Przyszedł na świat o szóstej rano, szóstego dnia szóstego miesiąca. Nadejście Armageddonu, ostatecznej i rozstrzygającej konfrontacji pomiędzy siłami dobra i zła, nastąpi, zgodnie z przepowiednią Apokalipsy, wraz z narodzinami syna Szatana - w ludzkiej postaci. Niezdolny do przekazania swojej żonie Katherine (Lee Remick) tragicznych wieści o ich dziecku, które urodziło się martwe, amerykański dyplomata Robert Thorn (Gregory Peck) uznaje za swojego syna sierotę, którego matka zmarła przy porodzie. Szczegóły narodzin chłopca pozostają tajemnicą. Kiedy Damien dorasta, staje się oczywiste, że nie jest on zwyczajnym dzieckiem. Gdy następują tajemnicze zgony i dziwne ostrzeżenia, Robert Thorn powoli staje się świadom odrażającego zła, czującego się za niewinną twarzyczką dziecka i znaczenia znamienia w kształcie liczby 666. Anonimowy
Gregory Peck i Harvey Stephens zagrali swoje role wyśmienicie. Jeden z najlepszych horrorów jakie oglądałem, mogę wymienić pięć powodów: idealne budowanie napięcia, niepokojąca i straszna muzyka Jerry’ego Goldsmitha, scena kiedy na księdza nadziewa się kawałek krzyża trafionego piorunem, wrzaski i opętania Damiena gdziekolwiek on się pojawia przez co wszystkie stworzenia zaczynają się jego bać oraz zabójstwo ojca i syna w kościele. Ten film uczy, że kościół nie jest grzeczniutką instytucją, jak to starają się nam wmawiać przez całe małoletnie lata. Szatanem jest sam człowiek i tylko nienawiść do świata może go całkowicie pojednać z Bogiem. Jeden z najlepszych horrorów, jakie kiedykolwiek powstały.
Pozostałe
"Omen" to jeden z nielicznych horrorów, który kiedy byłam młodsza, budził moje ogromne przerażenie (obok m.in. "Egzorcysty"). Świetnie poprowadzona fabuła. Diaboliczny plan coraz bardziej zaciskający się wokół bohaterów, zmierzający do tragicznego finału. Genialna muzyka z "Ave Satani" na czele. Jedna z najlepszych ról dziecięcych ever. Ten uśmieszek Damiena z końcówki – groza.