@Bercik022 Tworzyliby kinowy kontent według własnych streamingowych standardów, a te niedawno w bardzo przystępny sposób objaśnił Matt Damon przy okazji premiery filmu "Łup". Produkcji, która oczywiście miała swoją premierę w Netfliksie, a nie w kinach. Polecam się z jego opinią zapoznać i wyciągnąć wnioski. Przypominam też o planach Netflixa, który zamierza przycinać format obrazu poszczególnych filmów żeby dostosować tzw. pionowe video do standardów… smartfonów. Netflix ma za nic kina, dla niego target stanowią użytkownicy internetowi. Dla szefów Netfliksa kina nigdy nie były priorytetem, widać było to po ich wypowiedziach, ale też na początku roku media branżowe rozpisywały się o skróceniu wyłączności filmów w kinach, o zaledwie 17-dniowych okienkach przeznaczonych na dystrybucję kinową. Dlaczego? Bo priorytetem Netfliksa jest sam Netflix, czyli ich platforma streamingowa, która nigdy nie była dodatkiem jak HBO dla Warnera lecz stanowiła główny cel.
@KorbenDallas Dokładnie. Hollywood po czasach makkartyzmu stopniowo zaczął skręcać w lewo, a to co widzimy w ostatnich latach to już objawy wręcz ultralewicowe. Wystarczy zerknąć na ten narzucony odgórnie szablon, wytyczne, które trzeba spełnić żeby dany film liczył się w oscarowej rozgrywce, gdzie promuje się LGBT, różnorodność, kobiety, etniczność i tego typu lewicowe kanony mody, a potem mamy właśnie takie kwiatki jak 16 nominacji dla "Grzeszników". Dla mnie takie historie to nic innego jak zaniżanie poziomu Oscarów, bo w kinematografii powinna liczyć się przede wszystkim wolność. Wolność twórcza, wolność słowa, nazywajcie to sobie jak chcecie. Jakby wziąć pod uwagę obecne wytyczne władz akademii i taki szablon zastosować do największych oscarowych arcydzieł amerykańskiej kinematografii to okazałoby się, że żadne w swoich złotych latach nie zasłużyło na Oscary, bo w większości z tych filmów twórcy mieli za nic LGBT, różnorodność czy etniczność. Kierowali się własnym rozumem, a nie rozumem jakichś odklejeńców. Jakby tego mało na wspomnianej gali rozdania Oscarów nie brakowało w ostatnich 10-15 latach wątków politycznych. Pamiętacie wystąpienie żony Obamy? A kojarzycie może nagrody zwane "Czarnymi szpulami", gdzie wyróżnia się tylko i wyłącznie czarnoskórych artystów? Wyobrażacie sobie, że w dzisiejszych czasach mogłaby powstać przeciwwaga dla "Czarnych szpul" promująca tylko białych artystów? Taka inicjatywa z góry zostałaby posądzana o rasizm. Z tych i innych powodów cieszę się, że wajcha przesunęła się w drugą stronę, bo tych absurdów nowego Hollywood było w XXI wieku, a zwłaszcza w ostatnich latach stanowczo za dużo. 16 nominacji dla "Grzeszników" to dla mnie symbol zaniżania poziomu kinematografii. Nic więc dziwnego, że seriale na naszych oczach wypierają filmy, streamingi wypierają kino, wielkie studia filmowe jak Warner Bros. są zadłużone, Oscary corocznie tracą oglądalność… No właśnie. Kiedyś oglądając w TVP transmisje oscarowe to były wydarzenia przez wielkie W. Na czerwonym dywanie znało się wszystkie te sławy kina. Dziś większości albo nie kojarzę, albo nie robią na mnie żadnego wrażenia, nawet wśród nominowanych często nie wiem z kim mam do czynienia. Zupełny zwrot o 180 stopni w stosunku do lat 90. XX wieku gdzie oscarowe piątki w wielu kategoriach to była absolutna waga ciężka. Dziś często ma się wrażenie, że nagrody wygrywają przypadkowi ludzie i dostają je za byle co. Jakby mi ktoś powiedział teraz: powiedz mi kto wygrał rok temu Oscary za role pierwszo i drugoplanowe to miałbym z tym poważny problem mimo, że od lat należę do tych jeleni, którzy oglądają te transmisje na żywo.
@Bercik022 Bezpieczniejszą, ale na pewno nie dla kin, bo Netflix to taki fast-food świata rozrywki. Ich domeną są seriale i co najwyżej produkcje dokumentalne. Produkować filmów fabularnych jednak nie potrafią, przeważająca ich liczba to straszne gnioty. Strach takiemu podmiotowi dawać na utrzymanie taką legendę jak WB. A co do pierwszego zdania to amerykański nepo baby adoptuje i przygarnie polskie resortowe dzieci. Brzmi to jak scenariusz na film familijny rodem z Hollywood :D
Średniaczek bez klimatu, któremu z sentymentu podniosłem lekko ocenę. Dobrze się stało. Szkoda czasu twórców, widzów na takie średniaczki.
