Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi 2017

Star Wars: The Last Jedi

Rebelia ostatkiem sił broni się przed atakami Najwyższego Porządku. W międzyczasie Rey odnajduje Luke'a Skywalkera, którego prosi o to, aby został jej nauczycielem i pokazał czym tak naprawdę jest Moc.

Reżyseria
Scenariusz
Aktorzy
, ,

W Kinie

Helios, Olsztyn, 09:45 (Dubbing) repertuar i rezerwacje biletów

Zwiastuny Zobacz wszystkie 9 zwiastunów

Zdjęcia Zobacz wszystkie 14 zdjęć

Obsada Zobacz pełną obsadę

Oscar Isaac
jako Poe Dameron
Mark Hamill
jako Luke Skywalker
Daisy Ridley
jako Rey
John Boyega
jako Finn
Adam Driver
jako Kylo Ren
Carrie Fisher
jako Leia
Domhnall Gleeson
jako Gen. Hux
Gwendoline Christie
jako Kpt. Phasma
Lupita Nyong'o
jako Maz Kanata
Andy Serkis
jako Snoke, naczelny lider
Anthony Daniels
jako C-3PO

Fabuła

Dodaj pierwszy opis

Gatunek
Przygodowy, Sci-Fi, Akcja
Słowa kluczowe
sequel, ósma część

Zobacz także

Szczegóły

Premiera
2017-12-14 (kino), 2017-12-09 (świat)
Dystrybutor
Disney
Wytwórnia
Lucasfilm
Walt Disney Studios Motion Pictures
Ram Bergman Productions
Kraj produkcji
USA
Inne tytuły
Star Wars: Episode VIII (USA) (tytuł roboczy)
Gwiezdne wojny. Część VIII - Ostatni Jedi (Polska) (tytuł pełny)
Star Wars: Episode VIII - The Last Jedi (tytuł międzynarodowy)
Wiek
od 7 lat
Czas trwania
152 minut

Wiadomości zobacz wszystkie 102 wiadomości

Recenzje

Pytania bez odpowiedzi i niespełnione obietnice 6
  • 2017-12-14
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Dzień, na który czekali wszyscy fani gwiezdnej sagi. Do polskich kin zawitała kolejna odsłona jednej z najbardziej rozpoznawalnych franczyz w historii kina – Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi. Rian Johnson zasiadł na naprawdę gorącym stołku po tym, jak poprzedni epizod nie do końca spełnił oczekiwania fanów. Wiele osób zarzucało superprodukcji zbyt nachalne czerpanie, wręcz rimejkowanie Nowej nadziei. Twórca znany z dosyć oryginalnych pomysłów i unikania przetartych schematów zdecydował się również zrobić to w uniwersum Star Wars. Niepotrzebnie.

Jeśli miałbym opisać jednym słowem film Gwiezdne wojny: Przebudzenie mocy, to wybrałbym wyraz "bezpieczny". Fabuła w poprzednim filmie była prosta, na tyle prosta, że można ją było streścić w góra dwóch zdaniach. J.J. Abrams skorzystał ze sprawdzonych składników – dał nam kilku nowych bohaterów budzących sympatię; zaprezentował nowy czarny charakter, który poprzez swój wygląd, głos, sposób bycia i potęgę miał stać się kimś na miarę Lorda Vadera; ponownie zaprosił nas do fantastycznego świata pełnego kosmicznych ras, statków i kolorowych planet; no i najważniejsze – poprzez pytania, które pozostały po jego filmie bez odpowiedzi, dał nadzieję na możliwość przeżycia wielkiej przygody. Pod wieloma względami ta przygoda została zakończona wraz z obejrzeniem filmu Johnsona.

Rebelia ostatkiem sił próbuje obronić się przed atakami Najwyższego Porządku. Generał Leia Organa i jej wierni kompani za wszelką cenę chcą przeżyć i pozostawić nutkę nadziei dla mieszkańców całej Galaktyki. Z kolei Rey przybywa na odległą planetę, gdzie ukrywa się Luke Skywalker. Dziewczyna chce, aby legendarny Jedi został jej nauczycielem i pokazał, czym tak naprawdę jest moc.

Jestem gotów zgodzić się ze stwierdzeniem krytykantów, że Gwiezdne wojny: Przebudzenie mocy były małym bałaganem, dlatego też przed Johnsonem postawiono trudne zadania posprzątania tego wszystkiego. Nikt jednak nie spodziewał się, że filmowiec zrobi to w tak radykalny sposób. Skutkiem jego bądź co bądź odważnych decyzji było udzielenie odpowiedzi, które pod żadnym pozorem nie są dla mnie satysfakcjonujące. Nie podoba mi się sposób, w jaki pokierowano wątek Snoke’a – postaci, która była zapowiadana, jako potężniejsza od Lorda Vadera i samego Imperatora. Jestem również rozczarowany odpowiedzią na pytanie, które było zadawane po premierze Przebudzenia mocy, chyba przez każdego fana sagi – Kim są rodzice Rey?

Najbardziej boli mnie jednak historia Luke’a Skywalkera i to, co zdecydował się zrobić z tą postacią Johnson. Nie chcę nazywać Luke’a paranoikiem, ale właśnie to słowo ciśnie mi się na usta, gdy pomyślę o dzisiejszym wcieleniu bohatera, którego zupełnie inaczej zapamiętałem. Ciężko pisać o tym wątku bez wdawania się w szczegóły, dlatego też nie będę się nad tym dłużej rozwodził. Po prostu musicie zobaczyć sami w jaką stronę postanowił pójść Johnson. Wiem, że są osoby i fani sagi, którzy to akceptują i chwalą reżysera za odwagę. Ja niestety się do nich nie zaliczam.

Nie podobało mi się również to, jak dużo humoru wprowadzono do tego świata w Ostatnim Jedi. Jasne, jest on potrzebny, ale w niektórych momentach było tego już po prostu za dużo. Były sytuacje, że nawet w trakcie dramatycznych scen, któryś z bohaterów musiał rzucić jakimś – nie zawsze – śmiesznym tekstem. O ile jestem przyzwyczajony do takich zabiegów przy okazji oglądania superprodukcji należących do Kinowego Uniwersum Marvela, tak przy Star Wars tego nie kupuję.

Ostatni Jedi podobnie, jak Przebudzenie mocy może pochwalić się fenomenalnymi elementami audio-wizualnymi. Dźwięk oraz efekty specjalne to prawdziwy majstersztyk – oglądanie pojedynków powietrznych, w których udział biorą TIE i X-Wingi to prawdziwa gratka, a finałowa sekwencja kręcona na boliwijskiej pustyni solnej spokojnie może kandydować do miana jednej z najładniej wyglądających scen roku. Fajne jest również to, że twórcy nie bali się używać efektów praktycznych i animatroniki. Dodam również, że zagorzali fani zapewne będą zadowoleni z powrotu pewnej kultowej postaci.

Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi to film, po którym czuję pewien niedosyt. Po kinowym seansie Przebudzenia mocy targały mną emocje, długo nie mogłem zapomnieć tego, co przed chwilą obejrzałem, miałem ciarki, chciałem jak najszybciej obejrzeć ten film jeszcze raz. Nawet przy okazji powtórki, którą zrobiłem sobie przed wyjściem do kina na Ostatniego Jedi, czułem lekki dreszczyk. Niestety nie mogę tego samego powiedzieć po dzisiejszej wizycie w kinie. I chyba to jest największym argumentem na to, że Rian Johnson nie spełnił nadziei, które w nim pokładałem. Doceniam za chęć wprowadzenia czegoś nowego, bycia odważnym i pokazania, że nie zawsze trzeba grać według pewnych zasad i korzystać ze sprawdzonych schematów. Niestety według mnie ta próba nie do końca się udała i Johnson stworzył widowisko pozbawione serducha.

1 z 1 osoba uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Czy wiesz, że?

Ciekawostka

Główne zdjęcia do filmu kręcono od 15 lutego do 22 lipca 2016 roku. zobacz więcej

Powiązane filmy Zobacz wszystkie 8 powiązanych

Komentarze 11

Avatar square 200x200

Wafel88 2017-12-18 4

Co to było? Masakra jakaś. Najgorsza część ze wszystkich. Kilka rzeczy było udane większość to jakaś kpina… Szkoda naprawdę.

lukas403 2017-12-13 5

Byłem, obejrzałem i jestem na NIE !!!
Pojeb..i doszczętnie ten film.

KlekajcieNarody 2018-01-08 5

No niestety chyba za bardzo przegadany, to już nie to samo, ale tego można się było spodziewać. Wizualnie oczywiście żadnych zarzutów, jednak cały seans nie wywołał u mnie żadnych emocji.

Redox 2017-12-14 8

8/10
Jeszcze więcej serca włożono tutaj aniżeli w "The Force Awakens". Doskonała mieszanka akcji, humoru i tego co najlepsze z uniwersum Gwiezdnych wojen. Nowe i stare postacie są tu tak dobrze zrobione, ich charaktery tak trafnie oddane i przedstawione, że czekanie na kolejny epizod będzie znowu ciężkim czasem. Postaci te po prostu się lubi, kibicuje im w przeciwieństwie do nowszej trylogii Lucasa.

Samo zakończenie filmu, ostatnie sekundy filmu są po prostu bajeczne.

Sebioslaw 2017-04-12

Filmu nie ma a już jakieś narwańce oceniają…

Zobacz wszystkie 6 odpowiedzi Ukryj odpowiedzi
tropical Sebioslaw 2017-05-05

@Sebioslaw moze trailer oceniaja

Sebioslaw tropical 2017-05-13

@tropical Coś kiepsko ten trailer oceniają, patrząc po powyższych notach ;-)

Urbino Sebioslaw 2017-05-13

Pewnie dlatego, bo krótki. :-P

Wafel88 Sebioslaw 2017-10-10 4

@Sebioslaw Jest już nowy… Oceny pójdą w górę :P

Simon_Says Wafel88 2017-10-21

@Wafel88 Hehe. Albo to po prostu szefowie konkurencyjnych wytwórni robią czarny PR;)

Simon_Says Simon_Says 2017-10-21

@Simon_Says ooo Albo to bracia Weinstein. Chodzą pewnie mega wkurwieni i tak dopiekają decydentom. Zawsze trochę pary spuszczą:P

Współtworzą