T’Challa po śmierci swojego ojca, króla Wakandy, wraca do rodzinnego kraju, by objąć tron. Wkrótce Wakanda zostaje napadnięta przez dawnego wroga. W obliczu niebezpieczeństwa młody władca zbiera sojuszników i robi wszystko, aby pokonać groźnego przeciwnika i ochronić swój dotąd pozostający w izolacji lud, jego kulturę i całą wysoce rozwiniętą technologicznie cywilizację. By udowodnić, że jest godzien miana króla, T’Challa jako Czarna Pantera staje w obronie nie tylko swojej ojczyzny, ale i całego świata. opis dystrybutora
Ale bzdet. Już sam motyw metalu, dzięki któremu ludzie lepiący chatki z gówna robią postęp aż do technologii z futurystycznych sci-fi, jest turbogłupi, ale na to jeszcze da się przymknąć oko. W końcu to kino rozrywkowe. Gorzej z dennym scenariuszem, nudnymi bohaterami (może poza tym typem ze strzelającą ręką) i żenadą wylewającą się z dialogów. Całkiem niezłe dla oka są sceny pojedynków o tron, ale tu znowu ciężko zaakceptować fakt, że niby to takie rozwinięte społeczeństwo, a królem zostaje ten, co lepiej mordę obija (tudzież walczy dzidą, bo tak rewelacyjnej broni żadna technologia nie wyprze). Efekty specjalne niezłe, choć szczęka nie opada. Bardzo podobały mi się z kolei kostiumy. Nominacja Czarnej Pantery do Oscara za najlepszy film utwierdza w przekonaniu, że ta nagroda jest dziś nic niewarta.
Pozostałe
Film jest słaby i tyle i co tu dużo gadać. Zastanawiam się tylko, kiedy hamerykanie przestaną wreszcie tą swoją papką częstować to swoje nieszczęsne społeczeństwo mieszane. Chyba nigdy, niech żyje KASA !