@BBi Zgadzam się w kwestii tego klimatu. Tego się już nie da w żaden sposób odtworzyć, powtórzyć, a co najwyżej można zrobić coś nowego, oryginalnego , jakościowego co w jakiś tam sposób fajnie nawiązywałoby do pierwszego filmu. Coś jak Top Gun 2, ale to już naprawdę ktoś musiałby mocno na poważnie się postarać, podejść do scenariusza, budżetu na realizację, castingu, a przede wszystkim muzyki. Dirty Dancing: Havana Nights, jeszcze wcześniej serial wyprodukowany zaraz po pierwowzorze, do tego też ostatnio remake Dirty Dancing z Abigail Breslin, który ma aurę jakiejś produkcji rodem z Hallmarku. Wszystkie te tytuły powszechnie uważa się za nieudane lub bardzo przeciętne projekty. Kolejne wskrzeszenie marki Dirty Dancing to już chyba ostatni moment (i szansa) żeby ożywić tego trupa i coś na nim zarobić. Wspomniane w artykule studio Lionsgate jakoś chyba niedawno przejęło prawa do starego DD i chyba całej tej franczyzy, bo od jakiegoś czasu w streamingu gdy odpalam stare DD pojawia się ich entrada przed napisami początkowymi czego wcześniej nie było. W ogóle to jakiś cud, że film z 1987 roku był tak znakomicie dotychczas dystrybuowany choćby w Polsce, niezliczona liczba tłumaczeń, wersji lektorskich, wznowień kaset VHS, później DVD etc., do tego liczne emisje m.in. w TVP, Polsacie, TVN, TV Puls, TNT, HBO, streamingu, bo film został wyprodukowany przez jakieś randomowe wytwórnie co często po latach ma wpływ na emisje tu i ówdzie. DD na szczęście trzyma się mocno.
@Chemas Ja z nią kojarzę jeszcze Ferrisa Buellera, zwłaszcza epizod z Charlie Sheenem xD
Żerowania na legendzie ciąg dalszy. Powrót Jen Grey? Ona od tych słynnych operacji plastycznych nosa, które drastycznie zmieniły jej wygląd przestała przypominać samą siebie. Ostatnio była w obsadzie jakiegoś filmu, który widziałem, ale jej nie poznałem. Musiałem później ręcznie szukać fragmentu z jej udziałem. Nie znalazłem. Jej "wielki" powrót niewiele tu zmieni.
@Movieman – a ja się domyślam czego Ty się domyślasz ;) Niestety pewna przypadłość XXI wieku nie pozwala nam o tym głośno mówić czy nawet o tym pisać. A tak zupełnie poważnie to jak weźmiemy pod lupę poprzednich rekordzistów jak np. "Titanica" to może pod względem fabularnym też nie był to jakiś wielki oryginał (choć moim zdaniem i tu wygrywał w cuglach z "Grzesznikami") to jednak każda nominacja miała tam swoją wymowę, że nawet najwięksi sceptycy, krytycy nie mieli się specjalnie do czego przyczepić. Oglądając tamten film Jamesa Camerona każda nominacja będąca jego udziałem to była waga ciężka, była odczuwalna, zwłaszcza kategorie techniczne. W przypadku "Grzeszników" niemal wszystkie nominacje wyglądają jak jakieś wydmuszki. Te 16 nominacji to brzmi jak jakaś antyreklama Oscarów, kompletna profanacja nagród Akademii i ostateczne upodlenie oscarowego dziedzictwa.
Skoro tak przeciętny film dostaje 16 nominacji to albo z Oscarami jest coś nie tak, albo poziom kinematografii już tak bardzo poszedł w dół. Zwykły film z kategorii tych "bez szału". Niedługo zostanie zapomniany, bo kto będzie do niego wracał?
Nie polubiliśmy się z tym uniwersum. Póki jeszcze na świeżo pamiętam ułożyłem listę od najlepszego do najgorszego według mnie:
Hellraiser (2022)
Hellraiser: Droga do piekła / Hellraiser: Hellseeker (2002)
Hellraiser: Wysłannik piekieł / Hellraiser (1987)
Hellraiser: Wrota piekieł / Hellraiser: Inferno (2000)
Hellraiser II: Hellbound / Hellbound: Hellraiser II (1988)
Hellraiser: Sekta / Hellraiser: Deader (2005)
Hellraiser III: Piekło na ziemi / Hellraiser III: Hell on Earth (1992)
Hellraiser IV: Dziedzictwo krwi / Hellraiser: Bloodline (1996)
Hellraiser: Hellworld.com / Hellraiser: Hellworld (2005)
Hellraiser: Revelations (2011)
Hellraiser: Dzień sądu / Hellraiser: Judgment (2018)
Proszę czekać…