X-Men: Apocalypse 2016

Apocalypse, najpotężniejszy mutant, zagraża planecie. Profesor X wraz z grupką młodych X-Menów postanawia go zgładzić.

Reżyseria
Aktorzy
, ,

Zwiastuny Zobacz wszystkie 8 zwiastunów

Zdjęcia Zobacz wszystkie 66 zdjęć

Obsada Zobacz pełną obsadę

James McAvoy
jako Prof. Charles Xavier
Michael Fassbender
jako Erik Lensherr
Jennifer Lawrence
jako Mystique
Nicholas Hoult
jako Bestia
Oscar Isaac
jako Apocalypse
Rose Byrne
jako Moira MacTaggert
Evan Peters
jako Peter Maximoff
Josh Helman
jako Płk William Stryker
Sophie Turner
jako Jean Grey
Tye Sheridan
jako Cyclops
Lucas Till
jako Alex Summers
Kodi Smit-McPhee
jako Kurt Wagner

Fabuła

Od początku trwania cywilizacji, był wielbiony niczym bóg. Apocalypse, pierwszy i najpotężniejszy mutant w uniwersum X-Men, przejmował moce wielu innych mutantów, stając się nieśmiertelnym i niezwyciężonym. Po przebudzeniu po tysiącach lat, jest rozczarowany światem, który zastał, więc postanawia z rekrutować drużynę potężnych mutantów – Wśród nich jest Magneto – aby oczyścić i stworzyć nowy świat, którym będzie władał. Los całej planety jest na szali. Raven z pomocą Profesora X musi poprowadzić drużynę młodych X-Menów do pokonania niesamowitego nemezis i zatrzymać zbliżającą się katastrofę. Movieman

Gatunek
Sci-Fi, Akcja, Przygodowy
Słowa kluczowe
lata 80., dobro kontra zło, mutant, na podstawie komiksu zobacz więcej

Zobacz także

Szczegóły

Premiera
2016-05-20 (kino), 2016-05-18 (świat), 2016-10-05 (dvd)
Dystrybutor
Imperial - CinePix
Wytwórnia
Marvel Entertainment (współpraca produkcyjna)
Twentieth Century Fox Film Corporation
TSG Entertainment (współpraca produkcyjna) zobacz więcej
Kraj produkcji
USA
Wiek
od 12 lat
Czas trwania
144 minut
Budżet
234 000 000 USD

Wiadomości zobacz wszystkie 96 wiadomości

Recenzje

Nawet ostateczne starcie nie przynosi euforycznej radości. Wszystko jest takie… na pokaz z nadmiarem bohaterów i brakiem spójnej wizji. 4
  • 2016-05-18
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Bardzo dawno, dawno w Egipcie En Sabah Nur (Oscar Isaac) wcielał w życie swój plan bycia najpotężniejszym z mutantów. Coś się jednak nie powiodło i słuch po nim zaginął na tysiąclecia. Epicka opowieść Bryana Singera rozpoczyna się od powrotu do przeszłości, aby przez meandry tunelu czasu (podziwiając najważniejsze osiągnięcia ludzkości) wylądować w latach 80. XX w. A były to nie najlepsze czasy dla mutantów, którzy zostali wyrzuceni poza nawias społeczeństwa. X-Men: Apocalypse początkowo stawia tezy odnośnie poszukiwania tożsamości, próby współżycia z ludźmi i radzenia sobie z niesamowitymi mocami, ale wszelkie psychologiczne niuanse porzuca na rzecz wizualnego rozbuchania i scenariuszowej miałkości, który nie oferuje nic więcej prócz kilku wzlotów i upadków, szczególnie kiedy na scenę wkracza, dawno zapomniany mutant, Apocalypse.

Zanim jednak ta mroczna postać pojawi się na ekranie, nieustraszona drużyna X-Menów musi zebrać się w jednym miejscu. Singer wędruje do Ohio, Egiptu, Niemiec i Polski, gdzie każdy z mutantów stara się wieść w miarę normalne życie. O ile młodzi bohaterowie mają w sobie odrobinę werwy i fascynacji, to Mystique (Jennifer Lawrence) i Magneto (Michael Fassbender czasy entuzjastycznej świetności mają już dawno za sobą. Ravena nosi brzemię sławy i chwały, z którego nie jest dumna, podczas gdy Erik Lensherr jako Henryk stara się prowadzić proste, rodzinne życie z dala od makabrycznych wspomnień dzieciństwa w Auschwitz.

Przeniesienie akcji do Polski wywołuje uśmiech litości i rozczarowania. Fassbender robi, co może, aby jego polszczyzna brzmiała wiarygodnie (w końcu mutanci nie muszą mieć zdolności językowych!), a jego bohater sprawnie wkomponował się w robotniczą atmosferę fabryki. Niestety sielanka nie może trwać zbyt długo, a konfrontacja z policją uzbrojoną w łuki (sic!) nie przyniesie niczego dobrego. Sfrustrowany pragnie wymierzyć sprawiedliwość ludzkości, przestaje mieć skrupuły i pozbywa się wewnętrznych wątpliwości. I choć zrozpaczony ojciec o nieograniczonej mocy daje przestrzeń do aktorskiego popisu, Fassbender idzie po najmniejszej linii oporu, pokazując znudzenie i brak zaangażowania. Równie wątpliwie wypada Apocalypse. Mroczna postać w kapturze snuje się po ekranie z ewidentnym kompleksem władzy. Żądza mocy i siły przysłania cały jego świat, a żeby zdobyć panowanie musi dotrzeć do profesora Charlesa Xaviera (James McAvoy) i przejąć jego zdolności telepatycznego podróżowania i docierania do umysłów ludzi i mutantów. Głębia psychologicznych rozważań schodzi na dalszy plan, a właściwie całkowicie zanika i od teraz czeka nas seria pokazów zdolności CGI i efektów specjalnych, kiedy to zwolennicy pokojowej wizji świata według profesora muszą stanąć w szranki z wyznawcami Apocalypse.

