Rok 1936. Rejony zachodnich województw Białorusi opanowane zostają przez rewolucyjny ruch na rzecz zjednoczenia. Młody powstaniec Andriej Mietielskij, zgodnie ze zleceniem komunistycznego podziemia, zmierza do sąsiedniego rejonu, aby uprzedzić chłopów o koncentracji sił policji i odwołaniu planowanej demonstracji.
Samotny mężczyzna wędruje przez współczesną Warszawę. Czyta codzienną prasę, przygląda się kobietom w zakładzie kosmetycznym, akcji na planie filmowym. Wszędzie jest widzem, nie bohaterem wydarzeń. Przeżywa chwile radosnej zabawy z bezdomnym psem, ale ten woli pobiec za suczką. Mężczyzna próbuje więc nawiązać kontakt z kobietą w kolejce do budki telefonicznej, ale i ona odchodzi do swoich spraw. Sposobem na chwilowe zażegnanie samotności może być wizyta w kinie. Przyjemnie, ale i smutno jest karmić samemu miejskie gołębie. Chyba że w pobliżu znajdzie się drugi samotny warszawiak. Tytułowy dzień bez słońca jest w istocie dniem samotności człowieka w dużym mieście. Anonimowy mężczyzna jest w tej aktorskiej kreacji pełnowymiarowym bohaterem. Mocną stroną tego poetyckiego filmu jest też podążająca za jego nastrojem ścieżka dźwiękowa. W dokumencie widać oko mistrza polskiej szkoły dokumentu – Kazimierza Karabasza oraz Władysława Ślesickiego, z którym Karabasz nakręcił dwa filmy z tzw. czarnej serii.
Trwa druga wojna światowa. Pułkownik Donald D. Blackburn ledwo uniknął schwytania przez wrogie wojska. Mimo tego musi zmierzyć się z kolejnym wrogiem - niebezpieczną dżunglą. Blackburn najpierw musi pokonać tropikalne choroby oraz głód aby móc myśleć o wydostaniu się z tego piekła...