Londyn, rok 2084. Dwunastoletni Quinn nieświadomie budzi z odwiecznego snu zionącego ogniem smoka. W ciągu 20 lat bestia i jej potomstwo niszczą niemal cały świat. Dorosły Quinn jest szefem straży pożarnej, odpowiedzialnym za walkę ze skutkami smoczego ataku. Przede wszystkim jednak próbuje utrzymać przy życiu małą społeczność ludzką, wiodącą nędzną egzystencję w ruinach starego zamczyska. Pewnego dnia zjawia się butny Amerykanin - Van Zan, który twierdzi, że zna sposób na pokonanie bestii i ocalenie rodzaju ludzkiego. Sposób, jaki Quinnowi nigdy nie przyszedłby do głowy. opis dystrybutora
To zdaje się efekt wpływu apokaliptycznej wizji świętego Jana. Wielki smok, pradawny wąż zwany diabłem i tak dalej strącony z nieba po przegranej z Chrystusem. A wraz z nim jego aniołowie – pewnie jako dodatek tylko. Może to taka dosłowna interpretacja. W końcu też koniec świata… chyba?
Chyba się pospieszyłem nieco. Obejrzałem ponownie, narrator wspomina, że były ukryte pod ziemią miliony lat. Ilość samców to już chyba paradoks logiczny. Jeden wydaje się naciągnięciem, ale też jest efektem wnioskowania. Jakże bowiem uratować świat przed setkami albo tysiącami takich niezniszczalnych stworów? Zresztą smoki same w sobie są jakieś nielogiczne. Film i tak mi się podobał. Pozdrawiam serdecznie.
Pozostałe
Dobry – wystawiłam mu 7/10. Podobała mi się kreacja jaką stworzył w tym filmie Matthew McConaughey. Sam pomysł na film – walki ludzi ze smokami – możnaby ciekawiej przedstawić. Zastanowiło mnie dlaczego był tylko 1 samiec. To znacznie uprościło zadanie ludziom…