A propos tytułu artykułu… dlaczego "Japońscy" akurat? :)
Słaby, wbrew pozorom. – Renesans komiksowych adaptacji bardzo mnie rozpuścił. Jestem wybredny, niestety…
Nie ma szału absolutnie. Bardzo błaha historia, ratująca się kiepskim humorem sytuacyjnym i przegadanym voice-overem Spirita, który miało się wrażenie bełkocze cały czas tę samą linijkę o swoim "mieście". Wszystko, jak czarne na białym. Właściwie klasyczny układ dobry-zły, bez zaskakujących zwrotów akcji, bez podwójnie moralnych bohaterów.
Mamy, co prawda poprawnego Samuela. L. Jacksona, ale nawet on nie jest w stanie uratować lichego i bezpłciowego Gabriela Macht’a o którym nikt właściwie nie słyszał (i słyszeć raczej nie będzie). Na domiar złego Scarlett Johanson – chyba znudzona graniem zakochanych nastolatek u Allena -, przez większa część filmu po prostu się wygłupia, będąc nic niewnoszącą , wystylizowaną pipką u boku dr Octopusa. Dobrego słowa również nie można powiedzieć o Evie Mendes, która mimo szlachetnych aspiracji do bycia zmysłową, w dodatku złodziejką, skończyła na tanim erotyzmie i tyle.
Od strony technicznej film, uważam zawiódł na całej linii. Graficyzowane kadry, choć początkowo całkiem estetyczne, z każdą minutą zdawały się iść w stronę coraz to większego uproszczenia i braku konsekwencji. Chociażby iluminujący czerwony krawat czy białe podeszwy trampek mogliśmy uraczyć, co najwyżej w połowie nakręconych scen.
Podsumowując, film pełen niedoróbek i niezgrabności. Liczyłem na ładny obrazek, dostałem ładne dziewczyny.
Mimo to, 5/10.
> HeRr o 2009-01-03 16:53 napisał:
> Literatura i kino dla młodzieży umarło.
>
> Przepis na film/książkę:
> (…)
Dobrze powiedziane, bo i więcej niestety marketingu niż kina tu uraczymy. Słabizna niepomierna, przy której prędzej się można uśmiać niż przestraszyć. Bohaterka przez cały film sprawiała wrażenie upośledzonej mimozy z ewidentnymi objawami skórnymi czegoś na podobieństwo biegunki, tudzież zatwardzenia. Jakkolwiek jej wachlarz emocjonalny wyrażał się w trzech grymasach, nie mówiąc już o bohaterze-wampirze, który emocje co najwyżej, ucieleśniał w włosach stojących na żel. Poza tym dużo tu niedoróbek technicznych w zdjęciach i efektach, z bólem wspominając "wampirowy" make-up. :)
Historia miękka i błaha, jak wspomniane Laysy i Cola. Odradzam, 4/10
z jakiegoś fanklubu "k. walter" jesteś? jeśli nie, to może pomyśl o założeniu czegoś takiego? xD
ktoś z użytkowników imdb.com zadał pytanie: "Ciekawe co będą myśleć ludzie o tym filmie w 2013 roku?" :D
edit: ps. nie umiem jeździć na nartach ;/
również mam całkiem dobre przeczucia, co do tego filmu. kampania medialna przypomina mi trochę cloverfield, sporo dezinformacji i niewiadomych w sieci. poza tym, pomysłowy napis na końcu tego teasera miło mnie zaskoczył :)
Aż poleje się krew? Happy go lucky? Dorwać Smarta? Coś przewartościowane słowo "kultowe"… Poza tym gro z powyższych filmów powinno być zdyskwalifikowane w rankingu, bo wypuszczono je w 2007 roku i zgarnęły zeszłoroczne Oskary…
również mam mieszane uczucia. kilka elementów estetycznych rzeczywiście powala na kolana, ale odnośnie choreografii walki miałbym wiele do zarzucenia, a najbardziej chyba brak konsekwencji. bardzo, zbyt bardzo miesza się tu sprzeczny ze sobą realizm z groteskową ponadprzeciętną siłą niektórych bohaterów. także sama ilustracja "ruchów wojsk", choć czasami wprost genialnie rozprowadzona, zdaję się być jednak tylko nadmuchaną fabularnie strategią, gdzie tysiące małych żołnierzyków biega w lewo i prawo, kierując się, co najwyżej efektem wizualnym niż logiką przetrwania.
brakuje mi tu od twórców pewnej stanowczości – czy film ma być baśniowo-legendarny czy być prawdopodobną namiastką jakiejś tam prawdy historycznej. niestety ma sie wrażenie, że te dwa style ciągle ze sobą walczą. być może za wcześnie na pełny osąd i możliwe, że blask II części przyćmi i zagłuszy moje obecne obawy. oby.
6/10, póki co.
czyżby tylko o monopol wody butelkowej tu chodziło? a co z organizacja quantum? co z enigmatycznym zdaniem "WE ARE EVERYWHERE…"? pytań jest więcej, to nie koniec. myślę, że odważna decyzja twórców skłaniająca się w stronę prowadzenia liniowej akcji przygód Bonda i tak w końcu zaspokoi nasze oczekiwania względem tej szpiegowskiej serii, tyle że z subtelnym opóźnieniem, rozciągnięciem historii na kolejną, a może i kolejną część zmagań 007.
mam taką gorąca chociaż nadzieję. ;)
PS. Nie zgodziłbym się z tematem wątku "malo bonda w bondzie", raczej powiedziałbym "dużo Bourne’a w Bondzie", bo przecież od czasów Casino Royale, mamy do czynienia z nową jakością, liftingiem zmanierowanego Brosnana na rzecz niepokornego Craiga, który nie tylko potrafi się bić, ale i potrafi popełniać tragiczne błędy, które w ogromnym stopniu wpływają na jego losy (chociażby śmierć Vesper).
Proszę czekać…