@dawidek98
Bardzo dobry film Alfreda Hitchcocka. Gościu udowadniał w każdym filmie, że ma talent reżyserski i aktorski, oraz że przyjaźń z jego bliskim otoczeniem na nic mu się nie przyda, bo rozproszy jego uwagę od strony technicznej i plastycznej dzieł, które on sam wytwarzał. Oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Uważam, że to jest najlepszy jego film zaraz po "Psychozie". Uważam osobiście, że to największa rola Jamesa Stewarta – po prostu najbardziej mi się podobał w "Oknie na podwórze". Fabuła odnośnie podglądactwa jest ponadczasowa, bo robimy to oglądając różne bzdurne reality-show czy inne tureckie pierdoły. Przesłanie, które wynika z filmu jest takie, że włażenie z buciorami w czyjeś życie prędzej czy później źle może się zakończyć. Księżna Monako grająca Lisę też zagrała najlepiej w swojej filmografii. Polecam każdemu.
@Chemas "Kasyno" moim zdaniem jest dobre, "Po godzinach" trochę mniej. Natomiast za to "Chłopcy z ferajny" są drugim najlepszym filmem Martina Scorsese zaraz po "Wściekłym byku". Oba filmy są legendarne, rewelacyjne i zostaną takie na wieki. Nawet gust muzyczny reżyser ma bardzo dobry, bo słucham dokładnie tego samego, co on. Napiszę Ci ciekawostkę: Ray Liotta umarł dokładnie 10 lat po jego prawdziwym odpowiedniku, dla niewtajemniczonych Henrym Hillu. Uważam, że Christopher Nolan nie dorasta Martinowi Scorsese do pięt.
Stare kino. Ciężko dać wiarę, że to jest film z lat pięćdziesiątych.
Bardzo dobry film z legendarną i kultową kreacją Humphreya Bogarta jako Sama Spade’a. Bardzo podobała mi się intryga w jaką został wplątany główny bohater i byłem strasznie ciekaw, jak to wszystko się zakończy. Zgadzam się z kolegą niżej, że film trzyma do samego końca i nie puszcza, w przeciwieństwie do tych współczesnych filmów, które są pełne efektów specjalnych, ale aktorzy i fabuła leżą oraz kwiczą. Statuetka "Sokoła Maltańskiego" nawet w dzisiejszych czasach wygląda okazale i można ją wykorzystać do rozdania jakichkolwiek nagród. Oczywiście nazwałbym ją imieniem głównego aktora filmu z 1941 roku. Te stare filmy są tak fajne, że można do nich wracać i wracać! A omawiany przeze mnie tytuł nie należy wcale do wyjątków. Polecam każdemu fanowi kryminału. Osobiście uwielbiam noir!
Niezwykłe i nader wszystko ujmujące zdjęcia. Film na długo zapada w pamięci.
Bardzo dobry film. Federico Fellini wkroczył dzięki nim na zawsze do kanonu nie tylko włoskiej, ale i światowej kinematografii. "La strada" jest opowieścią o tym, jak człowiek ma zwyczajnie wszystkiego dosyć, kiedy tylko jest wiecznie w trasie i nie ma ochoty pobyć z rodziną lub rozwijać swoje pasje w bardziej kreatywny sposób. Gelsomina wcale nie była do niczego – wmawiali jej to po prostu, aż w końcu uwierzyła. Anthony Quinn i Giulietta Masina zagrali świetnie, byłem pod wrażeniem ich gry aktorskiej. Muzyka Nino Roty jest fajna, ale daleko jej do opus magnum jakim jest niewątpliwie "Ojciec Chrzestny". Zampano stając się wrażliwym i pomocnym człowiekiem niestety zauważył, że nie jest już w czołówce najlepszych siłaczy i cyrkowców, na którą pozycję to cały czas pracował. Trochę przygnębiający film, ale daje do myślenia. Polecam.
Dobry film. Pamiętam jak byłem z mamą, ciocią i kuzynem na tym. Przynajmniej mnie nauczył, że zawsze warto wierzyć we własne siły, gdy wszystko i wszyscy wokół są na nie i że trzeba się swoim głosem serca kierować, a nie żyć cudzymi życiami.
Przed chwilą skończyłem go oglądać i muszę przyznać, że od pierwszych minut mnie maksymalnie wciągnął. Jeden z najlepszych filmów wojennych. Lee Marvin i Mark Hamill zagrali wyśmienicie – i w końcu kojarzę go z innej aktorskiej roli, aniżeli tylko Luke Skywalker w "Gwiezdnych wojnach". Działania przedstawione zostały w dość ugrzeczniony sposób, ale takie były czasy, że nie trzeba było wcale widzowi wszystkiego podawać na przysłowiowej tacy. Warto dodać też, że sam reżyser był weteranem II wojny światowej i nakręcił zgoła autobiograficzny film o latach 1939-1945. Trochę w pigułce, ale i tak mi się spodobało, zwłaszcza że bardzo się interesuję największym konfliktem zbrojnym w dziejach całego świata. Polecam osobiście każdemu, kto lubi filmy wojenne. Nie powinien się zawieść. 8/10
@Chemas Obejrzałem wersję 4-odcinkową i dopiero dzięki niej pokochałem "Ziemię obiecaną". Wersja reżyserska wycisnęła cały miąższ z historii powstania Łodzi oraz przyjaźni Niemca Maksa, Żyda Moryca i Polaka Karola Borowieckiego, który jest bardziej hulaką, aniżeli człowiekiem który dba o swój interes życia, czyli założenie fabryk włókienniczych. Dopiero tam zauważyłem, że aktorzy, kostiumy, muzyka Wojciecha Kilara i scenografia stoją na galaktycznym poziomie. Strona techniczna dosłownie bez zarzutu. Polecam dosłownie każdemu zapoznać się z serialem (niestety, trudno dostępny), bo bardziej się skupia na wątkach i jest niespiesznym opus magnum Andrzeja Wajdy. Szkoda, że wersja serialowa nie jest równie znana i kochana przez Polaków, co "Czterej pancerni" czy "Alternatywy". Jeżeli komukolwiek się nie podobała, to po obejrzeniu serialu zmieni zdanie.
Dobry film, podobał mi się. Jeden z lepszych dotyczących wynalazków komputerowych i sławnych miliarderów, którzy to stoją za innowacjami z nimi związanymi oraz sukcesem, jakie firmy Apple i Microsoft odniosły na Ziemi. Steve Jobs i Bill Gates – mimo upływu lat, do dziś te nazwiska są na ustach zdecydowanej większości ludzi na świecie. Bardzo fajnie zagrał Anthony Michael Hall, dokładnie tak sobie wyobrażałem przyszłego prezesa Microsoftu. Nie ugrzeczniali tego i owego bohaterowie, bo w chwilach wolnych też wychodzili na dziewczyny, do klubów czy do McDonalda czy innego KFC. Szczerze napisawszy, wolę ten film od "The Social Network" Davida Finchera czy dajmy na to "Jobs", które to są śmiertelnie nudnymi filmami i człowiek nie ma do nich ochoty wracać. Pomysł na obejrzenie "Piratów z Krzemowej Doliny" narodził się po tym, jak byłem u sąsiada w odwiedzinach i właśnie pokazywał mi na maszynie wirtualnej Windowsa 3.11 – pierwszy system operacyjny z serii Windows przetłumaczony na język polski. Polecam każdemu zapoznać się z próbą porównania obu informatycznych gigantów. 7/10
Proszę czekać…