@dawidek98
Dobry film Briana De Palmy, chociaż i tak on kręcił lepsze moim zdaniem typu "Nietykalni" czy "Życie Carlita". Sean Penn czy John Leguizamo zagrali rewelacyjnie i muszę przyznać, że dużo dobrych tekstów z siebie wykrzesali jako postacie. Michael J. Fox wypadł aktorsko dobrze, ale tylko dobrze, bo jego rolą życia jest niewątpliwie Marty McFly z trylogii "Powrotu do przyszłości". Wojna w Wietnamie niewątpliwie była bardzo krwawa i trwała aż szesnaście lat, bo w latach 1959-1975. Szczególne wrażenie zrobiła na mnie scena przesłuchania żołnierzy w sprawie zamordowania ludzi z pobliskiej wioski. Kino wojenne sprawia u mnie ogromną satysfakcję – i dlatego odkrywam coraz to inne filmy z tego gatunku. Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak tylko polecić fanatykom takich filmów. 7/10
Bardzo dobry film wojenny, który jak zwykle, co mnie bardzo cieszy jest oparty na prawdziwych i niepodważalnych faktach. Na szczególną owację zasługuje scena bombardowania miasta Remagen i nieudanej obrony tytułowego mostu na Renie. Ponownie, tak jak w "O jeden most za daleko" czy "Bitwie o Ardeny" mamy mnóstwo stopni wojskowych, dzięki czemu łatwo rozróżnić kto kim jest i jaką odgrywa rolę w II wojnie światowej. Aktorzy bardzo dobrze zagrali i sprawili, że ten film z coraz większą ciekawością oglądałem. Peter van Eyck zagrał rolę życia, generała von Brocka – aż musiałem stwierdzić, że on nim faktycznie był, a nie tylko grał. We współczesnych filmach aktorzy nie potrafią wtopić się w daną postać i żyć jej życiem. Wysadzenie tunelu na rzece Wełtawa też robi wrażenie i czułem się, jakbym się znajdował w tym schronie razem z innymi. Polecam każdemu szanującemu się fanowi kina wojennego. Naprawdę, oglądanie takiego kina sprawia u mnie ogromną przyjemność i niebywałą satysfakcję. I wcale nie określiłbym go mianem uroczo archaicznego, tak jak to kolega poniżej dawno temu napisał. Z czystym sumieniem daję 8/10.
Jeden z najlepszych filmów wojennych, jakie obejrzałem w swoim życiu. Henry Fonda wypadł najlepiej z całej obsady aktorskiej i jak zawsze pokazał swój debeściarski pazur. Dużo scen z czołgami, każdy odpowiednio urządzony i przygotowany na nadejście nazistowskiego wroga, jakim jest niewątpliwie III Rzesza. Uważam, że powinniśmy być z tego dumni, że jak nie ma zdań czy dialogów po polsku to chociaż Polska jest wspomniana przez generałów i dowódców. Co prawda szkoda, że czołgi "Pantera" i "Tygrys" nie zostały pokazane, ale i tak niewiele już zostało kopii z okresu II wojny światowej. Mnóstwo stopni wojskowych, które łatwo wtajemniczą człowieka wiążącego przyszłość z wojskiem i nie daj Boże wojną. Robert Shaw i Ryan oraz Charles Bronson dobrze zagrali, wcale ich roli nie umniejszono, nie byli w cieniu Henry’ego Fondy. 8/10
Niezłe, niezłe. Antonio Banderas trochę lepiej wypadł niż Sylvester Stallone, ale całość świetna.
Scena pod prysznicem. Czyżby Sylvester Stallone pozazdrościł Michaelowi Douglasowi "akcji" w "Nagim instynkcie"?
Czemu tak wiele razy, ten film jest sprowadzany zaledwie do jednej krótkiej sceny z Sharon? Czasami ma się wrażenie, że przed tą sceną winno być logo wytwórni i tytuł filmu, a zaraz po niej napisy końcowe. A szkoda, gdyż kino Verhoevena, niesie większy pokład emocji, jednak czy wszyscy to widzą?
Bardzo dobry film z genialną muzyką Vangelisa. Nawet mam swoją najulubieńszą scenę – początkową, jak biegacze uprawiają swój sport na plaży w wodzie. Dużo nawiązań do chrześcijaństwa czy Biblii, co może przyciągnąć wierzących, a odrzucić innowierców. Ben Cross jako Harold Abrahams oraz Ian Holm (Bilbo Baggins z "Władcy Pierścieni") zagrali wyśmienicie i uważam, że też oni podnieśli poziom tego filmu. Zasłużone 4 Oscary, w tym za najlepszy film i za najlepszą muzykę. Bo konkurencji to "Rydwany ognia" w zasadzie nie mieli. Nawet tym, którzy nie lubią sportowych, powinien przypasować do gustu. Nawet się znalazło miejsce na polskie szczegóły – w paru scenach jest ukazana polska flaga i polscy biegacze na igrzyskach olimpijskich w Paryżu w 1924 roku, podczas którego rozgrywa się akcja dzieła. Polecam serdecznie.
@simonperch Natomiast nie moje klimaty to "Rękopis znaleziony w Saragossie" czy oscarowe wręcz "Pożegnanie z Afryką", które dla mnie jest bardzo ciężkostrawne.
Bardzo dobry film Sydneya Pollacka. I szczerze – podobał mi się bardziej aniżeli osławione i przereklamowane "Pożegnanie z Afryką" tego samego reżysera. Ten film jest dużo bardziej bogatszy w swojej wymowie, przedstawia metaforę człowieczego losu, który robi wszystko wbrew sobie, z przymusu, nie z czystej chęci i zainteresowania danym tematem. Dzisiaj w telewizji, prasie i sejmie wokół polityków mamy przedstawiony wyścig szczurów, mówienie nieprawdy na korzyść tych którzy stoją o szczebel wyżej, wulgaryzmy i obrażanie innych. Przez to, że telewizja tak na nas działa my sami siebie obrażamy w ten sposób. Ten film dedykuję wszystkim celebrytom, których to niestety jest za dużo wokół. Jane Fonda i Gig Young bardzo dobrze zagrali. Co prawda, tańczyli do upadłego, ale taka jest fabuła tego dzieła. Polecam każdemu myślącemu.
Dobry film z oryginalną fabułą – nauczyciele jako wojskowe androidy, a uczniowie się buntują. Odkąd świat światem wiecznie aktualne w szkolnictwie. Rozwałka cyborgów, efekty specjalne i dźwiękowe, a zarazem zakończenie z płonącymi robotami sprawiają, że jest to seans niezapomniany i godny polecenia. Chociaż nie dla każdego, bo znam całą masę osób, które nie lubią science-fiction. Alex DeLarge z "Mechanicznej pomarańczy" o dziwo bardzo dobrze zagrał, jak na niskobudżetową produkcję. Szkoda tylko, że to jedyny aktor w produkcji, który jest znany przeciętnemu zjadaczowi chleba. Tym niemniej mi się podoba. 7/10
Proszę czekać…