Detektyw Hoffman jako jedyny przeżył makabryczną grę psychopatów Jigsawa i Amandy, oraz okazuje się jedynym, który może kontynuować ich krwawe dzieło. Ku jego zaskoczeniu, przy życiu pozostał także agent Strahm, któremu udało się wydostać z pułapki bez wyjścia. Stara się teraz za wszelką cenę wyeliminować niewygodnego świadka, który zaczyna podejrzewać Hoffmana o bycie wspólnikiem Jigsawa. Tymczasem, pięcioro obcych sobie ludzi budzi się pomieszczeniu, w którym muszą walczyć o swoje życia przechodząc przez mordercze pułapki. Devastator
Nudy nudy nudy. Mało mocnych scen (była tylko jedna, która zniesmaczyła mi seans), główny wątek to już nie "gry" a zakończenie takie sobie.
Edit: Jednak podwyższam ocenę na 4 lub 5. Dawniej byłam nastawiona głównie na mocne sceny, teraz, po powtórce, patrzę z nieco szerszej perspektywy i nie na film o pułapkach, a jako na portrety psychologiczne postaci (tu Hoffmana – znając już dalsze jego losy i myślę, że jednocześnie wiedząc, co scenarzyści chcieli przekazać (że każdego prędzej czy później dopadnie karma)), układankę retrospekcji i klimat.
Pozostałe
Film bez pomysłu na siebie i nieustannie sprawiający wrażenie, że został stworzony na siłę. Fabuła trzyma się na taśmie klejącej i trytytkach, a rozgrywająca się w tle zagadka tych ludków od nieruchomości zdaje się być wymyślona na szybko w jeden wieczór. Jest źle, a to dopiero półmetek serii.