Venom 2018

Dziennikarz Eddie Brock zostaje przypadkowo zaatakowany przez pozaziemską formę życia zwaną Venom. Od teraz, żeby przeżyć mężczyzna musi egzystować z nim w symbiozie.

Reżyseria
Scenariusz
,
Aktorzy
, ,

W Kinie

Multikino Złote Tarasy, Warszawa, 20:35 (napisy) repertuar i rezerwacje biletów

Zwiastuny Zobacz wszystkie 5 zwiastunów

Zdjęcia Zobacz wszystkie 26 zdjęć

Obsada Zobacz pełną obsadę

Tom Hardy
jako Eddie Brock
Michelle Williams
jako Anne Weying
Riz Ahmed
jako Carlton Drake
Jenny Slate
jako Dr Dora Skirth
Peggy Lu
jako Pani Chen
Sope Aluko
jako Dr Rosie Collins
Melora Walters
jako Maria, bezdomna kobieta
Reid Scott
jako Dr Dan Lewis
Scott Haze
jako Roland Treece, szef ochrony
Wayne Pére
jako Dr Emerson
Michelle Lee
jako Donna Diego

Fabuła

Dodaj pierwszy opis

Gatunek
Akcja, Horror, Sci-Fi
Słowa kluczowe
na podstawie komiksu, antybohater, złoczyńca

Zobacz także

Szczegóły

Premiera
2018-10-05 (kino), 2018-10-03 (świat)
Dystrybutor
UIP - United International Pictures
Wytwórnia
Sony Pictures Entertainment (SPE)
Marvel Entertainment
Columbia Pictures Corporation zobacz więcej
Kraj produkcji
USA
Czas trwania
112 minut

Wiadomości zobacz wszystkie 50 wiadomości

Recenzje

Ustalmy jedno: Sony nie potrafi realizować adaptacji komiksów... 3
  • 2018-10-08
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Widzowie nastawiali się na kino superbohaterskie z antybohaterem w roli głównej. Co dostali w zamian? Antyfilm z koszmarnymi efektami i żenującą fabułą – kolejny potworek Frankensteina, posklejany z odmiennych konwencji oraz gatunkowych niuansów. Do tego dochodzi najgorsza kreacja w karierze Hardy'ego. Venom to powrót kina superbohaterskiego spod znaku Catwomen – wątpię, aby ktoś chciał tego doświadczyć po raz drugi...

Ustalmy jedno: Sony nie potrafi realizować adaptacji komiksów. O ile pierwsze dwie odsłony Spider-Mana w reżyserii Sama Raimiego można jeszcze bronić nostalgią i campem, tak każda kolejna odsłona przygód Człowieka-pająka z tej wytwórni lądowała w rynsztoku, tuż obok pełnometrażowego Jonaha Hexa, Daredevila oraz Green Lanterna. Dopiero Marvel Studios – odpowiedzialne za wizjonerskie MCU – wypożyczyło prawa do postaci Petera Parkera i zrealizowało własne filmy. Niestety, Sony również chciało mieć uniwersum na własność, dlatego twórcy postanowili wziąć na warsztat wszystkie postacie, do których wciąż posiadali prawa i zrealizowali wszechświat złoczyńców z komiksów o Spider-Manie. Problem był jeden: nie mogli uwzględnić w nich superbohatera, ponieważ ten do czasów Far From Home (styczeń 2019) znajduje się w szeregach Disneya. Docelowo superbohater – wypromowany popularnością MCU – miał prawdopodobnie powrócić do rodzinnego studia, by tam zasilić skład kolejnych widowisk Sony. Cóż, po poziomie, jaki reprezentuje sobą Venom trzymam mocno kciuki, by taka sytuacja nigdy się nie miała miejsca.

Pamiętacie kino superbohaterskie przed Mrocznym Rycerzem oraz pierwszym Iron Manem? Kiedy Niewidzialna Kobieta z Fantastycznej Czwórki musiała brać na klatę wszystkie szowinistyczne żarty, a Kobieta Kot rozprawiała się z wrogą korporacją kosmetyczną... Venom doskonale wpisuje się w ten przepis. Przepis na badziewne kino superbohaterskie – przepraszam za mało wyszukany epitet, ale ten najlepiej oddaje formułę widowiska. Nie ma tutaj mowy o miłości do bohaterów, o niełatwej sztuce wyważenia treści tak, by kinowa przygoda równocześnie bawiła, dostarczała wizualnych wrażeń, a przy tym niosła niegłupią historię. Przeciwnie, tutaj znów obserwujemy zmagania everymana ze złą korporacją, na czele której stoi świr o bliżej nieokreślonych intencjach. Film w zasadzie sprawdza się tylko jako autoparodia, wyciągająca na wierzch niemal wszystkie klisze, jakże często wyśmiewane w środowiskach fanów. To nic, że antagonistą jest prezes wspomnianej korporacji. Ostatecznie Venom i tak będzie musiał walczyć o losy świata... Nie ma promieni skierowanych w niebo, ale są rakiety – nie ma sympatycznych bohaterów, tylko puste skorupy nie bardzo wiedzące, czy występują w poważnym horrorze, czy w taniej komedii.

