10 lat to nic :) Taki "Gabinet doktora Caligari" został wyprodukowany w 1920 roku, a na polskie ekranu wszedł dopiero w lipcu zeszłego roku. Podobnie "Annie Hall", kilka filmów Chaplina (a wśród nich "Dyktator"), "400 batów", "Bonnie i Clyde", "Zabriskie Point", "Butch Cassidy i Sundance Kid" (premiera polska w maju).
Coś coraz czarniej widzę ten projekt…
7/10 – Przyjemny, leciutki film. Nicholson jako Melvin skojarzył mi się jakoś z postaciami z filmów Woody’iego Allena. I nie chodzi tutaj tylko o umiejscowienie fabuły w Nowym Jorku, ale o jego temperament, podobny do tego Nowojorczyka – oboje są strasznymi neurotykami i ekscentrykami, sami komplikują sobie “zabiegi” miłosne.
Niby całość podana w romantycznej oprawce, jednak z grubsza tego się nie czuć. Zostaje zatuszowane to wszystko szeregiem komicznych scen z dziwactwami (scena w restauracji i tekst “Co apetyt większy nisz nosy?” powiedziany do Żydów mnie totalnie rozwalił :)) Na pewno na uznanie zasługuje cała plejada aktorska, a szczególnie dwójka głównych bohaterów, wcześniej wspomniany Nicholson i Helen Hunt. Fajnie też wypadli Greg Kinnear jako zagubiony artysta i oczywiście jego agent – Cuba Gooding Jr.
Wydaje mi się, że "Avatar" może właśnie zostać zapamiętany, przebić tą granicę zapomnienia, podobnie jak inne obrazy reżysera ("Titanic" czy dwie części "Terminatorów"). O rewolucji w kinie bym polemizował, ale na pewno jest to krok naprzód w rozwoju technologii.
A poza tym kłótnie są pozytywnym zjawiskiem (oczywiście jeżeli przyjmą formę walki na argumenty), jakby na to nie patrzeć. Zawsze tutaj robi się ciekawiej na forum :)
Od szczegółów i spoilerów w tym wątku może rozboleć głowa… :)
Nein! Nein! Nein!
7/10 – Fellini napotkał masę problemów przy realizacji swojego projektu (śmierć kompozytora do jego filmu czy trudności znalezienia producentów). Końcowy efekt jest jakby nie patrzeć nowatorski – wprowadzone zostały elementy odważne i nietypowe dla ówczesnego kina. Swoboda w operowaniu językiem filmowy Felliniego objawia się tutaj jawną satyrą na dzielącą przepaść między światem kobiecym (a w filmie wręcz feministycznym) a męski (szowinistycznym, powierzchownym i brutalnym). Pomiędzy te dwa antagonistyczne obozy zostaje wplątany bohater, grany przez wspaniałego Marcella Mastroianniego.
Jednak film na kolana raczej nie rzuca. Ta cała senna atmosfera i sposób prowadzenia filmu momentami mnie nużyły. Jednak i tak film zapamiętam jako odważny, nieszablonowy projekt!
Wygląda niesamowicie! Świetny pomysł i równe udane wykonanie! Czekam na więcej filmów od tego twórcy!
Szok… Gdy dowiedziałem się o tym z początku nie mogłem uwierzyć. Tyle osób i to z tak ważnymi tytułami. [*]
6/10 – Kiedy było wiadomo, że Guy Ritchie zasiądzie na stanowisku reżysera tego projektu było jasne, że twórcy pójdą w stronę efektownych akcji, strzelanin, wybuchów, bijatyk. I rzeczywiście. Film oferuje nam ponad 2 godziny czystej rozrywki z ww elementami na czele. Jednak to film o Holmesie. Więc może ktoś się zapytać – nie za dużo tego? I właśnie tutaj jest problem. Bo film jako produkt czysto rozrywkowy nadaje się rewelacyjnie, jednak zabrakło atmosfery tajemniczości, napięcia rodzącego się na londyńskich ulicach. Nawet samo rozwiązanie sprawy zostawiło lekki niedosyt. Pochwalić trzeba na pewno odtwórcę cynicznego detektywa – Roberta Downey’a Jr. i filmowego doktora Watsona, w którego wcielił się Jude Law.
Proszę czekać…