Człowiek, który zabił Don Kichota 2018

The Man Who Killed Don Quixote

Zblazowany pracownik agencji reklamowej zostaje wysłany służbowo do małej, hiszpańskiej wioski. Jeden z jej mieszkańców żyje w przekonaniu, że jest Don Kichotem. Tych dwóch wkrótce połączy seria zwariowanych przygód, które jednemu z nich pozwolą przewartościować swoje życie, a drugiemu zrealizować pozornie nierealne marzenia.

Reżyseria
Scenariusz
,
Aktorzy
, ,

W Kinie

Helios, Lubin, 18:30 (Napisy) repertuar i rezerwacje biletów

Zwiastuny Zobacz wszystkie 2 zwiastuny

Zdjęcia Zobacz wszystkie 26 zdjęć

Obsada Zobacz pełną obsadę

Jonathan Pryce
jako Don Kichot
Adam Driver
jako Toby
Olga Kurylenko
jako Jacqui
Joana Ribeiro
jako Angelica
Jason Watkins
jako Rupert
Jordi Mollà
jako Alexei Miiskin
Óscar Jaenada
jako Cygan
Sergi López
jako Farmer
Rossy de Palma
jako Żona farmera
Eva Basteiro-Bertoli
jako Dorothea, księżniczka Micomicona
Paloma Bloyd
jako Melissa

Fabuła

Zblazowany pracownik agencji reklamowej zostaje wysłany służbowo do małej, hiszpańskiej wioski. Jeden z jej mieszkańców żyje w przekonaniu, że jest Don Kichotem. Tych dwóch wkrótce połączy seria zwariowanych przygód, które jednemu z nich pozwolą przewartościować swoje życie, a drugiemu zrealizować pozornie nierealne marzenia. opis dystrybutora

Gatunek
Przygodowy, Komedia, Fantasy
Słowa kluczowe
na podstawie powieści, podróż w czasie, don kichot

Zobacz także

Szczegóły

Premiera
2018-08-10 (kino), 2018-05-19 (świat)
Dystrybutor
Gutek Film
Wytwórnia
Alacran Pictures
Recorded Picture Company (RPC) (współpraca produkcyjna)
Tornasol Films zobacz więcej
Kraj produkcji
Hiszpania, Wielka Brytania, Francja, Portugalia, Belgia
Inne tytuły
L'homme qui tua Don Quichotte (Francja)
El hombre que mató a Don Quijote (Hiszpania)
Czas trwania
132 minut
Budżet
17 000 000 EUR

Wiadomości zobacz wszystkie 7 wiadomości

Recenzje

Wielka wyobraźnia, wielkie nieprzypilnowanie jej ze strony artysty. Niezgrabna próba pokazania rywalizacji fantazji z realizmem, cyrk nie podlatuje do góry. Don Kicha. 5

Wielka fantazja i wyobraźnia łączy się z ryzykiem o podobnych rozmiarach. To widać w przypadku brawury twórczej Terry'ego Gilliama. Jego twórczość rozbita pomiędzy apokaliptyczną, alternatywną wizją świata, a plecionką absurdalnego humoru i totalnego nieposłuszeństwa narracyjnego, wymaga ogromnego samokrytycyzmu i wielkiej sztuki niezdekoncentrowania się. Niestety w przypadku Człowieka, który zabił Don Kichota nie udało się tego uzyskać – mamy szamotaninę pomysłów i finalnie niezgrabny film o wątłej granicy między rzeczywistością, a fikcją twórczą z próbami autotematycznej i zdystansowanej historii filmu w filmie.

