Filmy non-camera

Przeszukaj katalog

Zestawienie najlepszych i najpopularniejszych filmów w których występuje non-camera. Zobacz zwiastuny, oceny, oraz dowiedz się kto reżyserował i jacy aktorzy występowali w tych filmach.

Film skierowany jest przede wszystkim do ludzi zaangażowanych – w animacji wykonanej bez użycia kamery Julian Antonisz diagnozuje słabą frekwencję na wydarzeniach kulturalnych. W tym pełnym ironii obrazie będącym pastiszem reportażu telewizyjnego, okazuje się, że główną winę za taki stan rzeczy ponoszą kioski. A w zasadzie ich brak. To właśnie na ścianach kiosków zawsze wisiały plakaty informujące o wydarzeniach. Niestety od czasu jak pewna kobieta przekopała tunel i kioski zostały zlikwidowane, o żadnym wydarzeniu kulturalnym nie można się znikąd dowiedzieć... Absurdalna logika następujących po sobie sekwencji, wzbogacona ciekawą muzyką i komentarzem, doskonale puentuje „uroki” okresu Polski Ludowej.
Zgodnie z tym, co sugeruje tytuł film Juliana Antonisza to oryginalna interpretacja pierwszej księgi „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza. Jak można się spodziewać po dziesięciominutowej noncamerowej formie, stanowi ona raczej pewnego rodzaju impresję obrazów i wycinek historii, niż klasyczną opowieść o ostatnim zajeździe na Litwie… Na taśmie filmowej pojawiają się znane Mickiewiczowskie postaci i sceny w sielsko-anielskiej atmosferze, ale zdecydowanie nie stylistyce. W tle słyszymy znane wersy trzynastozgłoskowca czytanego przez dziecięcego narratora. „Pan Tadeusz” w wersji Antonisza pokazuje uczniom, że lektury szkolne można odczytywać na zupełnie nowe sposoby, a fanom i wielbicielom animacji dostarcza ciekawych przeżyć wizualnych.
Cykl Polskich Kronik Non-Camerowych, których ostatecznie powstało 12, to ironiczna odpowiedź Juliana Antonisza na niedogodności czasów PRL-u. Filmy tworzone, jak sugeruje tytuł, bez użycia kamery i wzorem kronik o najnowszych wydarzeniach z kraju i ze świata, połączyły w wyjątkowej formie absurdalny humor z ciekawą estetyką płynnych kadrów i kolorów. Obrazy malowane bezpośrednio na taśmie zmieniają się w pulsującym rytmie; twarze, budynki, przedmioty nabierają witalności. W tym pastiszu trudno doszukać się nadrzędnej narracji, prezentuje raczej wycinki rzeczywistości i wydarzenia, które zostają zjednoczone w specyficznym prześmiewczym dystansie. W pierwszej kronice znalazły się odniesienia do takich zagadnień jak gospodarka polska w kleszczach kryla, wytrysk ropy w Karlinie, tajemnica U-25 rozszyfrowana, sensacyjno-secesyjny fotoplastikon zlikwidowany, sytuacja w kosmosie...


Film animowany, w którym poszczególne komórki i organy są postaciami działającymi w ramach „wolnorynkowych” zasad. Stworzony w 1986 roku, w okresie schyłkowego PRL-u, co nadaje mu dodatkowy kontekst polityczny. Był to czas, gdy dyskusje na temat wolnego rynku i kapitalizmu stawały się coraz głośniejsze, a Antonisz w swoim stylu skomentował te przemiany, ostrzegając przed ich potencjalnymi negatywnymi skutkami. Jest to jedno z najbardziej znanych dzieł Juliana Józefa Antonisza i jednocześnie bardzo dobry przykład jego oryginalnego, filozoficznego i krytycznego podejścia do animacji.
Film animowany, stworzony bez użycia kamery, poprzez bezpośrednie malowanie na taśmie filmowej, także muzyka jest wydrapana na ścieżce dźwiękowej. Na tle dymiących kominów widzimy liście z trupią czaszką – nawiązanie do konieczności ochrony środowiska.
Film namalowany i udźwiękowiony bezpośrednio na taśmie, bez użycia jakiejkolwiek kamery. Pokazuje w serii krótkich i abstrakcyjnych ujęć, co widzimy po zamknięciu oczu, oraz co słyszymy po zatkaniu uszu.
Polska Kronika Non-Camerowa nr 6 Juliana Józefa Antonisza została uhonorowana podczas XXX Międzynarodowego Festiwalu Filmów Krótkometrażowych w Oberhausen (1984) Nagrodą Główną oraz Nagrodą FIPRESCI. Z tej okazji reżyser filmu wziął udział w tournée po miastach Republiki Federalnej Niemiec, co utrwalił w noncamerowym reportażu. Ponieważ był to jego pierwszy festiwalowy wyjazd służbowy, jego spostrzeżenia są stosunkowo spontaniczne” – informuje na wstępie lektor.
Autorska wizja „życia po życiu”. Mężczyzna, po którego przybywa śmierć z kosą, zostaje zabrany do szpitala. Przy pomocy skomplikowanej aparatury poddawany jest zabiegom reanimacyjnym. Duch mężczyzny opuszcza cielesną powłokę, wchodzi w ciemny tunel, u którego wylotu błyszczy światełko. Mężczyzna ściga je, krąży w przestrzeni kosmicznej i nagle dostrzega dwa światełka. Uszczęśliwiony pędzi na ich spotkanie i zostaje zmiażdżony przez ogromny samochód z kostuchą za kierownicą.
O jaką katastrofę chodzi? W kadrach pojawiają się różne obrazy: jak zawsze wszechobecne słoneczko, oczy tętniące w rytm niepokojącej muzyki, tłumy ludzi w oczekiwaniu na jakieś wydarzenie, są też zbliżenia na detale – poruszające się ludzkie nogi (pani w szpilkach i pan w mokasynach). Katastrofa nie następuje, ale za to do filmu wkrada się element dystansu; przez chwilę w pierwszych i ostatnich ujęciach możemy zobaczyć materię twórczą – samą taśmę. Na przeźroczystym celuloidzie powtarzalne rysunki zdają się ciągnąć w nieskończoność. Każdy z nich musiał być naniesiony osobno, od nowa, bezpośrednio na taśmie. Kilkuminutowy film zyskuje inny wymiar czasu.
Już słoneczko świeci wysoko na niebie i świeci na ciebie, a drzewa i rośliny pulsują w rytmie przesuwającej się taśmy. Cóż to wszystko znaczy? O co tutaj chodzi? Na te pytanie nie odpowie – jak chciałby narrator – ani profesor, ani dyrektor, co żyje i tyje. Przepływające obrazy w tle – jak dobrze sugeruje tytuł – dziadowskiej ballady, nie wiążą się w żaden logiczny ciąg. Dziadowski blues to wizja świata pod wpływem alkoholu: „Piję, piję wódkę i nic nie rozumiem, wszystko mi się kiwa, na ziemię się sunę”. W dalszych wersach owej smętnej piosenki wybrzmi jeszcze smutne zakończenie: „ale mnie już nie ma…”
Słowa kluczowe

Proszę czekać…