Ten serial łączy film dokumentalny z dramatycznymi rekonstrukcjami, gdy aktorzy odtwarzają role prawdziwych detektywów w sprawach, których nie da się zapomnieć.
Tytułowa bohaterka Katie (Olivia Cooke) mieszka w małym miasteczku w stanie Nowy Meksyk, w przyczepie, ze swoją matką, którą praktycznie utrzymuje. Dziewczyna pracuje jako kelnerka w miejscowej jadłodajni i w przeciwieństwie do otoczenia niezwykle ufnie i łatwowiernie spogląda na cały świat. Do tego stopnia, że nie widzi niczego złego i dziwnego w tym, że czasem dorabia sobie do skromnej pensji seksem, świadcząc usługi choćby lokalnemu kierowcy ciężarówek. Obdarzona niezwykłą szczerością bohaterka zakochuje się jednego dnia w mechaniku Brunie i marzy o ułożeniu sobie z nim życia oraz wyjeździe do San Francisco – symbolu lepszej rzeczywistości. Niespodziewanie jednak nieprzychylność ludzi z tej samej miejscowości udaremni jej plany i pokrzyżuje szyki.
Choć wszystko inne w życiu im się układa, nie mogą mieć dzieci. Zatrudniają idealną surogatkę, ale ta wkrótce pokazuje swoje szalone i niebezpieczne oblicze.
Ośmioletnia Meral przenosi się z rodziną do innego miasta. Oznacza to dla niej zmianę szkoły. Dziewczynka próbuje nawiązać pierwsze przyjaźnie przed wyjazdem na jesienny obóz. Jest to jednak trudniejsze niż jej się zdawało. Dużo łatwiej udało jej się nawiązać więź z małą białą myszką, która zamieszkuje z nią jej nowy pokój. Meral nazwała swoją przyjaciółkę Peepeep. Postanawia zabrać myszkę na obóz w obawie, że dzikiego lokatora odkryją jej rodzice. Dzięki myszce dziewczynka szybko zdobywa uznanie kolegów. Niestety, chwila nieuwagi wystarcza aby Peepeep została porwana przez sowę. Meral wraz z kolegami wyrusza na wyprawę ratunkową do lasu, podczas której pozna siłę prawdziwej przyjaźni.
Rzecz dzieje się w londyńskim świecie wyższej klasy społecznej. Virginia (Hafsia Herzi) jest prostytutką. Luksusową prostytutką. Sama jest niezależna. Spotyka Ruperta (Ash Stymest), który ma misję ratowania przemycanych dziewczyn. Między nimi zaczyna iskrzyć. Tak, to jest opowieść o współczesnej miłości.
Vincent (Emile Hirsch) jest zbuntowanym samotnikiem z małego miasteczka, pragnącym uciec od kryminalnej przeszłości. Pewnego dnia ratuje nie stroniącą od kłopotów Roxxy (Zoë Kravitz) przed gwałtownym atakiem dealera narkotyków. Z obawy przed konsekwencjami proponuje dziewczynie schronienie w rodzinnych stronach. Zmuszeni do życia w ukryciu niespodziewanie zakochują się w sobie, lecz ich spokój nie potrwa długo. Wkrótce dotkliwie przekonają się, że od przeszłości nie ma ucieczki.
35-letni Khalid pracuje nad filmem, który ma oddać ducha czasu, uchwycić puls rodzinnego Kairu, gdy stary świat sypie się i kruszy. Na myśl o więzi z miastem nie opuszcza go elegijny ton, przeczucie końca przenika wszystkie działania. Khalid musi opuścić swoje mieszkanie w śródmieściu, bliscy powoli odchodzą, a tęsknota za niespełnioną miłością wciąż spędza mu sen z powiek. Podczas gdy montażysta załamuje ręce, reżyser dyskutuje z przyjaciółmi o bliznach, jakie miasto może po sobie zostawić, i przegląda nagrany materiał, poszukując elementu łączącego w całość obrazy, wspomnienia i impresyjne epizody.
Kręgosłupem formalnym filmu są stylizowane na dokument monologi kilku kobiet. Z tych „solowych etiud” powstaje pełnowymiarowa „kolekcja” – nomen omen – psychologicznych „sukienek”. Nie są to jednak portrety, raczej opisy newralgicznych momentów życia. To najbardziej z możliwych kameralne zderzenie czasu z przestrzenią. Czas „materializują” oniryczne, bardzo malownicze impresje, z pozoru niezwiązane z opowieściami kobiet; są jednak bodaj najistotniejszymi kontrapunktami filmowej opowieści. Poetyckie „obrazki” przekazują to co niewypowiedziane wprost przez bohaterki filmu. Nieobecna „fabularność” nie zwalnia opowieści – każda z postaci, wykreowana przez czołówkę polskich aktorek, jest zaskakująco dynamiczna, udramatyzowana, niezwykle wiarygodna, wręcz przeszywająca. Całość wieńczy zaskakująca pointa, kontrowersyjne „ujawnienie obecności” tajemniczego katalizatora kobiecych zwierzeń. Kim jest? Ślepym losem? Nieobliczalnym wyrzutem sumienia? Kimś, z natury rzeczy, rodzaju męskiego? Odpowiedzi na te tajemnicze pytania trzeba szukać aż do ostatniej sceny, ostatniego kadru filmu.