Fabuła rozgrywa się w jednym z krajów Ameryki Płd., gdzie w dżungli wydobywa się ropę. Terroryści napadają na wieżę wiertniczą i kradną środki wybuchowe. Szyb naftowy staje w płomieniach. Jedyną możliwością ugaszenia pożaru jest użycie nitrogliceryny, którą można ściągnąć z odległego miasteczka. Szefowie firmy naftowej wybierają czterech mężczyzn, życiowych desperatów, którzy podejmują się, że przewiozą dwiema ciężarówkami ładunek, który przy większym wstrząsie może eksplodować. Na uczestników wyprawy, którzy przeżyją czeka cenna nagroda. Czy dotrze ktoś żywy do celu? tompawel
Trochę gorszy od pierwowzoru, ale i tak to świetny film! Niesamowity klimat strachu i niepewności, który potęguję genialna muzyka Tangerine Dream (mroczna, psychodeliczna muza, a główny motyw to potęga – moja ulubiona płyta tego zespołu!)! Znakomicie nakręcone sceny (ta na moście jest najlepsza!), dobre aktorstwo! Bardzo lubię ten film, dzięki tej niesamowitej muzyce (zdecydowanie najlepszy element tego filmu)! Dużo nie ustępuje francuskiej wersji (obie mi się bardzo podobają!)!
Pozostałe
Dobre kino, ale pierwowzór z Yvesem Montandem jest zdecydowanie najlepszą wersją "Ceny strachu". Za to muszę pochwalić fenomenalną muzykę zespołu Tangerine Dream, która idealnie komponuje się to, z czym się zmierzamy na ekranie. Ale Roy Scheider, Bruno Cremer i Francisco Rabal wypadli bardzo dobrze na ekranie i dorównali aktorom z wersji nakręconej w 1953 roku. Bardzo podobała mi się scena na moście, bo jak tarza się w błocie (bajorku) już nie jest tak emocjonująca i zapadająca w pamięć, jak poprzednia. William Friedkin miał lepsze obrazy w swoim dorobku – jak chociażby "Francuski łącznik" i "Egzorcysta". Ale i "Cena strachu" jest niczego sobie. Nie żałuję, że obejrzałem obie wersje, przynajmniej mogłem sobie porównać. Początkowy przerzut na miasta Vera Cruz, Jerozolima i Paryż – również ode mnie wielki plus dla reżysera. Mocne i solidne 7/10!