Toby jest zdolnym, ambitnym twórcą, który miał tworzyć prawdziwe kino, ale ostatecznie zajmuje się robieniem kolejnej reklamy. Nie widać w nim zaangażowania, żadnej wiary w artystyczną przygodę, ma świadomość jakimi podrobami się zajmuje. Co z tego, że ma własnego masażystę, wszyscy wychwalają jego wyobraźnię i talent. Jest znudzony i poirytowany. Pewnego dnia, kiedy niezainteresowany rozmowami przesiaduje z ludźmi z branży (bo tak trzeba), przypadkowo wpada mu w ręce płyta z jego pierwszym filmem zrobionym jeszcze w szkole filmowej, kiedy to czuł, że może kinem zmieniać świat. Adekwatnym do fabuły filmu będzie określenie jego stanu z tamtych lat – donkiszoteria. Nakręcił wtedy swój debiut w tym samym miejscu, w którym jest obecnie, czyli w Hiszpanii. Był to film na podstawie literatury Miguela de Cervantesa, Don Kichot. Toby szukał naturalizmu, wiedziony intuicją młodej i żarliwej duszy nakręcił film z malutkim budżetem, gdzie aktorami byli mieszkańcy miasteczka. Po obejrzeniu płyty wraca w te rejony i okazuje się, że jego film zmienił życie części jego bohaterów nieodwracalnie, a jeden z nich, który grał wtedy Don Kichota, dalej się za niego uważa. Toby od tego spotkania po latach nie będzie mógł narzekać na nudę w swoim życiu.

To mogłaby być naprawdę widowiskowa historia, gdzie niemalże jak w literaturze, z której czerpie film, tak i na ekranie obejrzymy walkę wyobraźni z realizmem. I jest ona obecna, ale w tak nierównej i nieprzekonującej formie, że nie dajemy się wchłonąć w ten świat, tak jak Toby w XVII-wieczną La Manchę. To jednak porażka filmowa w innym charakterze, kiedy ma się świadomość do jakich kaskaderów należy reżyser. Za dużo pomysłów, za mało energii na ich realizacje kończy się "scenami klonami", a Adam Driver oczywiście doskonale szarżujący, przy którymś już z rzędu regularnym zdziwieniu abstrakcją sytuacji, w której się znalazł, podkreśla tylko wielką chęć czarowania, ale nieudaną z powodu braków w baku. Żarty się zapętlają, a wszystko wydaje się być tak tekturowe, że nie czujemy tego pięknego szaleństwa i obłędu jaki towarzyszy bohaterom i wydarzeniom. Jest dynamicznie, ale finalnie nudno, gdyż wszystkie próby zastosowania irracjonalizmu ze świata Monthy Pythona też są albo zachowawcze, albo po prostu nieskutecznie. Cyrk nie podlatuje do góry.

Autotematyzm, mruganie okiem w stronę środowiska filmowego, jego zepsucia, rozpasania, rozpusty i symulanctwa na przykładzie reklamy jako tworzenia wielkiej sztuki (a są tu tylko wielkie pieniądze), też się nie przebija prócz kilku witalnych epizodów. Wydaje się, że Gilliam dość filuternie próbuje wysłać sygnał, że może w powstaniu dzieła mogą przeszkodzić wielkie absurdy, jeszcze większe, niż w jego osobistym przypadku. To akurat ciekawy trop rzucony widzowi. Tylko, że reżyser sam nie umie podążać nimi i się permanentnie gubi. Przerysowanie jako jego znak firmowy też wypada blado.

Dosyć smętne oblicza będzie miał widz, a przede wszystkim entuzjasta nieprzewidywalnego Gilliama po projekcji. No niestety, Don Kicha.

Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Czy wiesz, że?

Ciekawostka

Zdaniem niektórych, to dzieło przeklęte, a przynajmniej pechowe. Kiedy produkcja zaczęła się w sierpniu 2000 r. ciągłe powodzie kilkukrotnie zniszczyły plan filmowy, latające nad głową myśliwce NATO zrujnowały zapis ścieżki audio, a na dokładkę Jean Rochefort nabawił się infekcji prostaty. Ostatecznie w listopadzie 2000 roku produkcja została anulowana. zobacz więcej

Komentarze 1

JakubWyklety 2018-05-06

Boję się, straciłem zaufanie do Gilliama niestety. Zwiastun wygląda bardzo staroszkolnie i przasnie, już chyba wolę ten pełen odlot z The Zero Theorem.

Współtworzą