Dawid Burdelak

@dawidek98

Aktywność

La strada (1954)

Bardzo dobry film. Federico Fellini wkroczył dzięki nim na zawsze do kanonu nie tylko włoskiej, ale i światowej kinematografii. "La strada" jest opowieścią o tym, jak człowiek ma zwyczajnie wszystkiego dosyć, kiedy tylko jest wiecznie w trasie i nie ma ochoty pobyć z rodziną lub rozwijać swoje pasje w bardziej kreatywny sposób. Gelsomina wcale nie była do niczego – wmawiali jej to po prostu, aż w końcu uwierzyła. Anthony Quinn i Giulietta Masina zagrali świetnie, byłem pod wrażeniem ich gry aktorskiej. Muzyka Nino Roty jest fajna, ale daleko jej do opus magnum jakim jest niewątpliwie "Ojciec Chrzestny". Zampano stając się wrażliwym i pomocnym człowiekiem niestety zauważył, że nie jest już w czołówce najlepszych siłaczy i cyrkowców, na którą pozycję to cały czas pracował. Trochę przygnębiający film, ale daje do myślenia. Polecam.

Kung Fu Panda (2008)

Dobry film. Pamiętam jak byłem z mamą, ciocią i kuzynem na tym. Przynajmniej mnie nauczył, że zawsze warto wierzyć we własne siły, gdy wszystko i wszyscy wokół są na nie i że trzeba się swoim głosem serca kierować, a nie żyć cudzymi życiami.

Wielka Czerwona Jedynka (1980)

Przed chwilą skończyłem go oglądać i muszę przyznać, że od pierwszych minut mnie maksymalnie wciągnął. Jeden z najlepszych filmów wojennych. Lee Marvin i Mark Hamill zagrali wyśmienicie – i w końcu kojarzę go z innej aktorskiej roli, aniżeli tylko Luke Skywalker w "Gwiezdnych wojnach". Działania przedstawione zostały w dość ugrzeczniony sposób, ale takie były czasy, że nie trzeba było wcale widzowi wszystkiego podawać na przysłowiowej tacy. Warto dodać też, że sam reżyser był weteranem II wojny światowej i nakręcił zgoła autobiograficzny film o latach 1939-1945. Trochę w pigułce, ale i tak mi się spodobało, zwłaszcza że bardzo się interesuję największym konfliktem zbrojnym w dziejach całego świata. Polecam osobiście każdemu, kto lubi filmy wojenne. Nie powinien się zawieść. 8/10

Ziemia obiecana (1974)

@Chemas Obejrzałem wersję 4-odcinkową i dopiero dzięki niej pokochałem "Ziemię obiecaną". Wersja reżyserska wycisnęła cały miąższ z historii powstania Łodzi oraz przyjaźni Niemca Maksa, Żyda Moryca i Polaka Karola Borowieckiego, który jest bardziej hulaką, aniżeli człowiekiem który dba o swój interes życia, czyli założenie fabryk włókienniczych. Dopiero tam zauważyłem, że aktorzy, kostiumy, muzyka Wojciecha Kilara i scenografia stoją na galaktycznym poziomie. Strona techniczna dosłownie bez zarzutu. Polecam dosłownie każdemu zapoznać się z serialem (niestety, trudno dostępny), bo bardziej się skupia na wątkach i jest niespiesznym opus magnum Andrzeja Wajdy. Szkoda, że wersja serialowa nie jest równie znana i kochana przez Polaków, co "Czterej pancerni" czy "Alternatywy". Jeżeli komukolwiek się nie podobała, to po obejrzeniu serialu zmieni zdanie.

