Historia pewnego dźwiękowca pojawiającego się na ekranie w tytułowych 24 scenach. Widzimy go przy pracy: jak rejestruje dźwięki. Przysłuchuje się ludzkiemu głosowi. Chwyta dźwiękową prozę życia: konflikty, momenty cielesnego zbliżenia, zaciekłe rozmowy o polityce, brzmienie naturalnego pejzażu. Nieprzypadkowe są też lokacje. Interesuje go zarówno miasto, jak i dżungla. Idzie do kina, przechadza po cmentarzu, nagrywa występy muzyków. Nienachalny podsłuchiwacz, duch o niezachwianej posturze. Jakby za wyobrażoną szybą – obecny, a jednak pozbawiony interakcji z otaczającym go światem, pozostawiony w bezgłosie. Sporadycznie tylko reaguje na podsłuchiwane sceny, czasem uśmiechem – na dowcip czy na absurd sytuacji. Każda podsłuchiwana przez niego osoba to kolejny głos w większej, duchologicznej układance.
Południowe wybrzeże Wietnamu, wioska Thom Rom. Na fabułę „Niech płonie” składają się trzy historie o miłości, splątane ze sobą w delcie Mekongu. Obserwujemy codzienność trzech kobiet na przestrzeni kilku lat, ich zmagania z naturą, obowiązki, rutynę. To miejsce, w którym sposób życia kształtują z jednej strony patriarchalne reguły, z drugiej – rytm rzeki. Trudno tu o poczucie spełnienia. W rozedrganych sercach bohaterek tli się rozczarowanie, które musi znaleźć ujście.