Dymną w pociągu – poznałem po głosie, bo lata zrobiły swoje. Obejrzeć można, ale wrócić, to wrócę do starszej wersji.
Z jednej strony nie pasuje mi to, ale z drugiej strony ludzie są zdolni stworzyć od kilkunastu lat 1 dobry film na dwa lata, także jest mi to bardzo wszystko jedno, bo i tak są stare filmy, które mi się nie znudzą.