Coś niesamowitego, jakie pomysły! Kreska genialna. Polecam każdemu koneserowi animacji. No i oczywiście, jak zwykle znakomity polski dubbing. Ukłony!
Znakomite polskie kino Wajdy. Ironia, krytyczne spojrzenie na rzeczywistość tamtych czasów, szczególnie tzw. artystyczną. Bardzo mi ten film przypomina inną genialną produkcję Pana Wajdy: "Wszystko na sprzedaż" A "Mamo co ja robię" jest rzeczywiście rozwalające.
Jak to zwykle bywa z kontynuacjami naszymi, miałem obawy. Do tego jeszcze nie mój gatunek. Tymczasem, tak samo jak w przypadku pierwszej części, nie rozczarowałem się. Polecam. Dodam jeszcze, że młody Stuhr pojawił się dla mnie w gronie naprawdę wartościowych aktorów swego pokolenia.
Nie taki najgorszy ten film. Całkiem dobra propozycja dla całej rodziny. Film z morałem, o wartościach i do tego bohaterowie nastoletni. Mogę polecić.
Nie przepadam za musicalami, a już szczególnie z romansem w tle i ten również mnie nie przekonał. Na duży plus oczywiście dwie wspaniałe Francuzeczki, no i uroczy język francuski.
A ja wczoraj po raz kolejny obejrzałem i wciągnął mnie jak gąbka wodę. Nie będę tu pisał o Freemanie, bo faktycznie są lepsze filmy, ale to rzemieślnik i grał w masie produkcji. Chodzi mi o Reeves’a. To były dobre lata dla tego aktora. Był świeży. Na przykład Johny Mnemonic. Był przekonywujący. Od Matrixa coś się z nim zaczęło psuć.
@dawidek98 Zdecydowanie lepszy jest serial późniejszy serial. Dąbrowską warto przeczytać na pewno. Serial jest słusznie rozbudowany, a film za bardzo spłycony. Mimo wszystko to dobra pozycja.
No i w końcu trafiłem na wersję "normalną" czyli z lektorem, bez polskiego dubbingu. Może już siedem nie dam, a le szóstka zasłużona. Dobrze się oglądało.
@Chemas Nie chce mi się szukać mojego tematu dotyczącego ilości znaków w opisie własnym. A tak mi się teraz przypomniało i jest okazja o tym napisać.
Do rozważenia:
Ponieważ opisy dystrybutorów są biedne w sensie treści, to trudno, niestety należy to zaakceptować. Bo zawsze jakiś opis, to opis, a nie jego brak! Natomiast jestem za przywróceniem limitu 200 znaków na własny opis.
Argumentuję:
1. Opis własny to jakaś twórczość, nie może być tak, że napiszę opis na przykład do Seksmisji: "Film pokazuje świat rządzony przez kobiety, w którym nie ma mężczyzn". Policzyłem, jest 68 znaków. Przecież ten opis nic nie wnosi.
2. Limit 200 znaków był bardzo ważny, bo zmuszał do piszącego opis, do napisania tego opisu treściwego.
3. Do tego wszystkiego dochodzą tłumaczenia opisów z IMDb przez translator, i to czasami bez żadnej refleksji nad treścią.
Wiem, że można po prostu odrzucić taką treść, ale chyba nie na tym to polega.
@Grzegorz_Derebecki @k_malecki
Dokładnie. Te opisy są jakieś prehistoryczne, nawet w historii treści nie ma :) Są wymieszane opisy dystrybutora i własne. Podejrzewam, że film był wtedy świeży i pojawiało się masę opisów.
@k_malecki jak chcesz ro się tym możeszz zająć, ja z chęcią zweryfikuję, jak nie to ja się tym zajmę. Ale może masz większą wiedzę na ten temat. Coś czuje, że w opisach jest bajzel.
Proszę czekać…