Serialu nie widziałem, ale myślę że warto się dowiedzieć jak było naprawdę od autorki książki o tej historii:
Magdalena Majcher
"Co w serialu "Ołowiane dzieci" jest prawdą, a co fikcją?
Najnowszy serial Netflix opowiada inspirowaną prawdziwymi wydarzeniami historię doktor Jolanty Wadowskiej-Król (na zdjęciu). W 2023 roku ukazała się moja powieść "Doktórka od familoków", którą napisałam we współpracy z główną bohaterką. Wysłuchałam historii o wydarzeniach z Szopienic z 1974 roku od samej głównej zainteresowanej. Jolanta Wadowska-Król przeczytała i autoryzowała moją książkę, potwierdzając, że "tak właśnie było", dlatego na podstawie jej opowieści i mojej publikacji przygotowałam dla Was tekst, w którym pomogę Wam odróżnić prawdę od fikcji. Bo "Ołowiane dzieci" to nie jest dokument. To bardzo luźno inspirowany faktami serial opowiadający o tym, jak ta historia mogła wyglądać, a nie o tym, jak wyglądała w rzeczywistości.
1. Profesor Krystyna Berger, a raczej profesor Bożena Hager-Małecka i jej rola w diagnozowaniu oraz leczeniu dzieci
Postać profesor Krystyny Berger jest postacią fikcyjną, ale trudno nie dostrzec oczywistych nawiązań do profesor Bożeny Hager-Małeckiej, która kierowała zabrzańską kliniką pediatrii. W mojej ocenie profesor Hager-Małecka została najbardziej skrzywdzona przez twórców serialu, ponieważ pominięto jej udział w zdiagnozowaniu tak zwanego "pacjenta zero" i umniejszono jej roli w leczeniu dzieci i koordynacji działań. To właśnie profesor Hager-Małecka jako pierwsza rozpoznała ołowicę u pacjenta doktor Wadowskiej-Król. Chłopiec leżał w klinice w Zabrzu, a że profesor akurat wróciła z sympozjum ze Szwajcarii, na którym omawiano przypadek dziecka zatrutego ołowiem, coś ją tknęło i zleciła oznaczenie poziomu ołowiu we krwi pacjenta. Kiedy otrzymała wyniki, pognała do przychodni i spotkała się z doktor Wadowską-Król. Poprosiła o wykonanie kilkunastu badań, aby przekonać się, czy to pojedynczy przypadek, czy większy problem. I tutaj już pierwsze skrzypce zagrała Wadowska-Król, na własną rękę badając prawie pięć tysięcy dzieci.
W serialu to Doktórka rozpoznaje ołowicę, chodząc po różnych szpitalach i sprawdzając wyniki badań dzieci. W końcu doznaje olśnienia i uznaje, że ma do czynienia z ołowicą.
W rzeczywistości sukces możliwy był dzięki pracy zespołowej Jolanty Wadowskiej-Król, pielęgniarki Wiesławy Wilczek (świetnie przedstawionej w serialu), Bożeny Hager-Małeckiej oraz Zofii Kajzerowej, której w ogóle w serialu nie ma, ale o tym niżej.
2. Reakcja rodziców na nową Doktórkę, która... wcale nowa nie była
W serialu mieszkańcy Szopienic rzucają kamieniami, popychają i wyzywają Doktórkę, kiedy ta próbuje badać dzieci. Okazują jej otwartą niechęć. To również fikcja stworzona na podstawy serialu. Doktor Jolanta Wadowska-Król w rozmowach ze mną wspominała, że wszyscy, absolutnie wszyscy rodzice zgłosili się z dziećmi na badania, traktowali ją z ogromnym szacunkiem i zaufaniem. Wierzyli w to, że skoro Doktórka mówi, że należy badać i leczyć dzieci, to tak po prostu jest. Stosowali się do jej zaleceń, stawiali się w wyznaczonych terminach na badania i wizyty, stali za nią murem. A Doktórka nie była "nowa", spoza Śląska. Kiedy zaczęła swoje badania, pracowała już od lat w tej przychodni. Mało tego, została w niej do emerytury!
Wadowska-Król była dla ludzi z Szopienic bardzo ważna, była po prostu Ich Doktórką, a nie wywyższającą się intelektualistką z zewnątrz.
3. Wątki związany z SB, milicją, aresztowaniem Doktórki, wywiezieniem na hałdę w worku na głowie, spalenie samochodu, wybicie okien, manifestacja przed hutą z udziałem ZOMO
Nic z powyższych nie miało miejsca. Wiem to nie tylko od Jolanty Wadowskiej-Król, ale też z Instytutu Pamięci Narodowej, który odwiedziłam, zbierając materiały do książki. Nie było aresztowania, nie było obserwacji przez SB (tutaj pojawia się wątpliwość, bo w IPN-ie nie ma teczki doktor Wadowskiej-Król, jest tylko podanie o pozwolenie na zagraniczny wyjazd, rozpatrzone pozytywnie, a historyk, z którym rozmawiałam, stwierdził, że jeśli oni nie mają żadnych informacji o obserwacji, inwigilacji nie było, ale pod tym postem odezwała się rodzina Doktórki i potwierdziła obserwację, powołując się na rodzinne archiwum, więc wątek zawieszam. Na pewno jednak Wadowska-Król nie szukała pomocy u esbeka i nie weszła z nim w żadną relację, jak jest to przedstawione w serialu), nie było przykładania broni do głowy. To wszystko wątki fikcyjne, wymyślone na potrzeby serialu. Doktórka obawiała się, że może zostać aresztowana, ale nic takiego się nie wydarzyło, głównie dzięki znajomości Bożeny Hager-Małeckiej z Jerzym Ziętkiem. Ówczesny wojewoda (a prywatnie przyjaciel ojca Hager-Małeckiej, z którym brał udział w powstaniach śląskich i tworzył polską administrację w Tarnowskich Górach) doradził jej, co zrobić, aby dokończyć badania i nie narazić się władzom. Dzięki wstawiennictwu Hager-Małeckiej u Ziętka udało się uniknąć represji, choć Doktórka i tak została ukarana: uniemożliwiono jej zrobienie kariery naukowej, zabrano badania i zamknięto drogę do doktoratu.
