Zabójcze maszyny 2018

Mortal Engines

W postapokaliptycznym świecie, gdzie miasta są mobilne i walczą ze sobą o zasoby, aspirujący do wyższych sfer Tom zapobiega zabójstwu przywódcy Londynu. Jednak gdy uratowany pozbywa się swego wybawcy, ten zawiera sojusz z niedoszłą zabójczynią, żądną zemsty Hester.

Reżyseria
Scenariusz
,
Aktorzy
, ,

Zwiastuny Zobacz wszystkie 3 zwiastuny

Zdjęcia Zobacz wszystkie 28 zdjęć

Obsada Zobacz pełną obsadę

Hera Hilmar
jako Hester Shaw
Hugo Weaving
jako Thaddeus Valentine
Jihae
jako Anna Fang
Robert Sheehan
jako Tom Natsworthy
Stephen Lang
jako Shrike
Leila George
jako Katherine Valentine
Frankie Adams
jako Yasmina
Caren Pistorius
jako Pandora Shaw
Andrew Lees
jako Herbert Melliphant
Colin Salmon
jako Chudleigh Pomeroy
Patrick Malahide
jako Magnus Crome
Ronan Raftery
jako Bevis Pod

Fabuła

Cywilizacja człowieka została zniszczona przez kataklizm. Tysiące lat potem ludzkość dostosowała się do nowych warunków. Gigantyczne miasta przemieszczają się po Ziemi, niszcząc mniejsze metropolie. Tom Natsworthy (Robert Sheehan), pochodzący z przedmieść miasta trakcyjnego – Londynu, walczy o przetrwanie. Na swojej drodze spotyka niebezpieczną uciekinierkę Hester Shaw (Hera Hilmar). Dwa przeciwieństwa, których drogi nigdy nie powinny były się przeciąć, tworzą nieprawdopodobny sojusz. Sojusz, który ma zmienić bieg przyszłości. opis dystrybutora

Gatunek
Sci-Fi, Akcja, Przygodowy, Thriller
Słowa kluczowe
robot, krew, zemsta, więzienie zobacz więcej

Zobacz także

Szczegóły

Premiera
2018-12-07 (kino), 2018-12-05 (świat), 2019-04-11 (dvd)
Dystrybutor
UIP - United International Pictures
Wytwórnia
Media Rights Capital (MRC)
Universal Pictures
WingNut Films
Kraj produkcji
Nowa Zelandia, USA
Wiek
od 13 lat
Czas trwania
128 minut
Budżet
100 000 000 USD

Wiadomości zobacz wszystkie 3 wiadomości

Recenzje

Na szczęście „Zabójcze maszyny” nie są kinematograficznym kołem tortur, jak można przeczytać w wielu recenzjach. 6
  • 2018-12-17
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Peter Jackson pisze kolejny przewodnik, z pomocą którego widz może eksplorować nowy eskapistyczny świat. Scenarzysta wywiązał się z zadania, niestety, nie można tego powiedzieć o reżyserze oraz części obsady. Chociaż warunki były bardziej niż dogodne, twórcom nie udało się poprowadzić intrygującej historii. Ta zbacza w pewnym momencie w rejony klasycznego SF z szalonym despotą oraz nastolatkami od zbawiania świata. Całość satysfakcjonuje, choć dało się lepiej.

Zabójcze maszyny odpierają właśnie zmasowany atak krytyki, co szczerze mnie frasuje. Raz, że w powszechnej opinii blockbustery zaczynają funkcjonować jako obiekt do wieszania psów. Faktycznie, tegoroczny sezon nie był zbyt satysfakcjonujący: po udanych odsłonach Marvela widzowie otrzymali Deadpoola 2, Jurassic World: Upadłe królestwo, Hana Solo i masę innych widowisk wysokobudżetowych, których tytuły wyparowały z mojej głowy wraz z opuszczeniem sali kinowej. Wydaje się jednak, że Zabójcze maszyny niemal z marszu wpisane zostały w obowiązującą narrację. Dwa: tytuł bez wątpienia wyróżnia się na tle innych widowisk o nastolatkach na drodze do wielkiej rewolucji. Zabójcze maszyny roznoszą w pył – osadzone w podobnej estetyce – Mroczne umysły albo Playera One, które również gościły na ekranach kin w 2018 roku.

