Ten krótki nastrojowy film prezentujący piękno bieszczadzkiej przyrody zawiera w sobie wiele z tego, co odnajdziemy w późniejszych filmach
Władysława Ślesickiego: urzeczenie górskim krajobrazem, zamiłowanie do filmowania detali pieczołowicie zdejmowanych na polach, łąkach, dróżkach i duktach. Przede wszystkim jednak wyczulenie na materialne piękno, które wkrótce zniknie… W zwyczajności potrafił
Ślesicki dostrzec niezwykłość, która w pełni mogła objawić się dopiero z upływem czasu. Dlatego tak urzekają nas dziś ujęcia koni brodzących w rzece, drabiniastego wozu pokonującego bród, chłopskiego podwórka z pokrytą strzechą chatą o bielonych wapnem ścianach i stadkiem indyków, dźwięk dzwonu dobiegający z drewnianego kościółka, czy przydrożny Chrystus.