X- Men: Apocalypse ma kilka dobrych momentów. W pamięci pozostanie sekwencja destrukcyjnego działania mutantów z muzyką Bethoweena (VII symfonia, opus 92), która przechodzi w fenomenalnie rozegrane działania Quicksilvera (Evan Peters) w rytm „Sweet dreams” Eurythmics. Niestety kilka dobrych scen nie zatrze złego wrażenia całości. I niby mamy ciekawe postaci, ale ich działania momentami przypominają błądzenie dzieci we mgle. Apocalypse posiada swoją świtę, ale nikt nie trudzi się, aby te postaci stały się czymś więcej niż marionetkami na usługach wszechmocnego.

Singer buduje akcje na hura, a potem traci rozpęd. Od czasu do czasu bierze oddech i prezentuje kilka energicznych sekwencji, ale brak im widowiskowości na miarę Kapitana Ameryki. W X – Menach dużo się dzieje, nawet gdzieś w czeluściach akcji przemknie Wolverine (Hugh Jackman), ale widać brak zdecydowania i wszechogarniający chaos twórczy. Motywacje bohaterów są wyjątkowo płaskie. Nurzamy się pomiędzy apokaliptyczną wizją świata a chęcią społecznej asymilacji. Pomiędzy akceptacją mocy a jej negacją, wątpliwościami a siłą. Nawet ostateczne starcie nie przynosi euforycznej radości. Wszystko jest takie… na pokaz z nadmiarem bohaterów i brakiem spójnej wizji.

1 z 4 osoby uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Czy wiesz, że?

Ciekawostka

Do roli Storm brano pod uwagę Amber Stevens i Zendayę. zobacz więcej

Wpadka

W scenie w której Apocalypse wymienia wszystkie kraje posiadające broń nuklearną pomija Francję i Pakistan. zobacz więcej

Powiązane filmy Zobacz wszystkie 12 powiązanych

Komentarze 6

i_darek1x 2016-06-24 6

W 80 % mi się nawet podobał ! Te 20 % trochę mniej ! Czyli nie jest źle ! A skąd się wziął "En Sabah Nur / Apocalypse " Z innej planety ,obcej cywilizacji ?Dlaczego jest sam ?I to jego działanie jaki ma sens ?
Wkurzające jest to że końcówka jest przewidywalna jak zawsze ! Dobro wygrywa …ble,ble,ble ;)

jacks 2016-05-26 8

Bryan Singer po raz kolejny pokazuje, że jak mało kto wie jak zrobić film o X-Men. Co prawda daleko tu do świetnego "Przeszłość, która nadejdzie", ale mimo wszystko historia została w spójny sposób opowiedziana. Obsadowo nie mam zastrzeżeń, zarówno stara gwardia jak i nowe pokolenie mutantów wypada bardzo dobrze. Cieszy również stopniowy rozwój postaci, ich nauka swoich mocy i współpracy, np. wizjer Cyclopsa zobaczymy dopiero w ostatniej scenie filmu.

Ciekawie rozwinięto postać Angela, Psylocke i Storm, choć szkoda, że było ich stosunkowo mało w filmie. Motanie Magneto z jednej strony na drugą zasługuje na odrębną pochwałę. Świetnie stworzono sceny w Polsce, w rodzinnym otoczeniu, gdzie mogliśmy z innej, ludzkiej strony spojrzeć na Erika. Później jego uległość Apocalypse’owi przywróciła ciemną stronę bohatera, by ukazać kunszt mocy w pełnej krasie. Śliczne.

Od samego początku jestem rozczarowany wyglądem głównego antagonisty – Apocalypse’a. Jego postać przedstawiona w komiksach jest zdecydowanie straszniejsza i bardziej mocarna. Można doszukiwać się plusów w tym, że mogliśmy obejrzeć aktora w akcji zamiast efektów CGI, ale nadal uważam, że podrasowanie go do efektu takiego jak np. Hulk byłoby lepszym rozwiązaniem.

Nie zapomnijmy jeszcze o świetnym cameo Wolverine’a – genialne wpasowanie epizodu Broni X (Weapon X) w lata osiemdziesiąte dające wprowadzenie na nowo bohatera w istniejące kontinuum czasowe X-Men. Cała scena jakby kompletnie nie pasowała do filmu, bardziej mroczna, krwawa i pełna przemocy – dokładnie tak jak to powinno wyglądać z Rosomakiem.

Reasumując X-Men: Apocalypse jest bardzo dobrą kontynuacją i nowej trylogii Singera, pełną ciekawych postaci i niezłych zwrotów akcji. Dobra zabawa gwarantowana.

PS. Quicksilver w slow-motion kolejny raz zgarnie laury za swoją scenę; pierwszą, a nie tę przy starciu z Isaaciem.

Garret_Reza_fdb 2016-12-19 6

http://garretreza.pl/krotko-20 16/ Nie do końca spełniony – brakuje trochę przestrzeni i większego powodu. Bardzo fajna narracja w pierwszym akcie!

Redox 2016-05-31 6

Solidne 6/10 Mimo wielu solidnych momentów, dobrego wprowadzenia nowych postaci i dotrzymania kroku dwóm świetnym poprzednim częściom, czuć czasami lekkie zmęczenie materiału.

Quicksilver po raz kolejny ukradł cały film.

Współtworzą