Czym Zabójcze maszyny przypadły mi do gustu? Przede wszystkim ekspozycją świata przedstawionego. Pierwsze sceny widowiska prezentują steampunkową rzeczywistość wędrujących maszyn-miast na czterech kołach. Nie przesłyszeliście się: olbrzymie miasta po Wojnie Totalnej przemienione zostają w monumentalne osady dla ludzi. Punkt wyjściowy stanowi definitywnie najsłabsze ogniwo łańcucha fabularnego, zwłaszcza jeśli zauważy się, o ile oszczędniejszy byłby osiadły tryb życia. Z drugiej strony w przypadku innego filmu Jacksona można narzekać, że cała podróż z Pierścieniem do Mordoru była irracjonalna, gdyż hobbitów w każdej chwili mogły przerzucić tam Orły. Twórca często zostawia w swoich scenariuszach czytelną lukę, która dekonstruuje sensowność świata przedstawionego. Pozostaje jednak cieszyć się, jak efektownie wypadły na dużym ekranie wędrujące konstrukcje, obite w brudną, zardzewiałą stal.

Twórcy z marszu szkicują detale przedstawionej rzeczywistości: wieszają plakaty na dalszym planie, odwołujące się do mód świata, który przeminął; innym razem powierzchownie eksponują nowo powstałe religie. W ten sposób widz potrafi uwierzyć w świat przedstawiony. Immersja stopniowo nurza go coraz głębiej w prezentowanych technologiach oraz lokacjach z odległej (choć na swój sposób pierwotnej) przyszłości. Całości pomaga posługiwanie się nowomową oraz nawiązania do historycznych wydarzeń i geograficznych krain świata przedstawionego.

Niestety, scenariusz Petera Jacksona oraz dwóch współscenarzystek, Philippy Boyens i Fran Walsh, trafił do rąk debiutującego reżysera. Bez dwóch zdań Christian Rivers wie, jak zrealizować sceny akcji, zwłaszcza kiedy może odwołać się do najpopularniejszych blockbusterów – w Zabójczych maszynach bez problemu można zauważyć nawiązania m.in. do „Gwiezdnych wojen” (każda scena rozgrywająca się w kokpicie wielkich pojazdów i znaczna część zwrotów fabularnych – z drzewem genealogicznym protagonistów na czele), Frankensteina (romantyczna postać Zmartwychwstałego) oraz Mad Maxa (steampunk na drodze gniewu). Gorzej, kiedy twórca z monumentalnych scen przeładowanych efektami specjalnymi stara się stworzyć spójną narrację. Droga bohaterów prowadzi przez banał w dojmującą kalkę. Antagonista jest zły z wyboru, a jedynymi osobami w świecie przedstawionym, które mogą rozbić trybiki maszyny wojny, są dzieci, najwyżej: nastolatkowie. Ich podróż w świecie jutra posiada znamiona zmarnowanego potencjału, zwłaszcza kiedy postapokaliptyczna odyseja zamienia się w wyblakłą drogę krzyżową od jednej lokacji do drugiej. Chociaż pierwsza część filmu posiada znakomitą ekspozycję, każda kolejne miejsce traci na wiarygodności – miasto w chmurach jest nakreślone pokrótce, jakby scenarzystom w trakcie pisania miał uciec autobus. Największym problemem Zabójczych maszynach pozostają jednak postacie.

