Kręgosłupem formalnym filmu są stylizowane na dokument monologi kilku kobiet. Z tych „solowych etiud” powstaje pełnowymiarowa „kolekcja” – nomen omen – psychologicznych „sukienek”. Nie są to jednak portrety, raczej opisy newralgicznych momentów życia. To najbardziej z możliwych kameralne zderzenie czasu z przestrzenią. Czas „materializują” oniryczne, bardzo malownicze impresje, z pozoru niezwiązane z opowieściami kobiet; są jednak bodaj najistotniejszymi kontrapunktami filmowej opowieści. Poetyckie „obrazki” przekazują to co niewypowiedziane wprost przez bohaterki filmu. Nieobecna „fabularność” nie zwalnia opowieści – każda z postaci, wykreowana przez czołówkę polskich aktorek, jest zaskakująco dynamiczna, udramatyzowana, niezwykle wiarygodna, wręcz przeszywająca. Całość wieńczy zaskakująca pointa, kontrowersyjne „ujawnienie obecności” tajemniczego katalizatora kobiecych zwierzeń. Kim jest? Ślepym losem? Nieobliczalnym wyrzutem sumienia? Kimś, z natury rzeczy, rodzaju męskiego? Odpowiedzi na te tajemnicze pytania trzeba szukać aż do ostatniej sceny, ostatniego kadru filmu.
Jinya oraz jego demoniczna siostra, Suzune, uciekają z domu i zostają przygarnięci przez strażnika kapłanki z wioski Kadono. Wkrótce Jinya sam zostaje strażnikiem kapłanki, w której jest zakochany. Niestety za sprawą demonów ginie z ręki Suzune, a sam Jinya staje się nieśmiertelnym demonem. Odtąd przemierza przez kolejne lata przemierza Japonię, pomagając ludziom i zabijając demony, których moce przejmuje, by pomogły mu w ostatecznej walce z siostrą.
Siedmiu przyjaciół spotyka się pod długim czasie na ślubie dwojga z nich - Toma (Josh Duhamel) i Lily (Anna Paquin). Jednak dla Laury (Katie Holmes) nie jest to szczęśliwy dzień, bo przez kilka lat pan młody był jej partnerem i wciąż go kocha, a on teraz bierze ślub z jej współlokatorką ze studiów. Spotkanie dawnych przyjaciół ujawnia niejednoznaczne relacje pomiędzy nimi.
Lucky (Harry Dean Stanton) jest szczęściarzem. Dobiega powoli 90-tki, ale jego serce, krążenie i układ odpornościowy są w naprawdę niezłym stanie. Nawet płuca, mimo że od lat pali tyle, że zabiłoby to znacznie młodszego mężczyznę. Życie Lucky’ego jest wybijane rytmem codziennej rutyny, od porannej gimnastyki po obchód po znajomych sklepach, kafejkach i barach. Znajduje tam za każdym razem przyjaciół i znajomych, z którymi może porozmawiać, podroczyć się, porozwiązywać krzyżówki. Pewnego dnia upada we własnym domu. Przypadkiem. Nie wiadomo dlaczego. Lekarza stać jedynie na dość banalną diagnozę – choroba nazywa się starość – ale Lucky zostaje wyrwany ze swej monotonnej rutyny. Zaczyna angażować się emocjonalnie w dyskusje z przyjaciółmi. Traktuje inaczej ludzi, którzy mu się narazili. Otwiera się, prawdopodobnie pierwszy raz od wielu lat, na nieznajomych. Uświadamia sobie, że jego rola na tym świecie dobiega powoli końca i jedyne, co może zrobić, to ten fakt zaakceptować. I się uśmiechnąć.
Ten nagrodzony Oscarem film krótkometrażowy przedstawia dramatyczną noc w starym młynie, w którym przestraszone zwierzęta, w tym ptaki, nieśmiałe myszy, sowy i inne stworzenia, starają się pozostać bezpieczne i suche, w obliczu zbliżającej się burzy. Gdy ta przybiera na sile, koło młyńskie zaczyna się obracać i młyn może się rozpaść, ale w końcu burza cichnie.
Kiedy tajemnicza kobieta ratuje jej córkę ukąszoną przez jadowitego węża, samotna matka musi spłacić dług, zabijając nieznajomą osobę przed zachodem słońca.