Ciężko uwierzyć, że reżyserem tego filmu jest Louis Malle. To zupełnie inne klimaty niż dotychczas. Bardziej czuło się Wayne’a Wanga z "Dymu", czy Spike’a Lee z "Rób co należy", ale na o wiele niższym poziomie. Fabuła taka sobie. Robotę robi tu kilku aktorów – Penn, Warden. Sutherland się nie wyróżniał, był poprawny. Do obejrzenia (bez zachwytu) i natychmiastowego zapomnienia.
Trochę nudnawy dramat, 1 połowa fajna z młodszym bratem, sam film wart tylko dla pięknej Cardinale.
Momentami przegadane, przenudzone. Nie dla mnie takie snucie się z kąta w kąt. "Całe życie czekałem, aż coś się zdarzy… Życie nie płynie we mnie dość szybko, więc je przyspieszam, ponaglam… Jutro się zabiję…" Egzaltacja… To kwestia podejścia do życia widza – ja tego nie kupuję.
Smutne, nie za bardzo za nim przepadałem chociaż muszę przyznać jeden z bardziej pamiętnych w wrestlingu (dzięki niemu się dowiedziałem że tego typu sport istnieje). R I P
Świetna grając Chloe Sullivan, moja ulubiona postać serialu. I ma mnóstwo wdzięku oraz naturalności w swojej grze.
Dla mnie oba Bondy z Timothym Daltonem mogą być. Od "Śmierć nadejdzie jutro" mamy prawdziwą popierdółkę, a nie agenta 007!
Piękna w filmie Carey Lowell, zarówno jak i Talisa Soto. Aż ciężko się zdecydować!
Obejrzałem po raz kolejny i film mną wstrząsnął!!! To co Meryl Streep w tym filmie zrobiła, to poezja ekranu filmowego. Do tego rewelacyjny Jack Nicholson. Mistrzowie!
5.5/10 Zły nie jest, chodź z samego gaszenia pożaru to mało w filmie, ale wybuch rafinerii fajny był.
Proszę czekać…