Akcja serialu toczy się w środowisku studentów warszawskich uczelni, mieszkających w akademiku. Ich życie upływa wśród typowych studenckich problemów związanych z sesjami, egzaminami, szczególnie wymagającymi wykładowcami. Ale nie mniej niż nauka studenckie głowy zaprząta wieczny brak pieniędzy, niespodziewane wizyty rodziców, kłopoty z poderwaniem upatrzonej dziewczyny czy zorganizowaniem kolejnej „imprezki”.
Były pacjent szpitala psychiatrycznego wędruje po rodzinnym mieście. Odnajduje ruiny rozbieranego właśnie domu, w którym się urodził i ten widok przywołuje w pamięci bohatera różnorodne obrazy. Sceny z lat dzieciństwa, osoby, sytuacje. Cały przedstawiony na ekranie świat bytuje na granicy jawy i snu, a jego bezradni i bezwolni mieszkańcy nie próbują nawet mierzyć się z losem. W małomiasteczkowej scenerii sennej prowincji każdy nowy dzień jest lustrzanym odbiciem wczorajszego, a równie beznadziejne będzie na pewno jutro. „O Boże, jak tu strasznie nudno” – mówi jedna z postaci. Nie nudzi się za to widz, oglądane bowiem sceny są to nieodparcie śmieszne, to refleksyjne, to tragiczne.