5/10 – Bez porównania z filmem Finchera pod tym samym tytułem z roku 2007. Ale w sumie trudno porównywać filmy, z których jeden ma budżet mniejszy o 60 mln $.
Jednak w filmie Bulkley’a widać amatorkę, głównie w zdjęciach (bardzo niestabilne i czasami nieostre) jak i w scenariuszu, pełnym dziur fabularnych i momentami wplątania w schematyczne zawirowania.
To do czego nie mam zastrzeżeń to dobrze opracowane 15 ostatnich minut i sama końcówka oraz aktorstwo w dużej mierze dość dobrze się prezentowało na ekranie (choć czasami zalatywało sztucznością od postaci drugoplanowych).
Jeżeli ktoś jest zainteresowały obejrzeniem tego obrazu, można go kupić w bieżącym miesiącu (lipiec) z gazetą "FILM" za 9.99 :)
8/10 – Nie spodziewałem się aż tak znakomitego filmu! Wprawdzie pan Reitman to dość porządna firma, jednak film jaki otrzymałem przeszedł moje najśmielsze myśli.
Świetnie skonstruowany dramat o samotności, z lekką nutką melancholii, ale też dawką humoru, jak i pewnego dramatyzmu (rozmowy z pracownikami, którzy właśnie dowiedzieli się, że stracili pracę). To także przejmujący obraz ludzkiej słabości i ukazania jak można się z niej wydostać. Bardzo dobrze zagrany (aż 3 nominacje z obsady aktorskiej – szkoda, że nikt nie zdobył statuetki), ze świetnym soundtrackiem! Polecam!
Tak, to prawda. Tyle, że prawdopodobnie nakręcił go nie Warhol a Paul Morrissey (w jego karierze było wiele takich przypadków). Andy jedynie przypieczętował projekt swoim nazwiskiem.
Rozbawił mnie jeden z komentarzy przy tym newsie jakiegoś użytkownika: "A kiedy anal destination?"
;)
Arcydzieło. – Perełka kina. Poruszające dzieło, z którym powinien zapoznać się każdy widz. Pięknie opowiedziana historia walki o własną godność, możliwość podejmowania decyzji i akceptacje środowiska. Film nie jest ani ckliwy, ani przebajerowany – Miloš Forman wykonał tutaj kawał świetnej roboty – poprowadził historię McMurphy’ego omijając momenty nużenia czy kiczu.
I jeszcze jedna z najlepszych, jak i nie najlepsza rola Jacka Nicholsona. Żywiołowy, energiczny, momentami dramatyczny aktor stworzył niezapomnianą personę kina, która nieodłącznie będzie kojarzyła się z buntem, niesprawiedliwością z jakim społeczeństwo traktuje tych "innych" ludzi. Do tego pierwszorzędowa rola pani Louise Fletcher jako stanowczej pielęgniarki. Słyszałem, że podobno wahała się nad wyborem tej roli, ale dokonała właściwego wyboru, występując w filmie Formana.
Fascynujący obraz, niezaprzeczalne arcydzieło kinematografii.
I nawet Scorsese musi eksperymentować z tym 3D… ;/
Ale obsada ciekawa, nie powiem. I zdziwiło mnie, że wystąpi tutaj Sacha Cohen, bo prawdę mówiąc nie wyobrażam go sobie w innej roli, aniżeli typowo komediowej.
Btw: Mała literówka w newsie się wkradła :) Drugie zdanie akapitu przedostatniego.
6/10 – Dość nietypowa komedia romantyczna, jeżeli takim mianem możemy określić ten film Andersona. Ciekawie poprowadzona akcja, choć nie obyło się tutaj od niepotrzebnych długich ujęć, które sprawiały momentami wrażenie "dłużyzn". Sandler fajnie tutaj wypadł, w roli samotnika, introwertyka. Plus do tego fajnie rozwiązany wątek z dziewczyną na telefon :)
4/10 – Marna kopia "To właśnie miłość". Zamieniono tu okoliczności ze świąt bożego narodzenia na dzień św. Walentego. Tak rozbudowano film, że jego wielowątkowość jest niemalże nie do ogarnięcia. Zabrakło również świeżości, oryginalności – w filmie bowiem nie znajdziemy zupełnie nic nowego czego nie widzielibyśmy w drugorzędowych komedyjkach romantycznych. Zakończenie w przeciwieństwie wspomnianego wcześniej "Love Actually" jest mało satysfakcjonujące, tylko niewielka część wątków się ze sobą łączy i coś z niej wynika. I do tego wiele solidnej marki aktorów (Julia Roberts, Jamie Foxx czy Kathy Bates) tutaj zwyczajnie się marnuje. Przypuszcza, że nieobecność ich w tej komedii nie odjęła, by jej niczego…
Niestety nie. Ja czekam jeszcze na inne nagrody, ta akurat jest najpóźniejsza.
A film już nie? :)
Proszę czekać…