Thor: Ragnarok 7.9

Thor zostaje uwięziony po drugiej stronie wszechświata. Osłabiony i pozbawiony młota musi znaleźć sposób, by powrócić do Asgardu i stawić czoła bezwzględnej i wszechpotężnej Heli oraz powstrzymać Ragnarok – zmierzch bogów, zagładę świata i całej asgardzkiej cywilizacji. Przedtem jednak musi stanąć do gladiatorskiego pojedynku na śmierć i życie z byłym sprzymierzeńcem i członkiem drużyny Avengers — niesamowitym Hulkiem!

Recenzje

Thor: Ragnarok to czas widza. Asgard to miejsce wielu przygód i nieskończonych uczt. Teraz także walki i wewnętrznej przemiany bohaterów. 9
  • 2017-11-24
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Moda na filmy o superbohaterach trzyma się mocno. Mimo pozornego wyczerpania bazy tematów o panach i pannach w kostiumach, studia decydują się na rewolucję popartą ewolucją, dość naturalną. W końcu tam na górze (w studiu rzecz jasna) zrozumieli, że sukces filmu opiera się na zadowoleniu widza. Jak tu utożsamiać się w nieskończoność z latającym blondynem i jego cudownym młotem? On jest taki niezniszczalny. Jego kumple i sojusznicy, przecież nie bogowie, też nie imają się pocisków i ran. Dwunasty zawodnik - jego brakowało!

Thor - nordycki bóg grzmotów, zostaje schwytany i uwięziony. Asgard i dobro cywilizacji są zagrożone. Hela (Cate Blanchett), potomkini odchodzącego Odyna pragnie krwi i podbojów innych krain. Thor (Chris Hemsworth) przepełniony przepowiednią o zbliżającym się Ragnaroku musi wrócić do domu, zebrać drużynę i pokonać niebezpieczną kobietę, a co najważniejsze ocalić świat.

Thor: Ragnarok to czas widza. Każdy z nas, już widział gościa gadającego do kamery i w dodatku świadomego, że o nim jest film, notabene tu i teraz. Kinematografia postulowała, przedyskutowała i walczy o równość kobiet i mężczyzn, nawet w filmach o superbohaterach. Antagonista to antagonistka. Piękna i charyzmatyczna Hela, w tej roli cudownie ucharakteryzowana Cate Blanchett. Pojawiają się czarnoskórzy pomocnicy i temat prawie wyczerpany. Zawsze tym czwartym do brydża była dysputa o orientacji bohaterów. Nie umniejszając mocy sprawczej temu tematowi, teraz pojawiła się niespodzianka. Dwunasty zawodnik. Sukces filmu wspierany jest przez nas, publiczność. Siedząc na sali kinowej widziałem i słyszałem, jak każdy żył i czuł ten film. Nie był to zlepek gagów do pośmiania i wyśmiania, serwowany przez jednego tam polskiego reżysera, ale kilka poziomów wyżej postawione pudełko z bardzo dobrym scenariuszem, pomysłem na realizację i kreację poszczególnych światów. Każdy bohater, wymieniony i pokazany w zwiastunach ma swoje pięć minut. Twórcy i całe zaplecze, co ukazane zostało dokładnie w napisach końcowych (sporo tego) dbają o każdy szczegół. Stroje są skrojone na miarę. Każdy jest opisany, pomysłem na uczesanie i poprowadzony przez któregoś z reżyserów do właściwej gry aktorskiej. Bez nadmiernej ekspresji i niepotrzebnej nikomu indywidualnej szarży. Hipokrates pełną gębą. Cztery podstawowe typy osobowości są na ekranie. Sangwinik, choleryk, flegmatyk i melancholik. Nie będę pisał, kto jest kim, żeby nie psuć niespodzianki. Loki gwarantuje nam przyjemne psoty, a jego garnitur i robocze wdzianko są zaprojektowane przez króla mody. Wymiatają. Statyści tworzą tło, tak pięknie dobrane, aby kompozycja barw poszerzała naszą percepcję. Wracając do napisów i zaangażowania twórców oraz aktorów. Każdy z nich przeszedł odpowiedni trening, pod okiem profesjonalistów. Widać to na ekranie. Duety powstają z dość dużą częstotliwością. Prowadzi je śmieszny i subtelny Thor. Hulk, Doctor Strange, Loki, Walkiria i nawet Odyn...Jest pomysł, bo kino akcji może być oparte na dialogu. Nie ma tu egzystencjalnych pytań i odpowiedzi na wszystkie filozoficzne pytania, ale pozwolenie bohaterom trochę się wygadać budzi w nas więcej empatii do ich uczuć i tego, że oni myślą. Nie są to odpowiedniki prostych jednostek walczących o przyziemne "Łapu capu". Powroty do korzeni i uświadomienie nam ,jak kluczowe bywają niektóre wydarzenia, w naszym dzieciństwie i późniejszym okresie dojrzewania powodują, że kibicujemy i prowadzimy bohaterów do walki. Operatorzy kamery, zapewne w porozumieniu z producentem i reżyserem nie boją się przystanąć na moment. Nie bujają kamerą, nie szarpią. Mamy spokojne sceny i uzasadnione kręcenie na kilku, a nie kilkunastu (jak w najnowszym Bournie) maszynach. Dźwięk jest czysty i cieszy. Jedna piosenka, taki theme song wpada w ucho na dobre dwie godziny po seansie. Oczarowany czekałem na finał i pojedynek mocy piekielnych. Znowu pochwalę każdy cal. Moc to moc. Taktyka występuje, bohaterowie działają.

Nie jest łatwo okiełznać Thora i jego świat. Asgard to miejsce wielu przygód i nieskończonych uczt. Teraz także walki i wewnętrznej przemiany bohaterów. Zmiana reżysera pozwoliła na dopełnienie ewolucji. Kicz zniknął, a widz zrelaksowany świadomością, o co tutaj chodzi ,może płynąć i śmiać się z żartów oraz delikatnych aluzji ze strony bohaterów. Życzę pomyślności twórcom, na dalszym etapie ich przygód z bogiem piorunów. PS. Polecam posiedzieć, jak najdłużej w fotelu kinowym. Dwie sceny po napisach są wasze :)

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie