Irak, rok 2003. Shane Gulliver i Mark Tate to dwaj młodzi żołnierze armii brytyjskiej. Gdy kapitan ich oddziału ginie podczas patrolu od wybuchu przydrożnej bomby, żołnierze zaczynają przetrząsać okolice w poszukiwaniu sprawców zamachu. Gniew i strach powodują, że ich zachowanie zaczyna wymykać się spod kontroli... Do Anglii wracają z bagażem dramatycznych wspomnień oraz zdjęciami jeńców w charakterze pamiątek. Kiedy mroczne tajemnice wyjdą na jaw, będą musieli po raz kolejny stawić czoła swoim lękom i koszmarom.
Hudson Milbank (Matthew Perry), odnoszący sukcesy hollywoodzki scenarzysta, zapada na ostry zespół depersonalizacji, czyli - mówiąc po ludzku – odbija mu. Przestaje odczuwać jakiekolwiek emocje, popada w psychiczne odrętwienie. Całe dnie spędza na oglądaniu telewizyjnych relacji z turniejów golfowych. Chcąc chociaż odrobinę podnieść poziom adrenaliny, okrada sklepy. Do tego dochodzi głęboka niechęć do własnej matki i nieumiejętność wytrwania w jakimkolwiek związku. Kolejni psychiatrzy ponoszą porażkę w walce z tym zestawem dolegliwości, nie pomaga też łykanie pokaźnej ilości tabletek. Sytuacja wygląda na beznadziejną. Aż do czasu, kiedy pojawia się Ona. Sara. Nadzieja na ratunek.
Chcąc spełnić marzenie ojca, nastolatek z Brooklynu Izzy Daniels (Corbin Bleu, High School Musical) trenuje, by zostać mistrzem boksu. Zaintrygowany postawą i innowacyjnymi ruchami, które pokazała mu sąsiadka Mary (Keke Palmer), chłopak decyduje się dołączyć, jako czwarta osoba w drużynie, do niezwykłego konkursu skakania na linie Double Dutch. Ujawniając swoje zdolności i prawdziwe powołanie, Izzy odkrywa, że najważniejsze w życiu jest podążanie za głosem serca. Nie wszyscy jednak popierają jego nową pasję...
Filmu "Do ciebie, człowieku" nie da się streścić ani opowiedzieć. Trzeba go obejrzeć. Zobaczyć staruszka poruszającego się za pomocą balkonika, który ciągnie za sobą skrępowanego smyczą psa. Zobaczyć, jak nikogo wokół to nie dziwi. Smutne? Tak. Komiczne? Bardzo. Takich scen jest wiele. Bo "Do ciebie, człowieku" jest specyficznym, brawurowo pomyślanym rejestrem przeróżnych stron ludzkiej egzystencji, ilustracją starego skandynawskiego przysłowia: „Człowiek jest radością dla drugiego człowieka, ale też może być źródłem bólu”. Burząc przyzwyczajenia widza, odchodząc od chronologii i spoglądania na rzeczywistość jako ciąg przyczyn prowadzących do określonych skutków Andersson uzyskał przejmujący efekt – wrażenie, że oglądamy własne życie, nad którym ktoś z uwagą się pochylił.
Siergiej Masłow, lekarz-anestezjolog i życiowy nieudacznik, otrzymuje intratną propozycję odwiedzenia w domu starego, prawie już zapomnianego aktora, Władimira Żurawliewa. Żurawliew przy pierwszym spotkaniu wydaje się być dość kapryśnym i nieprzyjemnym staruszkiem, ale wkrótce między nim a Masłowem zawiązuje się nić porozumienia. Pewnego dnia aktor składa lekarzowi osobliwą propozycję: Siergiej pomoże mu w godny sposób odejść z tego świata, a jako zapłatę otrzyma oryginalny obraz Ilii Repina, za który będzie mógł sobie kupić nowe mieszkanie.
Tytułowy braciszek to autentyczna postać Alojzego Kosiby, franciszkanina. W filmie nie są ukazane cuda, ale życie w zgodzie z otaczającą naturą, pomoc udzielana bliźnim. Braciszka poznajemy w ostatnich dniach jego życia, kiedy postanawia odejść i swoim poświęceniem odkupić życie innego mężczyzny.
Marie to prawdziwe objawienie pływania akrobatycznego (synchronicznego). Dziewczyna jest wręcz obsesyjnie związana z tą specyficzną dyscypliną sportową. Obok niej żyje Floriane, również prawdziwa mistrzyni basenu, na której horyzoncie pojawia się jeszcze bardziej przerażająca obsesja. Wszystko zmienia miłość, która pojawia się w życiu dziewcząt.
Maya (Rosario Dawson) zostaje zgwałcona przez jednego ze swoich kolegów ze studiów. Próbując zapomnieć o swoim nieszczęściu zabawia się wieczorami na jednej z dyskotek. Pewnego dnia jednak spotyka swojego oprawcę ale tym razem nie pozwoli mu tak po prostu odejść...
Prawdziwa historia prezentera radiowego Ralpha Waldo „Peteya” Greene'a Juniora, który w połowie lat 60. w Waszyngtonie połączył w swoich audycjach muzykę soul z komentarzami mającymi zwiększyć świadomość społeczną Afroamerykanów. „Petey” szybko stał się ikoną radia, łącząc zjadliwy humor ze szczerością i bezpośredniością, ale i wywołując protesty i kontrowersje.