Fabuła to jawna trawestacja schematu dr Jekylla i pana Hyde'a. Nie mam nic przeciwko takiemu zabiegowi. W końcu komiksy często biorą na warsztat utarte kody kulturowe i przerabiają je wedle własnego uznania (by wspomnieć mitologię nordycką oraz postacie takie jak Thor czy Śmierć w Marvelu). Problem stanowi tutaj brak wyczucia w genezie bohatera. Film zaczyna się jak pełnokrwisty horror science fiction o kosmicie, który eksterminuje ludzkość jednym pstryknięciem palca. Niestety, zaraz po klimatycznym wstępie zaczynamy śledzić losy głównego bohatera, Eddiego Brocka. Venom to ten rodzaj widowiska, w którym oczekiwaną postać (tytułowego potwora) w pełnej okazałości dostajemy dopiero w połowie seansu. Gdy w końcu pojawia się na ekranie, wypada świetnie. Sekwencje walki z jego udziałem ociekają przepysznym kiczem. Stwór rozprawia się ze śmiertelnikami niczym Thanos z Hulkiem – w przeciwieństwie do potężnego Tytana potrafi jeszcze odgryzać głowy (za czym idzie około pięciu idiotycznych żartów na jedno kopyto – jeśli widzieliście zwiastun Venoma, to wiecie o co chodzi). Niestety, satysfakcjonująca scena jest jedna – góra dwie, jeśli doda się również ciekawy pościg na motorze. Poza tym pozostaje nam obcować z Tomem Hardym... To, co tym razem wyprawia znakomity aktor, to zupełnie inny rodzaj abstrakcji...

Po makabrycznym wstępie, twórcy każą nam obcować z Eddiem Brockiem, odważnym dziennikarzem łamiącym tabu i roztrząsającym ważne tematy społeczne. Problem jest taki, że pod wpływem licznych dokrętek i cięć montażowych, chyba nikt ostatecznie nie wiedział, jaki film próbuje sprzedać odbiorcy... Prawdopodobnie na planie najbardziej zagubieni byli sami aktorzy. Przypomnę, że pierwotna wersja Venoma miała funkcjonować w gatunkowych ramach mrocznego horroru z R-ką. Debiutujące na ekranach kin widowisko umyka wszelkim klasyfikacjom, ale bynajmniej nie wychodzi mu to na dobre (inaczej jest w przypadku np. Tajemnic Silver Lake, stanowiących intelektualną piaskownicę postmodernizmu). Komedia smakują słomą, większość scen akcji odsyła do filmów trafiających prosto na VHS, a po wątku romantycznym od razu można domyślić się, że za Venoma odpowiada scenarzystka 50 twarzy Greya. Najgorsza okazuje się jednak kreacja Toma Hardy'ego, który wyraźnie nie poświęcił sekundy czasu, by odpowiednio przygotować się do roli. Zatęsknicie za sekwencją ze Spider-Mana 3, kiedy Peter Parker wchłania symbionta i konfrontuje się ze swoim "darkside" (tak, chodzi mi naturalnie o moment tańca). W Venomie czeka na was Tom Hardy jedzący na pełnym zbliżeniu kurczaka wydobytego ze śmieci. W innych scenach aktor sprawia wrażenie, jakby zupełnie świadomie sabotował film.

Owszem, wygląd Venoma jest kapitalny. Problem stanowi odtworzenie jego ruchów – postać wydaje się często zbyt lekka względem prezentowanej masy. Szkoda, że tak plastyczny złoczyńca z komiksów wystąpił dotąd w dwóch kinematograficznych koszmarkach. Swoją drogą Venom – zaraz po Mumii – to kolejny film, mający na celu otworzenie wrót nowego uniwersum. Tak, jak w przypadku wspomnianego tytuły z Tomem Cruisem, także tutaj obserwujemy coś na wzór rytualnego samobójstwa całego wszechświata. Niby w filmie jest scena po napisach (zapowiadająca kolejną część), niby w planach znajduje się Morbius the Living Vampire – wątpię jednak, aby po tak słabym widowisku wystartowała cała seria. Przyznam, że spośród wszystkich superbohaterskich Frankensteinów ostatnich lat (Fantastyczna Czwórka, Liga Sprawiedliwości, Legion samobójców), na tym bawiłem się najgorzej.

0 z 1 osoba uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Komentarze 3

Przemopgx 2018-10-08

Bardzo Ciekawy początek historii zobaczymy co będzie dalej!

pajki_filmaniak 2018-10-06 8

Tom hardy świetnie zagrał warto się wybrać do kina

chudini0505 2018-10-01

teaser powinien być w teaserach :)

Współtworzą