Niedaleka przyszłość. Londyn. Dwunastoletni Quinn odwiedza swoją matkę w pracy na budowie stacji metra. Gdy schodzi do podziemi, przypadkowo znajduje uśpionego od tysięcy lat smoka. Jeden nieostrożny ruch budzi potwora do życia. 20 lat później. Świat przypomina pustynię. Rasa ludzka została zdziesiątkowana, a władzę na ziemią objęły smoki. Quinn mieszka wraz z garstką ludzi w kamiennej twierdzy. Udaje im się przetrwać przede wszystkim dzięki przestrzeganiu surowych zasad. Mają nadzieje, że przeżyją smoki, które zaczną już niedługo umierać z głodu. Kilku mężczyzn się buntuje, chcą się najeść, nawet za cenę bycia pożartym przez potwora. Wtedy przed twierdzą pojawia się dzielny Amerykanin, Denton Van Zan, który jako jedyny na ziemi wie, jak walczyć ze smokami. Razem z grupą zdecydowanych na wszystko wojowników, którzy nazywają się Archaniołami, postanawia pokonać potwory raz na zawsze. Quinn nie wierzy Van Zanowi i chce, aby odszedł. Jednak z czasem przekonuje się, że walka jest jedynym wyjściem. opis dystrybutora
To zdaje się efekt wpływu apokaliptycznej wizji świętego Jana. Wielki smok, pradawny wąż zwany diabłem i tak dalej strącony z nieba po przegranej z Chrystusem. A wraz z nim jego aniołowie – pewnie jako dodatek tylko. Może to taka dosłowna interpretacja. W końcu też koniec świata… chyba?
Chyba się pospieszyłem nieco. Obejrzałem ponownie, narrator wspomina, że były ukryte pod ziemią miliony lat. Ilość samców to już chyba paradoks logiczny. Jeden wydaje się naciągnięciem, ale też jest efektem wnioskowania. Jakże bowiem uratować świat przed setkami albo tysiącami takich niezniszczalnych stworów? Zresztą smoki same w sobie są jakieś nielogiczne. Film i tak mi się podobał. Pozdrawiam serdecznie.
Pozostałe
Dobry – wystawiłam mu 7/10. Podobała mi się kreacja jaką stworzył w tym filmie Matthew McConaughey. Sam pomysł na film – walki ludzi ze smokami – możnaby ciekawiej przedstawić. Zastanowiło mnie dlaczego był tylko 1 samiec. To znacznie uprościło zadanie ludziom…