Piraci z Krzemowej Doliny (1999)

Dobry film, podobał mi się. Jeden z lepszych dotyczących wynalazków komputerowych i sławnych miliarderów, którzy to stoją za innowacjami z nimi związanymi oraz sukcesem, jakie firmy Apple i Microsoft odniosły na Ziemi. Steve Jobs i Bill Gates – mimo upływu lat, do dziś te nazwiska są na ustach zdecydowanej większości ludzi na świecie. Bardzo fajnie zagrał Anthony Michael Hall, dokładnie tak sobie wyobrażałem przyszłego prezesa Microsoftu. Nie ugrzeczniali tego i owego bohaterowie, bo w chwilach wolnych też wychodzili na dziewczyny, do klubów czy do McDonalda czy innego KFC. Szczerze napisawszy, wolę ten film od "The Social Network" Davida Finchera czy dajmy na to "Jobs", które to są śmiertelnie nudnymi filmami i człowiek nie ma do nich ochoty wracać. Pomysł na obejrzenie "Piratów z Krzemowej Doliny" narodził się po tym, jak byłem u sąsiada w odwiedzinach i właśnie pokazywał mi na maszynie wirtualnej Windowsa 3.11 – pierwszy system operacyjny z serii Windows przetłumaczony na język polski. Polecam każdemu zapoznać się z próbą porównania obu informatycznych gigantów. 7/10

Powrót Batmana (1992)

Michelle Pfeiffer wygląda znakomicie w tym obcisłym wdzianku. Danny DeVito z tą charakteryzacją jest po prostu niezwykły!!!

Goście Wieczerzy Pańskiej (1962)

Najlepszy film, jaki ostatnio widziałem. Nawet bez jakiejkolwiek muzyki widz może być maksymalnie skupionym i zadowolonym po seansie, który odpowiada na egzystencjalne i filozoficzne pytania. Księża też czasami mogą stracić wiarę w Boga, Max von Sydow w roli rybaka jak zwykle stanął na wysokości zadania i dał nam świetny pokaz aktorstwa. Ośmielę się go porównać do naszego polskiego Franciszka Pieczki – musicie przyznać, że ich gra aktorska jest do siebie bardzo podobna, co wcale nie znaczy, że jest zła. Marazm, bieda, brak perspektyw na życie – to jest coś, co mnie zawsze intrygowało w sztuce. Bo w prawdziwym życiu absolutnie nikt nie chciałby tego doświadczyć. I za to chwała po wsze czasy Bergmanowi, dzisiejsze kino mogłoby się od niego naprawdę wiele nauczyć. 10/10

Śniadanie u Tiffany'ego (1961)

Bardzo dobry film z legendarnymi kreacjami Audrey Hepburn i George’a Pepparda. A wszystko przebija ostatnia scena z odnalezieniem rudego, bezimiennego kota w deszczu – poezja kina XX wieku, które po prostu uwielbiam. Świetne sceny spacerów nowojorskich, sobowtóra taksówkarskiego Bruce’a Willisa, a zarazem klimatyczna muzyka Henry’ego Mancini (tak, ten sam kompozytor od "Różowej Pantery") sprawia, że w przyszłości chętnie po niego sięgnę jeszcze raz. Lekkość, która była dawkowana z umiarem, co dzisiaj absolutnie się nie zdarza. Stare filmy są fajne, co podkreślam osobiście na każdym kroku. Te współczesne filmy są do bani, nie lubię ich! Są jak dla mnie bardzo sztampowe.

Życie jest piękne (1997)

Najlepsza, a zarazem ikoniczna rola Roberto Benigniego. Uważam, że udało mu się uniknąć obrażania ofiar obozów koncentracyjnych z czasów II wojny światowej, jak i zarazem tych przykrych miejsc o których wspominałem przed chwilą. Nie miałem ani przez moment uczucia niesmaku, gdy oglądałem próbę wytłumaczenia dziecku, że to jest tylko gra i żeby się nie przejmował, że jest w tragicznym położeniu. Stracił ojca, ale wrócił do swojej mamy i za to mu chwała. Słusznie przyznano temu dziełu Oscara za najlepszy film nieanglojęzyczny 1997 roku. Bo naprawdę życie jest piękne, jeśli tylko w to uwierzysz. Powinniśmy być wdzięczni losowi za każdą chwilę naszego cennego, a zarazem wyjątkowego życia. Polecam każdemu. Można jednak zrobić wartościowy, błazeński film, który jednocześnie nie jest pozbawiony sensu. 8/10

Kariera Nikosia Dyzmy (2002)

@Chemas Jeśli ktokolwiek woli Nikosia od Nikodema Dyzmy, to mu bardzo współczuję.

Proszę czekać…