Coś 1982

The Thing

Pośrodku bezwzględnej Antarktydy, grupa naukowców musi stawić czoła przybyszowi z innej planety, potrafiącemu skopiować dowolny organizm.

Reżyseria
Scenariusz
Aktorzy
, ,

Zwiastuny Zobacz wszystkie 1 zwiastun

Zdjęcia Zobacz wszystkie 80 zdjęć

Obsada Zobacz pełną obsadę

Kurt Russell
jako R.J. MacReady
Wilford Brimley
jako Dr Blair
T.K. Carter
jako Nauls
David Clennon
jako Palmer
Thomas G. Waites
jako Windows
Keith David
jako Childs
Peter Maloney
jako George Bennings
Charles Hallahan
jako Vance Norris
Donald Moffat
jako Garry
Richard Masur
jako Clark
Joel Polis
jako Fuchs
Larry J. Franco
jako Jan Bolen

Fabuła

Do stacji badawczej na Antarktydzie trafia dziwna, pozaziemska istota. Potrafi ona wniknąć w ciało człowieka lub zwierzęcia i przejąć kontrolę nad swoim nosicielem. Ludzie, którzy początkowo mieli wykonać tylko zwykłe badania, muszą teraz stoczyć walkę z nieznaną im cywilizacją. Anonimowy

Gatunek
Horror, Sci-Fi
Słowa kluczowe
krew, morderstwo, obcy, naukowiec zobacz więcej

Zobacz także

Szczegóły

Premiera
1982-06-25 (świat), 2004-10-27 (dvd)
Wytwórnia
Universal Pictures
Turman-Foster Company
Kraj produkcji
USA
Inne tytuły
Rzecz (Polska)
John Carpenter's The Thing (USA) (tytuł pełny)
Wiek
od 18 lat
Czas trwania
109 minut
Budżet
15 000 000 USD

Wiadomości zobacz wszystkie 11 wiadomości

Recenzje

Siedemdziesiąt procent Carpentera 9
  • 2009-08-27
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

John Carpenter podarował nam coś naprawdę wspaniałego. Ja, prawdę mówiąc, nie przepadam za horrorami, chyba tylko za tymi naprawdę klasycznymi, takimi jak "Drakula", "Noc żywych trupów" czy, bezwzględnie najlepsze z tego grona, "Lśnienie". Recenzowany przeze mnie film zalicza się do tych klasyków. Przebija nawet swoim kunsztem dzieło George'a Romero, wymienione wyżej. Podam może kilka przykładów, dlaczego tak się stało. A więc:

Fabuła. W przypadku horroru ten aspekt filmu często zawodzi widza. Scenariusz jest do bólu przewidywalny, postacie jakieś niewiarygodne, a sama akcja, choć jest obecna, w połowie seansu siada i obraz zaczyna nas niemiłosiernie nudzić. W "Coś" lekko niemrawy jest tylko początek, jednak ja ze swojego doświadczenia z produkcjami Carpentera wiem, że ten początek ma na celu jedynie uśpienie widza, by w końcu zaskoczyć go czymś niesamowitym. W tym przypadku nie jest inaczej. Niby atmosfera w bazie nie jest napięta, ale znikąd pojawia się dziwny pies, który przerywa tę sielankę, która właśnie w tym momencie zaczyna widza nużyć. Wszystko jest zrobione z niesamowitym wręcz wyczuciem. Efekty specjalne są bez zarzutu, w niektórych scenach nawet wyróżniają się spośród innych. Spece od techniki odwalili kawał dobrej roboty. Wracając do fabuły, po zmutowaniu psa w odrażającego kosmitę, nasi bohaterowie orientują się, że coś może im grozić. Szczególnie bojaźliwy jest jeden z członków ekipy, który w swoich obliczeniach odkrywa przykrą prawdę. Postanawia wtedy wyeliminować nie tylko tajemniczego przybysza z kosmosu, ale i swoich kolegów, którzy, być może, są już zainfekowani przez obcy organizm. Atmosfera bardzo się zagęszcza, nikt nikomu nie ufa, każdy się boi. Ten strach jest pokazany przez aktorów bardzo wiarygodnie, a dobra rola w horrorze jest spotykana rzadko. Narracja jest prowadzona dość leniwie, co ma na celu stopniowe denerwowanie widza. Nie wiem jak Wy, ale ja denerwowałem się przez cały seans. Więc chyba cel reżysera został osiągnięty. Kurt Russell po raz kolejny udowadnia, że w filmach Carpentera zawsze tworzy dobre kreację. Pierwsza była w "Ucieczce z Nowego Jorku". Snake Plissken w jego wykonaniu powalał widza na kolana swoim wyluzowaniem i błyskotliwym, czarnym humorem. W "Coś", grany przez niego R.J MacReady jest postacią podobną, ale jednak diametralnie się różnią. R.J zmaga się z alkoholizmem, jest pogrążony w ponurych myślach, ma mały kontakt z pozostałymi członkami załogi. Mimo tego, od początku wzbudza w nas pewien respekt. Reżyser filmu tworzy atmosferę odizolowania, jego bohaterowie są jacyś nieprzystępni, niby zawsze wyluzowani, ale jednak..."Coś" z pewnością jest jednym z lepszych horrorów w historii kina. Jak już mówiłem, przebija ten obraz jedynie kilka tytułów. To w siedemdziesięciu procentach zasługa Carpentera, w dwudziestu scenariusza, a dziesięcioma procentami podzielili się Kurt Russell i kompozytor znakomitej muzyki, Ennio Morricone. Gorąco polecam tą produkcję, nie tylko fanom horroru.

2 z 4 osoby uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Czy wiesz, że?

Ciekawostka

Nick Nolte oraz Jeff Bridges zrezygnowali z roli MacReadyego. zobacz więcej

Powiązane filmy Zobacz wszystkie 2 powiązane

Komentarze 24

niebieski_joe 2013-01-09 8

To się nazywa prawdziwy horror – niebywały klimat. Bez zbytniego epatowania okrucieństwem i krwią i prób straszenia na siłę. Klasyk gatunku

Adrenochrom 2018-04-17 10

Jak dla mnie najlepszy horror SF w historii kina. Arcydzieło Carpentera posiada niesamowity, niepowtarzalny klimat zaszczucia, osaczenia i paranoi oraz genialne efekty specjalne i muzykę.

Rrouge 2015-10-28 8

genialny klasyk gatunku, niezwykły klimat, napięcie, atmosfera, fenomenalna muzyka i sceneria i obsada też dobra, a sam wygląd "Cosia" jest odrażający.

JakubWyklety 2014-03-16 9

Wróciłem do filmu a propos opowiadania "the Things" P. Wattsa, w którym cała akcja opisana jest z perspektywy Rzeczy.

simonperch 2012-10-25 4

Legenda głosi że film posiada niesamowity klimat, powiedziałbym że przeciętny. Postacie jakieś dziwne(opanowane jak gdyby nigdy nic) Pełny jakiś głupot. EfSp +

Współtworzą