Dawid Burdelak

@dawidek98

Aktywność

Missisipi w ogniu (1988)

Obejrzałem ponownie ze względu na Gene’a Hackmana i jestem olśniony. Toż to jest świetne! Najbardziej podobała mi się scena w sądzie, oraz ta jak gliniarze zatrzymują kilku ludzi powiązanych z zamachami bombowymi na mieszkania w stanie Missisipi oraz podawanie, ile kto lat dostał więzienia. Jednego na szczęście uniewinniono. Mocny klasyk, który wrażenie robi do dnia dzisiejszego. No i znalazło się miejsce dla sierżanta Hartmana z genialnego filmu wojennego (każdy, kto się interesuje kinematografią, sam się tego po prostu domyśli). Ode mnie mocne 9/10 i powtarzam – Hackman ma ogromny aktorski talent. Cieszę się, że się wycofał w odpowiednim momencie, kiedy to się pomału wypalał.

Wróg u bram (2001)

Fajnie zrekonstruowane bitwy, z aktorstwem jest trochę gorzej. Ale i tak mimo to daję 6/10.

Thelma i Louise (1991)

Fajny film Ridleya Scotta. Nieźle dobrał duet dwóch aktorek.

Bez wyjścia (1987)

Największa życiowa kreacja Kevina Costnera, zanim zasiadł do swojego fenomenalnego "Tańczącego z wilkami". Uważam, że wspaniale mu partnerował lub wtórował, jak kto woli jeden z największych aktorów w historii kinematografii czyli sam Gene Hackman. Bardzo podobało mi się, jak główny bohater, Tom Farrell, uciekał przed sprawiedliwością, a to po moście, na skwerze, w metrze aż w końcu go dorwali w jednym z centrów handlowych. Okazało się, że on został uniewinniony i prawda zwyciężyła, tak jak powinno być zawsze i na wieki wieków. Bardzo dobry thriller, który polecam, jeśli ktoś ceni sobie bardzo dobre aktorstwo. Muzyka też powinna was przyprawić o szybsze bicie serca, jak w moim przypadku, kiedy to słyszałem jeden z największych przebojów Roda Stewarta. 8/10

Superman IV (1987)

Szczerze powiedziawszy, nie jest to film za którym przepadam. Ponownie – obejrzałem go tylko i wyłącznie ze względu na Gene’a Hackmana. Tak to nie umywa się do pierwszych dwóch części.

Superman 2 (1980)

Kolejna udana część Supermana, który ma tak odjechane moce, że człowiek dostaje podniety. Ponownie – Christopher Reeve w swojej życiowej i dobrej, bo jednak nie wspaniałej kreacji. Najbardziej podobała mi się scena, jak samochody latają w powietrzu i zdmuchują fragmenty różnych budynków. Kino ma być też rozrywką. Nie każdy film ma sprawić, że będzie nas prześladowało tysiąc przemyśleń na temat życia. Napisy początkowe takie same, jak w pierwszej części, co mnie bardzo ucieszyło i mogłem ponapawać się tym widokiem, a zarazem efektami specjalnymi zawartymi w tej ekranizacji komiksowej. Sięgnąłem po tą serię, bo tam gra Gene Hackman, jeden z moich najulubieńszych aktorów wszechczasów. Poważnie.

Lucy (2014/I)

@Marac Już "Piąty element" mnie tak nie żenował, jak właśnie nędzne "Lucy". Skoro wplecione w fabułę są narkotyki, to okazuje się ona być tak interesująca jak reklamy płynów do udrażniania rur.

Lucy (2014/I)

@nathalie A dla mnie to fantastycznonaukowe szambo. Wielka szkoda, że Scarlett Johansson i Morgan Freeman musieli zostać w to coś wciągnięci. Nic nie zapada w pamięć, historia o narkotykach jest absolutnie nieciekawa, uważam że najlepiej od tego trzymać się z daleka, tak jak ja to robię. Nie wiem też, jakim cudem na tym czymś nie zasnąłem.

O jeden most za daleko (1977)

Oglądałem kilka lat temu. Całkiem niezłe kino. Największą zaletą tego filmu jest niewątpliwie świetne aktorstwo. Sama plejada gwiazd, co o czymś świadczy. Jak ktoś lubi kino wojenne, to nie powinien się zawieść. Ja natomiast widziałem lepsze z tego gatunku.

Gene Hackman

W każdym filmie udowadniał, że ma swój talent. Wypalił się co prawda po osiemdziesiątce, ale i tak na całe szczęście się wycofał, bo wiedział, że produkcja filmowych szamb będzie wzrastała z kolejnymi latami. Miał swój honor, godność, talent a zarazem inteligencję. Bo i tak w byle czym ten geniusz nie występował, a na jego talencie się poznałem oglądając "Bez przebaczenia" w wieku nastoletnim, który zrobił na mnie ogromne wrażenie. Chylę czoła takim aktorom jak ten!

Proszę czekać…