Jaden rzeczywiście dysponuje tylko jedną miną…
7/10 – Solidna, nieźle napisana i zagrana komedia. Familijne schematy z radością taplają się tutaj w morzu fucków, dicków i innych "dobrodziejstw" kategorii R, cała rzecz jest bardzo niepoprawna, ale nigdy nie przekracza granicy dobrego smaku.
4/10 – Ależ to było durne, sceny z bańką mydlaną, skakaniem po budynkach czy cała ucieczka Dave’a Franco to głupota scenarzysty zmierzająca w stronę niezamierzonej fantastyki. Finałowe zaskoczenie jest wstawione dla samego finałowego zaskoczenia, a scena z karuzelą jest zgniłą wisienką na nieświeżym torcie. Dodatkowo jeszcze nigdy nie widziałem w jednym miejscu tak wielu gwiazd jadących na autopilocie, ale opłacało im się, bo kontynuacja nawiedzi kina w 2015 roku. Film ratuje jedynie sprawna, rzemieślnicza reżyseria Leterriera.
6/10 – Sprawne, ale bez polotu i emocji. Reprezentatywna dla tego filmu jest scena z cameo Jamesa Franco, zdecydowanie najlepsza w całym scenariuszu, ale wypadająca dość blado, nie trzymająca na krawędzi fotela i nie pozostająca w pamięci na dłużej.
4/10 – Wtórność względem Facetów w czerni to najmniejszy problem tego filmu, nadal była szansa na sympatyczną komedię SF, ale została zmarnowana. Obraz w którym przewijają się takie tematy jak kowboj z Dzikiego Zachodu we współczesnym świecie, walka z demonami, serwis naprawiający magnetowidy, czy powrót do świata żywych, miał szansę zostać nostalgiczną, ale jednocześnie brawurową komedią akcji. Jeff Bridges stara się grać tak jakby miał do dyspozycji dobry scenariusz z błyskotliwymi dialogami, co daje chwilami efekt szarżowania, a zamiast Ryana Reynoldsa z równą werwą i talentem mógł zagrać automat do kawy. Między automatem do kawy a żoną jego postaci można byłoby wykrzesać więcej scen świadczących o tęsknocie i wzajemnym przywiązaniu.
Do poziomu gagów dopasowuje się strona wizualna, kompletnie bezpłciowe projekty żywych trupów, skupione głównie na tym aby zmieścić się w PG-13.
Upór we wciskaniu Darów Anioła 2 potwierdza tą tezę.
Szkoda mi Bena. Mam wrażenie, że internet przyjął go jednak dość chłodno, a to przecież obecnie najpoważniejsze nazwisko z całej listy kandydatów na Gacka. Facet dla swojej pasji do Batmana (bo nie oszukujmy się, kasę już ma) postawił właśnie na szalę wszystko nad czym tak usilnie pracował przez ostatnie 7 lat.
Affleck osiągnął w kinie więcej niż Brolin, Urban, Gyllenhaal, Adkins, Bentley, Hawke czy kto tam się jeszcze przewijał. Obecnego Afflecka można być może porównać do Brolina i Hawke’a, ale oni ze swoimi szorstkimi, zmęczonymi życiem twarzami pasowaliby na Batmana, ale już nie na jego alter ego. Affleck z The Town pasuje do obu ról.
Twitter przypomniał o jeszcze jednej, zabawnej rzeczy. Kadr z Hollywoodland :)
Uff na szczęście to jakiś inny Tom Green :)
To już nie jest ten sam aktor co w Daredevilu. Po rolach z ostatnich 4 lat i takich filmach jak Stan gry, Miasto złodziei, Company of Men czy nawet Argo, Affleck udowodnił, że znacznie rozwinął się jako aktor. To bardzo dobry wybór, nie ma już Bena z 2003 roku.
Jacks, może to zdjęcie, chociaż bez maski Ci pomoże :D

Proszę czekać…