Dom, który zbudował Jack 2018

The House That Jack Built

USA, lata 70. Śledzimy losy wysoce inteligentnego Jacka (Matt Dillon), którego 12 lat poczynań, definiuje go jako seryjnego mordercę. Doświadczamy historię z punktu widzenia Jacka, który określa każde swoje morderstwo jako sztukę. Kiedy policja jest coraz bliżej rozwiązania sprawy, podejmuje on coraz większe ryzyko w swojej… zobacz więcej

Reżyseria
Scenariusz
Aktorzy
, ,

W Kinie

Cinema City Bonarka, Kraków, 10:50 repertuar i rezerwacje biletów

Zwiastuny Zobacz wszystkie 2 zwiastuny

Zdjęcia Zobacz wszystkie 24 zdjęcia

Obsada Zobacz pełną obsadę

Matt Dillon
jako Jack
Riley Keough
jako Simple
Bruno Ganz
jako Verge
Cohen Day
jako George
Jack McKenzie
jako Sonny
Mathias Hjelm
jako Glenn
Uma Thurman
jako Kobieta
Siobhan Fallon Hogan
jako Kobieta
Sofie Gråbøl
jako Kobieta
Ji-tae Yu
jako Mężczyzna

Fabuła

USA, lata 70. Śledzimy losy wysoce inteligentnego Jacka (Matt Dillon), którego 12 lat poczynań, definiuje go jako seryjnego mordercę. Doświadczamy historię z punktu widzenia Jacka, który określa każde swoje morderstwo jako sztukę. Kiedy policja jest coraz bliżej rozwiązania sprawy, podejmuje on coraz większe ryzyko w swojej próbie stworzenia ostatecznej kompozycji. ferhin2

Gatunek
Thriller, Dramat
Słowa kluczowe
lata 70., seryjny morderca

Zobacz także

Szczegóły

Premiera
2019-01-18 (kino), 2018-05-14 (świat)
Dystrybutor
Gutek Film
Wytwórnia
Zentropa Entertainments
Danmarks Radio (DR) ((współudział))
Copenhagen Film Fund zobacz więcej
Kraj produkcji
Dania, Francja, Niemcy, Szwecja
Wiek
od 18 lat
Czas trwania
155 minut
Budżet
8 700 000 EUR

Wiadomości zobacz wszystkie 7 wiadomości

Recenzje

Lars Von Trier znowu proponuje nam skrajne i ryzykowne opowiadanie. Jednak nie mamy nic do interpretowania, bo robi to za nas i jest strasznie wtórny w naśladowaniu samego siebie. 3

Utożsamianie artysty z demiurgiem jako refleksja umoczona w pełnej krwi historii o seryjnym mordercy. Dom, który zbudował Jack to przepełniona niemoralnością, bezwzględnością wobec istoty ludzkiej na poziomie narracji, ale również fizycznie czerwona kartka wyciągana w naszą stronę. Jest to nakaz zejścia z boiska człowiekowi przepełnionemu instynktami. Bez znieczulenia reżyser nas z tym konfrontuje. Tak, jak we wcześniejszym kinie Larsa Von Triera tezy były rozrzutne, ale nie czołobitne, tak tutaj dostajemy wszystko bezpośrednio z ogromnym uczuciem poczucia wyższości autora. To strasznie narcystyczny utwór i wykładowczy charakter odbiera nam wszystko co w kinie najpiękniejsze – intelektualne wyzwanie, łamigłówkę narracyjną, refleksję. Ten domek to żadna filozoficzna willa, a rozpadająca się chata niegościnnego wuja Triera.

Na naszych oczach Jack rozwija się jako psychopata poprzez wprowadzanie coraz to różnych i zmyślniejszych metod wyrządzania krzywdy ludziom. Na początku wydaje nam się, że na jego celowniku są kobiety. Jednak jest w tej sytuacji nieuprzedzony, jeżeli można tak to nazwać. Mężczyźni również padają jego ofiarą. Bez mrugnięcia okiem dostajemy pełną rejestrację jego dokonań, do których przygotowuje się i traktuje to jako sztukę, występ. Nawet zostawia umyślnie ślady, prowokuje, bo uwiera mu brak publiczności. Nie bez powodu takiego psychopatę kreuje w kinie reżyser. Do tego mamy głos z offu jego terapeuty, który rozkłada na czynniki pierwsze, demaskuje dumę i pewność siebie Jacka oraz pokazuje grzebiąc głęboko w psychice i w filozofii jego prawdziwe motywy. Odczuwamy wizualizacje książki pt. z dziennika psychopaty. Utwór ewoluuje wytykając nie tylko głupotę ofiar – ufnych, łatwych do zmanipulowania, ale również ludzi wokół, którzy mogą nie zareagować nawet, gdyby Jack im powiedział o swoich monstrualnie nieludzkich działaniach prosto w twarz. Gdyż to, co się nie mieści w ich świadomości jest z pewnością kpiną lub żartem.