4. Czas akcji, reakcja władz
W rzeczywistości Wadowska-Król rozpoczęła badania na początku września 1974 roku. W serialu jest to czerwiec, ponieważ wówczas Górny Śląsk odwiedził Breżniew. Myślę, że zmiana była celowa, aby podkręcić temat w związku z planowaną wizytą radzieckiego polityka. Wiadomo, przygotowują się do odwiedzin wielkiego towarzysza Breżniewa, a tu jakaś Doktórka zaczyna mieszać.
W serialu jest taka scena, która dowodzi, że władze wcześniej wiedziały o problemie i z premedytacją wysyłały dzieci do różnych szpitali, aby nikt się nie zorientował. Nic takiego nie miało miejsca. Z opowieści doktor Wadowskiej-Król jasno wynikało, że zanim wykryła skalę zachorowań na ołowicę wśród dzieci z Szopienic, ołowica była uważana za chorobę wyłącznie zawodową i nikt nie łączył problemów zdrowotnych dzieciaków z sąsiedztwem huty.
5. Przedstawienie samej choroby
W serialu ołowica przedstawiona jest bardzo obrazowo: mocno anemiczne dzieci, plucie krwią, zamglony wzrok. Tymczasem ołowica powoduje szereg problemów zdrowotnych, między innymi bóle głowy, brzucha, zaparcia, biegunki, niedokrwistość, uszkodzenie struktur kostnych i narządów wewnętrznych, "bociani chód", a także obniżenie IQ oraz upośledzenia intelektualne.
6. Doktor Wadowska-Król nie mieszkała przy hucie, nie była w ciąży i nie chorowała na ołowicę
Natknęłam się gdzieś na komentarz, że lekarka była nieodpowiedzialna, bo narażała swoje nienarodzone jeszcze dziecko. Ten komentarz utwierdził mnie w przekonaniu, że powinnam opublikować swój post, bo rzeczywiście są ludzie, którzy czerpią wiedzę na temat wydarzeń z Szopienic z serialu i traktują bezkrytycznie artystyczną wizję twórców.
Nie, doktor Wadowska-Król nie była w ciąży w trakcie badań nad ołowicą. Nie mieszkała też i nie przyjmowała przy samej hucie, przychodnia mieściła się przy ulicy Franciszoka (obecnie Grzegorzka), czyli w obrębie Dąbrówki Małej. Tam był po prostu rejon dla dzieci z Szopienic. Doktor Wadowska-Król badała się pod kątem ołowicy, ale nie chorowała. Miała nieznacznie podwyższony poziom ołowiu.
7. Zamieszanie o autokary, czyli kto organizował pobyty w sanatoriach
Ten wątek wypłynął jeszcze za życia doktor Wadowskiej-Król. Ktoś gdzieś napisał, że sanatoria i autokary organizowała huta. Doktórka bardzo się wówczas zirytowała, nie lubiła, kiedy ktoś przekłamywał tę historię. "Huta nic nie organizowała, huta była moim największym wrogiem" – powtarzała. A sanatoria i zawożące tam dzieci autokary organizowały doktor Wadowska-Król, profesor Hager-Małecka oraz doktor Zofia Kajzerowa. Ta ostatnia pracowała w Wojewódzkim Ośrodku Matki i Dziecka i zarządzała sanatoriami w ówczesnym województwie katowickim. To właśnie ona, kiedy śląskie i zagłębiowskie oddziały pediatrii zapełniły się dzieciakami z Szopienic, została poproszona przez Wadowską-Król i Hager-Małecką o zorganizowanie miejsc w sanatoriach. Z tego zadania wywiązała się doskonale.
Huta podstawiła autokary jedynie dla rodziców, którzy zdenerwowani przedłużającą się nieobecnością dzieci, chcieli je odwiedzić.
Fikcją jest też, że spod huty odjeżdżały puste autokary do sanatorium.
W serialu jest znacznie więcej fikcyjnych wątków (np. wyjazd męża Doktórki z dziećmi), myślę jednak, że opisałam najważniejsze różnice między kreacją artystyczną a prawdą – te, które mogą zmienić postrzeganie tej historii, jeśli nie zna się jej z innych źródeł.
Ze swojej strony mogę zachęcić do lektury "Doktórki od familoków", aby poznać szczegółowo prawdziwą historię Doktórki. Tak, jak zapamiętała te wydarzenia główna bohaterka."