Ujgurzy – mieszkańcy Sinciangu (Tukiestanu Wschodniego) – mieli nadzieję na niepodległość spod chińskiej dominacji po rozpadzie ZSRR. Jednakże ich pragnienia były bezwzględnie tłumione przez Komunistyczną Partię Chin, która za wszelką cenę pragnęła utrzymać integralność terytorialną swego imperium. Kiedy zdesperowani Ujgurzy (wyznania islamskiego) zaczęli przeprowadzać krwawe zamachy terrorystyczne, Pekin wypowiedział im wojnę totalną. Bezwzględne środki – takie jak inwigilacja, masowe aresztowania i umieszczenie w obozach „reedukacyjnych”, tortury, sterylizacje, niszczenie dziedzictwa narodowego i wynarodowienie młodego pokolenia – miały całkowicie zatrzeć ich pierwotną tożsamość religijną i etniczną i stworzyć jedynie słusznego chińskiego człowieka na miarę potrzeb partii komunistycznej. A wszystko to dzieje się przy pełnej akceptacji zachodnich firm robiących w Chinach „dobre” interesy, jak i krajów islamskich będących w „dobrych” stosunkach z reżymem chińskim.
Maleńka gmina, Mals, w Tyrolu wypowiedziała wojnę pestycydom. Po głośnych protestach aktywiści domagali się zakazu stosowania pestycydów w produkcji żywności. Choć ta śmiała akcja sprzed kilku lat nie wszystkim mieszkańcom się spodobała, to przyniosła pewne pozytywne zmiany.
Młodzi aktywiści w 3 miastach Europy (Berlinie, Madrycie i Lützerath) prowadzą spektakularne protesty na rzecz ochrony klimatu. Chociaż deklarują, że w swych formach protestu nie stosują przemocy, nie jest to do końca prawdą. Za każdym razem interweniuje policja. Konsekwencje są różne: od tymczasowych aresztów, po grzywnę. Jednak to niespecjalnie ich odstrasza; wierzą oni, że światu grozi katastrofa klimatyczna. Zdania zwykłych ludzi są podzielone. Jedni uważają ich akcje za chuligaństwo, inni popierają takie manifestacje.