Choć zarówno
Zofia Dybowska-Aleksandrowicz, jak i
Zbigniew Raplewski specjalizowali się przez lata w kinie faktów, to jednak „Marynarkę…”, którą wyreżyserowała Aleksandrowicz, a której operatorem był Raplewski, trudno uznać za dokument. Pojawiają się w niej pojedyncze ujęcia o charakterze dokumentalnym (np. kręcone w szerokich planach manewry), ale akcja jest całkowicie inscenizowana. Nie jest to również tradycyjnie rozumiany film fabularny. Wątła, pretekstowa opowieść o malarzu-maryniście, który zaokrętował się na statku wojskowym, nie ma klasycznej dramaturgii. Budowana jest raczej od piosenki do piosenki. W filmie nie ma również dialogów. Słowa poszczególnych piosenek do pewnego tylko stopnia odnoszą się do głównej postaci. Istotę utworu Aleksandrowicz stanowi muzyka i taniec. Sekwencje taneczno-muzyczne zwykle związane są z głównym bohaterem, najczęściej obrazując jego sny. Śpiewają czołowe gwiazdy ówczesnej estrady:
Anna German i
Piotr Szczepanik oraz zespół
Filipinki.