Lokalny Harry Potter i Hermiona to zmanieryzowane klisze kina dla nastolatków, wysączone z kropli charakteru czy grama charyzmy. On jest delikatnym idealistą nieskalanym krztą zadziorności – pupilek systemu na drodze do zostania Hanem Solo, który momentami wręcz drażni swoją nieporadnością; ona: „edgy girl” z bliznami i bolesną przeszłością wydaje się na tyle ciekawa, że w pewnym momencie przejmuje pałeczkę głównego bohatera filmu. Dziewczyna zyskuje sympatię widzów za sprawą genezy – twórcy szkicują jej relacje z matką oraz drapieżnym cyborgiem (w przeciwieństwie do Toma, którego płaskość jest niemal przytłaczająca). Tyle nie wystarcza, by móc im szczerze kibicować. Bardzo przeźroczyste postacie zaczynają się błąkać – niczym duchy – po wyrazistym świecie jutra, grzęznąć w natłoku dynamicznych scen. Widz nie jest w stanie utożsamić się z duetem głównych bohaterów, co za tym idzie: dziękuje twórcom, że chociaż scenograficznie całość wygląda świetnie. Inaczej niż w Mrocznych umysłach, franczyzie „Niezgodnej” czy Dawcy pamięci, gdzie puste postacie szły w parze z równie opustoszałą artystycznie szatą wizualną.

Przede wszystkim Zabójcze maszyny stanowią świetny przykład na to, jak łączyć ze sobą praktyczne efekty specjalne z CGI. Elementy miejskiej infrastruktury zbudowane są w studiu, wzmacniając wiarygodność kolejnych lokacji. Z drugiej strony wizja monumentalnych maszyn-miast, emocjonujące pościgi czy sceny batalistyczne składają się na satysfakcjonujące efekty komputerowe.

Całokształt wzbogacony zostaje wyraźnym przesłaniem politycznym – lokalny despota porusza się miastem Londyn, a jego największym marzeniem jest zniszczyć osiadłą osadę na Wschodzie. Prosta i dość uniwersalna symbolika pozwala rozliczyć się z działań zbrojnych Amerykanów w Wietnamie, Afganistanie oraz Iraku. Z drugiej strony jej metaforyczny charakter można wiązać ze współczesną areną polityczną Stanów Zjednoczonych, ale też całego Zachodu względem uchodźców z przeciwnej strony ziemskiego globu.

Zabójcze maszyny posiadają kilka ziaren piasku w działających trybach. Przez nie konstrukcja trzeszczy i zacina się. Podobne produkcje o dystopii i nastolatkach często mogą utknąć w zębach widzów i krytyków. Na szczęście tym razem film zostaje w oczach – w warstwie wizualnej nie ma sobie równych wśród tegorocznych premier kina wysokobudżetowego. Szkoda zatem, że tak ciekawy świat wypełniony został kompilacją motywów z wieloletniej tradycji blockbusterów – ani grama tutaj finezji i oryginalności. Gwiezdne wojny lądują na ziemi, dowodzone przez grupę małolatów – lokalny imperator wspomina czasy Matrixa, a pozorna „czaderskość” nie idzie w parze z tokiem narracji. Na szczęście Zabójcze maszyny nie są kinematograficznym kołem tortur, jak można przeczytać w wielu recenzjach.

1 z 2 osoby uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Czy wiesz, że?

Ciekawostka

Główne zdjęcia rozpoczęły się w kwietniu 2017 roku w Wellington w Nowej Zelandii. Ukończono je w lipcu tego samego roku. zobacz więcej

Wpadka

Hester i Tom zostają uratowani przez starszą parę i dzielą niewielki pokój. Hester, leżąc na plecach, dzieli się smutną historią życia. Łza spływa po jej policzku, ale biorąc pod uwagę jej pozycję poziomą, w której się znajduje, nie jest to możliwe. Łza powinna przetoczyć się po jej twarzy. zobacz więcej

Komentarze 5

ZSGifMan 2019-01-09 5

Wykonanie i efekty super, sam pomysł też dobry, tylko jakoś coś nie wyszło tak super jak powinno, jakiś chaos w tej fabule czy co.

Asmodeusz ZSGifMan 2019-02-17 5

@ZSGifMan tu się zgodzę ciekawy pomysł na film jednak jego wykonanie jakoś nie specjalne a najciekawszą postacią jest android, którego wątek naprawdę przyciąga, ogólnie 6/10

pajki_filmaniak 2018-12-16 7

dobre efekty lecz brakowało mi kogoś takiego … no konkretnego aktora który by bardziej uatrakcyjnił film a tak jest średniawo

Przemopgx 2018-12-12 10

Naprawdę świetny film. Gorąco Polecam!!!

Storm81 2018-11-26

Zapowiada się ciekawie

Współtworzą