5/10 – Zaskoczony jestem, że twórca takich epickich dzieł jak "Władca Pierścieni" czy "King Konga" wziął się za taki nazwijmy to "familijny" obraz, ekranizując łzawą i melodramatyczną powieść.
Nie powiem – Jacksonowi udało się kilka razy poruszyć widza, głównie przez budowane napięcie, na przykład w scenie morderstwa głównej bohaterki. Jednak dalsza część filmu jest godna pożałowania. Przesłodzony i łzawy dramacik z ładnymi i kolorowymi krajobrazami sprawił, że siedziałem znużony i co chwile zerkałem na zegarek.
Aktorsko także bez jakiegoś szału. Chyba już wiem na co poszło te 100 mln budżetu… Same gwiazdki pokroju Wahlberga czy Rachel Weisz. Jedynie dobrze wypadł Stanley Tucci jako psychopatyczny i niezrównany sąsiad.
Teraz czekam na rekompensatę ze strony reżysera. Byłyby wspaniale jakby facet wziął się za tego niechcianego "Hobbita".
Grafika Ameryki jest naprawdę niezła coś a’la produkcje Bagińskiego. Mam nadzieję, że film będzie trzymał ten poziom jeżeli chodzi o grafikę.
7/10 – Porządne rzemiosło spod ręki Scorsese’a. Solidny straszak. Nie często we współczesnym kinie rozrywkowym otrzymujemy filmy z prawdziwym klimatem.
Historia bardzo wciąga, napięcie jest starannie rozbudowane i dostarczane aż do samego zakończenia, którego przeciętny widz by się nie spodziewał.Jedyne co mnie boli to trochę przeszarżowanie samego reżysera z różnymi wstawkami (zwolnione tempo, muzyka w tle), nie wiem czemu to służyło, było zbyteczne. Poza tym świetnie zagrany. Widać, że Scorsese nadal potrafi prowadzić aktorów. Szczególnie bardzo dobrze wypadł DiCaprio (po "Infiltracji" chyba najlepsza rola we współpracy z Martinem). Plus do tego role mrocznych charakterów von Sydowa i Ghandiego :)
Tak rozbudowanego, wciągającego i bogatego w różnorakie argumenty tematu dawno nie widziałem! :)
7/10 – Muzyka, zabawa, wolność. Występy Jimiego Hendrixona, Boba Dylana czy The Who. To oficjalna wersja ramowa festiwalu w Woodstock. Nominowany do Złotej Palmy film Anga to coś w rodzaju "making of" festiwalu, czyli ukazanie zdarzeń, które towarzyszyły powstawaniu tej wielkiej imprezy. Stąd też u niektórych może pojawić się pewne rozczarowanie, bowiem występów wcześniej wspomnianych artystów czy samej muzyki jest tu niewiele, a nawet nie ma jej tu wcale (tak więc nie wiem co w bazie robi gatunek "muzyczny"!?).
Ang Lee wykreował mnóstwo ciekawych i barwnych postaci (szczególnie role Schreibera jako transwestyty czy Hirsch jako weterana wojennego zapamiętałem). Jego film co prawda podejmuje problemy tamtejszych lat (wojna w Wietnamie, wyzwolenie społeczeństwa, nadal panujące stereotypu), ale dosłownie tylko je liźnie, bo całość zachowuje raczej komediowy i sympatyczny wymiar.
Czuć lekką melancholię za tamtymi czasami i sentymentalizm, choć nie aż w takim stopniu jak w "Brokeback Mountain" reżysera. Fajne dialogi, a’la Allenowskie zawarte w scenach z rodzicami – Żydami głównego bohatera :)
Na pewno warto! Nie jest to jakieś wiekopomne kino, ale zabawa gwarantowana!
Sto razy może i nie, ale jednak lepszy :)
Ten początek trochę smętny i niepotrzebny, ale reszta jak najbardziej ok.
Zapowiada się całkiem nieźle.
Widać, że Affleck odzyskuje dobrą formę z lat 90 ("W pogoni za Amy", "Buntownik z wyboru"), ale też po udanej "Gdzie jesteś Amando" zapowiada się kolejny, ciekawy reżyser.
Czekam na film!
Jakoś strasznie zachęcająco to nie wygląda…
Proszę czekać…