Lars Von Trier popełnił jeden, karygodny błąd, przez który film traci jakiekolwiek substancje odżywcze. Z pyszności i dumy nad swoją naprawdę intrygującą dysputą o punktach wspólnych psychopaty i artysty, sam wszystko spoileruje i rozwiązuje. To bufonada i nieznośna autoepigonia. Nie rozchodzi się tutaj o zakręty fabularne i bardzo witalne oraz punkowe, niepoprawne opowiadanie, a o przemyślenia. Szansę na ich obecność i naszą pracę własną podczas seansu odbiera nam Lars Von Trier postacią psychoterapeuty. Ten tłumaczy wszystkie zjawiska i zachowania, które mają miejsce. Dla nas tego miejsca już brak. Dlatego aura wjeżdżania rozpędzonym autem w barierkę filmową przez reżysera nie robi wrażenia. Zamiast tego jest irytacja i żadne dekoracje oraz fikuśne zabawy w kino i kinem niestety tego nie zmienią.

Dlatego można czerpać frajdę z tego seansu na poziomie zabawy przez reżysera formą, gatunkiem i fuzją filmowych smaków. Jednak najedzeni nie wyjdziemy. Chyba, że wystarczy nam zaczepne łączenie kina rozrywkowego z poważnym studium o mordercy. Kina artystycznego (tak naprawdę artystowskiego) z kinem gatunkowym. Wszystko jeszcze podane w kompozycji przesytu muzyki rock and rollowej i czarnego humoru. Rozpasania z estetyką z Hieronima Boscha, mitologii i zaczepek z religią. Łączenia sacrum i profanum oraz ducha z biologią. To wszystko efekciarstwo. Zamiast utworu prowokującego do myślenia, jest utwór wyłącznie prowokacyjny. Prosty, wykoncypowany na cyniczny, jadowity, tak naprawdę po prostu hałaśliwy. W tym nadmiarze różnych ozdobników i prostej grze kontrastów nie dokopiemy się do czegoś innego, niż symulanctwa inteligencji, które jest bolesnym banałem przerobionym już przez kino o wiele zmyślniej. Zostajemy z kontrowersyjnym obrazem, który jest niewygodny. Niestety, to nie jest ta strefa komfortu, którą warto przekroczyć, a po prostu niewygoda wynikająca z szokowania. To nie jest wywrotowe inaczej, niż dosłownie.

Gdyby tylko Lars Von Trier w Dom, który zbudował Jack przyznał się do swoich zamiarów. Nie myślał, że odpowiadanie przed widzem na wszystkie pytania pokaże coś więcej, niż jego narcyzm, to mielibyśmy odkrywcze i inteligentne dzieło. Jednak widać w tej całej, siłowej pewności siebie i osaczania nas wiedzą o wszystkim z rozmachem, bezradność twórczą. Jack buduje dom z tego samego materiału i metodami, z którego Lars Von Trier buduje swoje przebrzmiałe ego.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Czy wiesz, że?

Ciekawostka

Podczas premiery na festiwalu filmowym w Cannes 14 maja 2018 r. wielu członków publiczności (w tym krytyków) wyszło z sali kinowej, potępiając film za szokującą, skrajną przemoc i nihilistyczny ton. zobacz więcej

Powiązane filmy Zobacz wszystkie 1 powiązany

Komentarze 2

mmonkey 2018-07-30 4

Miejscami prawie dało się zobaczyć von Triera trzepiącego sobie za kamerą. Próbuje być tak bardzo edgy i niepokorny, wychodzi nadęta popisówa.

als 2018-05-16

Trailer intrygujący. W połączeniu z newsem, że ludzie wychodzili z premiery, a pozostali dali owacje na stojąco, zachęca do obejrzenia, bo zwiastuje to intrygującą końcówkę filmu…. Jak na Larsa przystało :)

Współtworzą