Podatek od miłości 6.7

Kim tak naprawdę jest Marian (Grzegorz Damięcki)? Facetem do towarzystwa i seksualnym guru, z którego usług korzysta połowa kobiet w stolicy? Coachem o kontrowersyjnych metodach? A może - po prostu - sprytnym oszustem uwodzącym płeć przeciwną? Oto zagadka, z którą będzie musiała zmierzyć się ambitna inspektor podatkowa Klara (Aleksandra Domańska). Czy nieustępliwa urzędniczka zdoła znaleźć odpowiedź, zanim sama wpadnie w miłosne sidła Mariana? I czy jest przygotowana na to, by po raz pierwszy w życiu stracić nad czymś kontrolę?

Recenzje

To kolejna polska komedia niemająca za wysokiego ilorazu inteligencji i skrojona pod konkretne reakcje. Czasami udaje się jej jednak rozbawić i wzbudzić inną reakcję z powodu świetnego aktorstwa. 4

Z pewnością była kiedyś jakaś hitowa piosenka z fragmentem „to znowu się stało…”, która idealnie obrazuje niestety ostateczny efekt i reakcje po konfrontacji z Podatkiem od Miłości. To urocza historia, której iloraz inteligencji jest jednak zbyt niski oraz też taki zakłada u widza budowaną fabułą – przez to cała ambrozyjska atmosfera zostaje zasłonięta wtórnością i małym zaangażowaniem w scenariusz tego filmu.

Historia opowiada o spełnionej, pełnej werwy i ambicji pani z Urzędu Skarbowego, z której obcasów lecą iskry, a szminka nigdy się nie rozmazuje. Wraz ze swoją asystentką Agnieszką widzimy je w akcji ścigania za przestępstwa podatkowe, gdzie nie można odmówić paniom skuteczności. Trafiają jednak na spore wyzwanie, a ma ono na imię Marian i od tego czasu pani urzędniczka nie zawsze będzie przestrzegającą regulaminu, profesjonalistką. Jest on ścigany za niezapłacenie podatku od mieszkania i zatajenie informacji. Nie wiadomo w jaki sposób Marian zarabia. Idzie za poradą żartu jednego z doradców i przyjmuję taktykę, że jest męską prostytutką. Pojawia się nawet świadek dla potwierdzenia jego zeznań, jednak potrzebuje drugiego. Sprawa się zagęszcza. Kiedy wyjaśni się co robi Maniek i dlaczego, to rzuci zupełnie inne światło na sprawę, ale przede wszystkim zmieni spojrzenie Klary na nienadającego się do resocjalizacji, kaskadera życiowego – Mańka.

Podatek od miłości to jak granie w planszówkę, w której zna się pytania i odpowiedzi na pamięć. Fabuła jest pretekstowa, a film próbuje być trzema gatunkami, jednak w żadnym nie proponuje nic, co by mogło go umocować. Z jednej strony to kino kryminalne z przymrużeniem oka – pani urzędniczka chowa się nieskutecznie w samochodzie, śledząc przestępcę podatkowego. Chociaż doskonale wiemy od początku o co tutaj się rozchodzi, gdzie jest meta i jakie nagrody „niespodzianki” będą wręczane. Z drugiej to kino po prostu romantyczne, które ma trochę dystansu do swojego gatunku i akurat na tym polu zgrabnie sobie radzi w wielu momentach, bo czasami humor nie wyprowadza nas z sali, a w szczere rozbawienie. Daje też radę jako ucieleśnienie marzeń kobiet o królewiczu i trochę bad guy’u. Komediowa barwa głosu tego filmu, brzmi czasami tak bajecznie, jak muzyka płynąca w nim.

Jednak film nie zostaje znokautowany przede wszystkim dzięki dynamicznemu charakterowi oczywiście mało wymagającej, wręcz irracjonalnej fabuły i AKTOROM. Niektórzy z nich naprawdę mając scenariusz napisany podczas kolejki w sklepie (krótkiej), wyciągają z niego cokolwiek i popisują się w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Tak jak wątek Klary i Mariana jest stereotypowy, a ich gra nic nie zmienia, nie dodaje rumieńców, tak postać Agnieszki granej przez Romę Gąsiorowską jest zagrana z wielkim smakiem i poczuciem humoru – ma swoje cechy charakterystyczne, które świetnie ogrywa. Oczywiście pojawiająca się w roli jednej z „klientek” Mariana, Ilona grana przez Magdalenę Popławską to ogień, wybuch różnorakich emocji i tykająca, nieprzewidywalna bomba. Trochę jest w niej bliźniaczego szaleństwa i przebojowości, jak w Ataku Paniki, ale to naprawdę cudownie odświeża film i odsuwa od rozczarowań banałem akcji. Jednak największe wygibasy czyni tutaj Ryszard – przełożony Klary – Michał Czarnecki. Jest doskonale wykreowanym nadpobudliwym szefem, pełnym obsesji, pewnych natręctw i w każdej sekundzie obecności na ekranie, zabiera ten dla siebie – sprawiedliwie – bo zasłużył. Są momenty, kiedy aż wraca się myślą do jego fenomenalnej roli z Wojny polsko-ruskiej.

Nie da się ukryć – aktorzy reanimują ten film i gdyby nie ich obecności, to przeżylibyśmy jeszcze bardziej bolesne déjà vu w kinie. To film, który trochę próbuje być inny poprzez swoją lekką niepokorność i nieulizanie, ale wychodzi jak zawsze. Podatek od miłości da się przełknąć, ale nie bez guli w gardle, jeżeli chcemy pomyśleć w kinie. Jeżeli chcemy się zabawić, to aktorzy nam to zapewnią. Nie fabuła.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie