Statek kosmiczny na pokładzie którego znajduje się eskortowany do wiezienia groźny przestępca, rozbija się na nieznanej planecie. Z załogi przezywa tylko pilot Carolyn Fry (Radha Mitchell), z pasażerów - kilku podróżnych oraz więzień Riddick (Vin Diesel) i jego stróż Johns (Cole Hauser). Planeta wydaje się niezamieszkała, ale to tylko pozór. Opuszczone, porzucone w pośpiechu zabudowania i tunel wypełniony ludzkimi kośćmi dowodzą czego innego. Zapada noc, która tu trwa ponad 20 lat. Wraz z mrokiem budzą się krwiożerczy drapieżcy. Odpowiedzialna za swych pasażerów Carolyn musi podjąć decyzję, komu zaufać - nierozważnemu stróżowi prawa, czy jego podopiecznemu, na wpół oślepionemu, lecz znakomicie widzącemu w ciemnościach Riddickowi. opis dystrybutora
7/10 – Dobre horror s-f, który przy odrobinie większym zaangażowaniu twórców, mógłby być najlepszy w swoim gatunku.
Statek z kilkorgiem ludzi rozbija się na, jak się później okazuje, wymarłej planecie, gdzie, jak okazuje się jeszcze później, grasują niefajne stworki, pożerające wszystko i wszystkich. Dodatkowy fun jest taki, że stworki boją się światła, które je zabija. Ale, jak to w filmach, bohaterowie mają pecha i na planecie przypada właśnie potrójne zaćmienie słońca…
No właśnie, zaćmienie słońca. W tym szczególe kryje się siła, a zarazem słabość filmu. Początek jest znakomity, ze zgrabnie budowanym napięciem i dobrym rozpisaniem poszczególnych bohaterów, z Riddickiem na czele. Dodatkowym bodźcem, który wzbudza emocje, jest fakt, że wkrótce zrobi się ciemno i…No właśnie, do końca nie wiem, co to miało być. Sceny, które wywołują dreszczyk, przeplatane są z wyglądającymi na jakiś pastisz scenami, które przypominają, dramatyzmem i wykonaniem, jakiś tani filmik klasy b. Design potworów jest, jak dla mnie, bardziej śmieszny, niż straszny, a same starcia z nimi kompletnie pozbawione jaj, bardzo nijakie i praktycznie pozbawione jakiejkolwiek dawki napięcia.
Za to film nadrabia gęstym klimatem, zgrabnie budowanym przez pierwszą godzinę, głównie poprzez plenery (rozciągająca się wokół pustynia) i znakomitymi zdjęciami, które, poprzez prostą sztuczkę z nałożeniem różnokolorwych filtrów, w zależności od tego, które z trzech słońc aktualnie świeci, wywołują ogromnie poztywne wrażenie. No i w żadnym horrorze od czasów "Coś" nie było tak charyzmatycznego bohatera, jak ten kreowany przez Vina Diesela, który jest po prostu urodzony do tej roli (nie sądziłem, że kiedykolwiek będe pisał pochlebnie na temat aktorstwa tego pana). Riddick rządzi!
Zimne spojrzenie – Film nie jest arcydziełem jednak wykonanie stoi na przyzwoitym poziomie. Rozwój akcji nie jest oryginalny i nie wnosi nic nowego do kanonu filmów science-fiction. Natomiast umiejscowienie fabuły jest nawet dość ciekawe, pusta planeta ze śladami osadnictwa, no i nadchodząca noc …
Najmocniejszym elementem filmu jest jednak kreacja Vin Diesla jako Riddicka, bezwzględnego, zimnego mordercy, który jednak wzbudza naszą sympatię od początku filmu, podobać się też może jego perfekcja jako łowcy. Radha Mitchell też zagrała w tym filmie dobrą rolę, cóż reszta obsady niczym się nie wyróżnia i jakoś szybko się o nich zapomina, a w pamięci pozostaje tylko Riddick samotnik, morderca, o którym właściwie, tak naprawdę niewiele wiemy …
Pozostałe
Muszę stwierdzić, że ze wszystkich filmów dotyczących Riddicka, ten jest zdecydowanie najlepszy. Ma wyjątkowy klimat, co powoduje, że jak gdzieś leci, to nie odpuszczę.