"Ekipa Ameryka" spotyka feminizm podczas dzikich, szalonych igraszek ze współczesną polityką płci - reklamuje swój pełnometrażowy debiut reżyserka Nicole Brending. I rzeczywiście, jej Dollhouse... to feministyczna bomba ukryta w lekkiej, zabawnej formie lalkowej animacji, satyra na amerykańską popkulturę, demaskująca podszyte mizoginią mechanizmy produkowania kobiecych gwiazd czy klisze kina dokumentalnego. Całość jest parodią ckliwych, pełnych hipokryzji filmowych biografii
Amy Winehouse czy
Whitney Houston, w których gadające głowy (m.in. producent z wytwórni, dziennikarz z obsesją, pseudoprzyjaciel, niezrównoważona matka, psychofani, plotkara z PR, zapijaczony były chłopak i koniecznie - terapeuta) odtwarzają drogę kariery i upadku niejakiej Junie Spoons, zawłaszczając każdy skrawek jej życia, a przede wszystkim - ciała. Film, w którym przeglądają się także historie
Patty Hearst,
Janet Jackson czy
Marilyn Monroe (i doświadczenia reżyserki), zrywa z polityczną poprawnością, w równym stopniu śmiesząc, co szokując. Ale jeśli kochaliście
South Park, w Dollhouse poczujecie się jak w domu.